Poświęcenie pomnika ku czci Róży Ostrowskiej

INSTYTUT KASZUBSKI
*
KASZUBSKI PARK ETNOGRAFICZNY
WE WDZYDZACH KISZEWSKICH
*
SOŁTYS WSI WDZYDZE KISZEWSKIE

zapraszają na

uroczystość poświęcenia pomnika
ku czci
Róży Ostrowskiej

Uroczystość odbędzie się w niedzielę
2 października 2005 r.
w Kaszubskim Parku Etnograficznym
we Wdzydzach

W programie:
13.00 – Mszę św. w kościółku św. Barbary w intencji śp. Róży Ostrowskiej i Jej Bliskich odprawi ks. kanonik Jan Ostrowski z Lipusza
14.00 – Poświęcenie pomnika
14.30 – Spotkanie przy kawie połączone z promocją wdzydzkiej powieści Róży Ostrowskiej „Wyspa”

Uroczystość uświetni występem zespół „Kaszuby” z Karsina – Wiela


Fundatorem pomnika jest Nadleśnictwo Kościerzyna

Коментари су искључени на Poświęcenie pomnika ku czci Róży Ostrowskiej

Cokolwiek o Jastarni i półwyspie Helu

Oskar Kolberg [?]

Cokolwiek o Jastarni i półwyspie Helui

I. Jastarnia leży na półwyspie Helu, owym wąziuchnym języczku ziemi, wchodzącym w Morze nasze Bałtyckie, gdzie został proboszczem mój przyjaciel ks. Gii. Powinszowałem memu przyjacielowi nowej godności, za co zostałem od niego zaproszony na kąpiel morską w lecie. Korzystając z tego, wybrałem się z domu i przyjechałem do Pucka, leżącego już nad morzem, gdzie, jak to mówią, świat już deskami zabity, a ja miałem jeszcze i poza te deski zaglądać.

Dziwnie mnie się zrobiło, kiedy stojąc nad brzegiem, spoglądałem na te wody i na ten mały, niski, znikający niejako we wodzie pasek ziemi, który był celem mojej podróży. Wtem, przechadzając się nad brzegiem, nasycając się widokiem wspaniałego morza i przysłuchując się cichej grze fal morskich, spostrzegłem na widnokręgu mały czarny punkt, który się widocznie coraz bardziej powiększał i przybliżał. Po półgodzinie przekonałem się, że to żagiel prosto idący na Puck. Rozciekawiony, postanowiłem odczekać nadejścia łódki; może była z Jastarni, może mogłaby mnie zawieść do mego przyjaciela.

Już łódź była nad lądem; wtem żagiel spada, a kotwica wyrzucona zostaje. Trzech ludzi niemłodych wyszło z łódki, z których jeden miał duże aż pod brzuch buty, inni dwaj spodnie mieli podkasane; boso, z kilku miechami (workami), brnęli z dziewięć kroków do brzegu. Przybliżyłem się do nich i przemówiłem: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!“ – „Na wieki wieków amen“ – odpowiedzieli razem silnymi męskimi głosami narzeczem kaszubskim. „A skądeście?“ – „Z owej wyspy, którą pan widzisz, z Jastarni“. – „A ksiądz proboszcz w domu?“ – „A jest. Czy może pan zna naszego księdza proboszcza?“ – „Tak, znam go – odpowiedziałem – a chciałbym go odwiedzić“. – Na te słowa nie tyle rozciekawili, jak ucieszyli się rybacy, a rybak w butach wielkich, który snadź był panem tej łódki, rzekł bez namysłu: „To pan dzisiaj z nami pojedziesz; my tylko zboża przyszliśmy kupić a za godzinę będziemy gotowi. O, jak się nasz ksiądz proboszcz z gościa ucieszy“ – dobrodusznie dodali.

Szliśmy tedy razem do miasta. – „A czy tam u was zboże nie rodzi się?“ – pytałem ich się po drodze. – „Nie, panie my tylko kartofle sadzimy sobie, żyta lub chleba kupować sobie musimy w kraju“. W „kraju“? Pomyślałem sobie, co by to było za miejsce, a dowiedziałem się po drodze do miasta, że tak nazywają ląd stały dla odróżnienia go od swego półwyspu. Za godzinę byłem gotowy i udałem się z dwoma przyjaciółmi do brzegu. Już moi rybacy tam mnie oczekiwali. Łódka stała na mieliźnie o dziesięć kroków od brzegu oddalona. Oni brnęli we wodzie do łódki. „Jak ja zaś się tam dostanę?“ – powiedziałem. – „Niech pan się na mnie położy“ – rzekł ów z butami i nastawił mi swoje szerokie plecy. Poznałem natychmiast, co on zamyślał, a ponieważ innego sposobu nie było, dałem się do łódki przenieść. Prawdę wyznać muszę, wstydziłem się nieco tego transportu mego jestestwa, zwłaszcza gdy u brzegu śmiech moich przyjaciół odbił się o uszy moje, ale pomyślałem sobie: kiedy chcesz mieć wygody, nie powienieneś się udać w podróż. Tak się pocieszając, zostałem przeniesiony i spuszczony do łódki, gdzie usiadłem na miechu żyta.

Znajdowałem się tedy na wodzie, w łódce, od ciągle ruchliwego morza chwiejącej i bujającej się jak kolebka. Zatrwożyła mnie ta ruchliwość łódki, ale przekonanie, że doświadczeni rybacy jadą ze mną, dodało mi otuchy. W łódce tymczasem wszystko uszykowano i na komendę żagiel pociągniono do góry. Łódka się przechyliła cokolwiek, ale wnet się podniosła, żagiel został przymocowany, a tedy dalej w imię Boże. Zaczęło się kolebanie łódki, lecz tak, że raz przednia część, raz tylna część się podnaszała, a ponieważ wiatr z boku, dlatego jedna strona łódki była niższa od drugiej. Trwogę moją, zapewne na twarzy stąd się odbijająca, oddalał starszy rybak siedziący przy sterze, mówiąc: „Niech się pan nie boi, tu nie ma żadnego niebezpieczeństwa; kiedy wiatr z boku to zawsze łódka idzie pochylona“. Oglądałem się za „krajem“, a tu już znacznie byłem oddalony od lądu, tylko powiewaniem chustek życzyli mi moi przyjaciele z Pucka szczęśliwej podróży, a ja im dziękowałem podobnież. Coraz więcej a więcej łódź się oddalała, coraz mniejszymi się wydawały przedmioty w „kraju“, jak domy i drzewa. Smutno mi się robiło i nie dziw, bo człowiek stworzony do ziemi, a nie do wody; smutno mi się robiło, bo zdawało mi się, iż się z ojczyzną, z rodakami już żegnam na zawsze. Tak i jeszcze gorzej – pomyśliłem sobie – jest około serca tym, co się puszczają do Ameryki.

Ale niedługo mnie takie myśli zajmowały, widziałem bowiem wkoło siebie same nowe dla mnie rzeczy. Najprzód, ta łódź dosyć obszerna; z trzydzieści osób pomieściłoby się na niej dobrze; ten maszt, żagiel, te różne liny, kije i wiosła; było się czemu przypatrywać i o co się rozpytywać. Z wielką otwartością i dobrodusznością objaśniali mi rybacy wszystkie szczegóły łódki, ale za to zaczęli i mnie się wypytywać i egzaminować, a z taką szczerością i prostotą, że bynajmniej nie czułem się tym urażony. Tak mnie zupełnie dokładnie pytali, skąd jadę, jak się nazywam, jakie moje imię i zatrudnienie, czy mam ojca i matkę jeszcze, ile braci i sióstr, a potem musiałem im opowiadać nowiny ze świata, a szczególnie: jak to tam z wiarą naszą, bo gazety licho o tym piszą. Odwdzięczyli mi się też rybacy opisem swojej wioski, zwyczajów i zatrudnień półwyspiarzy. I tak tedy płynąłem coraz wyżej w morze, coraz bardziej kraj się usuwał, a półwysep coraz dokładniej się rysował. Łódka wprawdzie zawsze szła po jednej stronie schylona, ale poznawszy się z rybakami i przyzwyczaiwszy się do kolebania, już niczego się nie obawiałem. Tu i ówdzie tylko ptak jaki morski, miewa [mewa] lub kaczka, albo kolp’ morskaiii przelatywały, zresztą cisza wkoło, pluskająca tylko przerywana wodą. Wobec ogromu tych wód człowiek czuje swoją ułomność; a choćby kto w „kraju“ nigdy nie pomyślał o Bogu, na morzu i Bóg mu się przypomni i sumienie obudzi. Stąd też sobie tłumaczę tę bogobojność, jakiej byłem świadkiem na wyspie. „Cudowny, panie, jest Pan Bóg na ziemi, ale na morzu jeszcze cudowniejszy“ – rzekł do mnie rybak.

Coraz więcej przybliżaliśmy się do wyspy, z daleka widzieliśmy Cejnowy i Kusfeld, wioski na wyspie leżące; już widać było wieżę kościelną i chaty Jastarni, na górze pięknie się odbijające o tło zielonego lasku. Po półtrzeciagodzinnej podróży przybyliśmy krótko przed zachodem słońca do lądu. Jak mnie wniesiono, tak mnie znowu wyniesiono z łódki; znowu miałem ziemię pod nogami. Wesoło i serdecznie westchnąłem: „Bogu dzięki“, i dalej do wsi. Któż zaś opisze moje zdziwienie, kiedym w Jastarni zupełnie co innego znalazł od tego, com sobie o niej wystawiał i co mi inni o niej mówili. Myślałem sobie, „wyspa Hel jest to o parę stóp tylko nad wodą unoszący się kawał piasku, tam ot chaty, kilka drzew wkoło, a zresztą tylko piasek i woda“. Pomyliłem się bardzo, bom szedł do Jastarni przez długie, piękne łąki; wprawdzie nie są w kulturze, bo na całej wyspie ani koni, ani pługa nie ma; nie są też nizińskieiv , ale jednak trawa pieknie rosła; dalej były też pola kartoflane, a choć na piasku, wcale zielone i pokaźne. Tuż za łąką wzdłuż morza ciągnie się gaj wysoki, a rybacy mi powiadali, że w nim bardzo pięknie, o czym się nazajutrz sam przekonałem. Tak zdziwiony tym niespodzianym widokiem, szedłem dalej do wsi; nie mogłem sobie tylko wystawić, co by ten szum rozciągły, odbijający się o me uszy, znaczył. Pytam się moich rybaków, a oni: „To wielkie morze tak szumi; to nigdy nie jest tak spokojne, jak małe, przez które jechaliśmy“. – Ot, dostałem respekt przed tym wielkim morzem, choć go jeszcze nie widziałem.

II. Wchodzimy do Jastarni. Kościół otoczony rozłożystymi dzrewami, chaty niektóre murowane, inne bardzo liche, a przed każdą narzędzia rybackie, bo każdy mieszkaniec, wyjąwszy księdza i nauczyciela, jest rybakiem. Piasku, którego dotychczas nie spotkałem jeszcze i o którym myślałem, że go już nie znajdę, znalazłem we wsi, ale też taki głęboki, jakiego jeszcze nigdzie nie widziałem. Powiadali mi moi przyjaciele w Pucku, iż piasek tak jest wielki, iż jeżeli napiętki niedobrze do butów przymocowane, łatwo je w piasku zgubić można, co też jednemu z nich podobno się zdarzyło. Ja wprawdzie moje buty i nogi w całości zatrzymałem, ale z wielkim tylko trudem doszedłem do plebanii leżącej wśród wsi, niejako na najwyżej uwianym piasku. Zapukałem – otworzono. Miłe i radośnie było przywitanie i uściskanie nasze. Pokrzepiwszy się najprzód pokarmem i napojem, bo taka podróż morska doskonałego doskonałego dodaje apetytu, zacząłem opowiadać me przygody, a potem gawędy o starych i nowych dziejach. Późno już było w noc, kiedyśmy się udali na odpoczynek.

Nazajutrz rano po mszy świętej pragnąłem bliżej poznać ten kawałek ziemi, do którego przybyłem, a mianowicie chciałem się kąpać. Idąc tedy do wielkiego morza, o paręset kroków tylko od plebanii oddalonego, nauczyłem się od mego przyjaciela, jak to po piasku chodzić trzeba, tj., że całe nogi płasko trzeba stawiać. Spróbowałem i szło już lepiej. Inny kraj, pomyślałem sobie, inny obyczaj. Wtem naraz zobaczyłem wielkie morze. Chociaż szum i huk morza już z daleka mnie dolatywały, myślałem z początku, że to był modry jaki gęsty obłok; wspaniały i wzniosły widok. Dokąd tylko oko sięga, wzdłuż i wszerz, nic, jak tylko woda i woda, aż z niebem woda połączać się zdaje. Okręty niektóre dwu- lub trzymasztowe, przesuwające się po niej, cóż one znaczą w takim wód ogromie? Najwierniejszy to na ziemie obraz nieskończoności Boga.

Takimi uczuciami, długo, długo stałem na tak zwanych dynach (Dünen), tj. groblach z piasku usypanych od rąk Pana Boga, ciągnących się we wysokości 30-40 stóp ponad wodą wzdłuż całej sześć mil długiej wyspy, a ochraniających resztę wyspy od przelewów morskich. Obsiane one są harszczem, szczególnym rodzajem owsa, który na to służy, ażeby piasek latający przytrzymywać. Zeszliśmy z tych dyn, a oto jeszcze 20-30 kroków i byliśmy tuż nad morzem. Wiatr był średni, a jednak bałwany się piętrzyły, bieliły się, w trzech i więcej rzędach do brzegu podążyły, by się tam z trzaskiem rozbić, o 8 do 10 kroków się po brzegu rozpłynąć i znowu do wód morskich powracać na to tylko, aby znowu za nadchodzącym bałwanem tę samą grę powtórzyc. Od niezwykłego tego widoku trudno mi się było oderwać, nawet niemal zbezczeszczeniem majestatu morza wydało mi się zapytanie ks. proboszcza, czy już nie mam ochoty przekąpać się. Ale ponieważ właśnie po to przyjechałem i sobie uważałem, że wielu śmiertelników z bardzo daleka zjeżdża się do morza, by w jego falach pokrzepić swe grzeszne cielsko, więc kąpałem się. Oj, bałwany mnie tęgo przetrzepały; dzielna, nie do zapłacenia była kąpiel, aż mi ani wyjść z wody się nie chciało, chociaż ks. proboszcz nalegał, iż pierwszą razą najwięcej dwie minuty tylko we wodzie zostać wolno, nie chcąc się zanadto osłabić.

Po kąpieli przechadzaliśmy się nad morzem (idąc ku zachodowi); po lewej stronie dyny, po prawej przypływające i odpływające wciąż z łoskotem fale. Poszedłszy tak z ćwierć milki, zboczyliśmy na dyny. Stąd co za prześliczny widok! Tuż za dynami, które nieraz w kilku rzędach się wzdłuż morza ciągną, rozciąga się piękny, gęsty, zielony gaj; aż miło było patrzeć na tę mieszaninę liścia różnego brzósk, olszyn, jarzębin, dębów i sosen. Prędko zeszliśmy do niego i odpoczęli na pieknej murawie, pod gęstymi krzakami olszyny. Zaiste, skarb nieoszacowany ten lasek z swymi prostymi i gęstymi gankami (alejami) dla wyspy, a szczególnie dla ks. proboszcza tamtejszego. Codziennie też przechadzaliśmy się po nim. Początek swój bierze od Wielkiej Wsi, ostatniej wioski „kraju“, a chociaż się niaraz zrzadzi cokolwiek, to bez przerwy się ciągnie aż do wioski Boru (po niemiecku Danziger-Heisternest), poza którą rozpoczyna się las wielki, szeroki z ćwierć do pół mili, a długi z dwie mile, ciągnący się aż do końca wyspy, do wioski (dawnieszego miasteczka) czysto luterskiej i niemieckiej, Helu.

Bo trzeba wiedzieć, że te trzy wioski należące do parafii jastarskiej, jako to: Jastarnia, Bór i Kusfeld, są czysto polskie i katolickie, ani jednego tam Niemca i Żyda nie ma. Tak samo w Cejnowach, należących już do parafii swarzewskiej (Schwarszau). Nawet w Helu jest jeden rybak katolik i kilka czeladzi katolickiej. Ciekawy byłem, czemu taka odrębność pomiędzy Helem a resztą wyspy, a ks. proboszcz następujący mi dał pogląd historyczny półwyspu.

Pierwsza osada, rozumie się, rybacka (bo handlowego znaczenia półwysep mieć nie może) był Hel. W tamtejszym kościele znajduje się kamień z wyrytą liczbą 1174; być może, iż już wtenczas w Helu murowany zbudowano kościół (?). Dopiero r. 1378 podnieśli go Krzyżacy do godności miasta z prawem lubeckim. Stary Hel zburzony został przez Szwedów, a nowy wybudowano dalej, na samym końcu półwyspu, gdzie i dzisiaj leży jeszcze. Kiedy r. 1525 pomiędzy starostą puckim a obywatelami miasta nieporozumienia powstały względem osoby nowego mianowanego proboszcza, odstąpili wszyscy Helanie za przykładem Gdańska od wiary katolickiej i zobowiązali swego księdza tak nabożeństwo odprawiać jak w Gdańsku, tj. po lutersku. Od onego czasu Hel był i jest luterski, nawet inną osadę, tuż przy Jastarni leżącą, może o 500 kroków tylko od niej oddaloną założył, tj. Bór, który jeszcze na początku tego stulecia był luterski, dziś zaś jest czysto katolicki i polski. Najbardziej się zapewne do tego przyczyniała z jednej strony wielka odległość od luterskiego Helu, a z drugiej strony tak wielka bliskość Jastarni katolickiej, bo pod wpływem starosty puckiego zostającej, kiedy Bór razem z Helem dawniej stały pod zwierzchnictwem Gdańska.

O tym i o innych zdarzeniach wyspy i o zwyczajach wyspiarzy rozmawialiśmy często i długo i czegom się dowiedział, krótko opiszę, ażeby i dalej rozeszła się wieść o jedynym polskim półwyspie Helu.

Trudno opowiedzieć początek Jastarni i Kusfeldu. Jastarnia (po niemiecku Putziger Heisternest) zapewnie stąd imię nosi, iż dawni mieszkańcy „kraju“ tylko na Wielkanoc dla łowienia łososi na półwysep przybywali, po czym znowu do „kraju“ powracali; a ponieważ Kaszubi Wielkanoc z niemiecka przezwali jastry, dlatego ta osada od tych jastr przezwaną została Jastarnia.

Tuż przy Cejnowach, w języku ludowym Chałupami przezwanymi, leżały za polskich czasów dwie warownie: Władysławowo i Kazimierzowov, dla lepszej obrony Pucka ze strony morza zbudowane, a mające swe nazwy od dwóch braci, królów polskich, po sobie następujących, Władysława IV i Jana Kazimierza. Warownie te od Szwedów zburzone zostały, a dzisiaj już ani najmniejszego śladu po nich nie ma. W ogóle półwysep był często i długo pod rozkazami plądrujących Szwedów, którzy, wypędzeni z „kraju“, tu bezpieczny ze wszech stron zakątek znajdowali. Po skończonych wojnach szwedzkich był on tak zniszczony, iż np. w Kusfeldzie, liczącym dzisiaj przeszło 400 mieszkańców, tylko jedna chałupa została.

Dzisiaj ludność wyspy coraz bardziej się powiększa i nie dziw bo lud zdrowy, trzeźwy, pracowity; gorzałki nie ma, kulturą nowomodną mało jeszcze oblizany, chwali Pana Boga i na utrzymanie swoje ciężko pracuje. Bo zawód rybacki nie lekki bynajmniej. Wprawdzie od rana aż do wieczora przez cały rok nie pracują jak rolnik w „kraju“, ale uciążliwą praca ta zawsze jeszcze pozostaje. Codziennie, kiedy wychodziłem przed wieczorem na przechadzkę, ciągnęli rybacy do morza, po trzech wsiadywali w łódkę i dalej na morze. – „Czemu tak późno w noc wyjeżdżają?“ – pytałem się. – „Jadą na bańki i stornie, a może uda im się też skarpi złowić“. – „Co to są bańki, stornie, skarpie?“

„Oto widzisz – odrzekł ks. proboszcz – nie umiesz ryb po polsku nazwać. Nie dziwuję się tobie, bo i niejeden uczony nasz nie wie, iż niemieckie Flundern nazywają się albo bańki, kiedy są małe, lub stornie, kiedy są większe; a ryby skarpie nazywają Niemcy Steinbutte, a i niejeden Polak już je tak nazwał“. I zaczął mi dalej opowiadać, jak rybacy, wyjeżdżając teraz po trzech w łódce na noc na morze, pracują przez całą noc aż nazajutrz do obiadu, siecie zapuszczając i wyciągając z wielkich głębi morskich, a przybywszy do lądu, zaraz odsyłają połów do Gdańska, bo tylko świeże stornie są pokupne. Gdańsk, dokąd nie tylko latem, ale i zimą jeżdżają, jedynym jest miejscem sprzedaży i zakupna dla wyspiarzy; Puck prawie w żadną tu nie wchodzi rachubę. Przespawszy się tedy po obiedzie cokolwiek, rybacy muszą przed wieczorem jeszcze swe sieci naprawić, bo na wieczór ta sama ich praca czeka. Rozumie się, iż kiedy morze burzliwe, na połów wypłynąć nie można. Połów na stornie trwa około 3 miesiące; przez czerwiec, lipiec i sierpień, po czym w wrześniu i październiku nastepuje połów na śledzie, węgorze i breitlingi, który już tak trudny nie jest, bo siecie, na wieczór w morzu zapuszczone, tylko nazajutrz rano się wyciąga. Najintratniejszy jest połów na łososie, odbywający się na wiosnę: w marcu, kwietniu i maju, na który to połów wszyscy nawet kobiety i dzieci, wychodzą na brzeg wielkiego morza, by pomagać przy przyciąganiu do brzegu sieci poprzednio daleko w morze zapuszczonych. Wielka radość, kiedy połów się uda, ale też tym większy smutek, kiedy omyli, jak to przeszłego roku było (r. 1873), bo od połowu łososi zależy zamożność lub ubóstwo rybaków.

– A zimą co robią rybacy? – pytacie mnie. Oto niewiasty i dzieci siecie więzą, a mężczyźni się zatrudniają połowem na psy lub świnie morskie lub łowieniem w siecie kaczek morskich. Z tłuszczu pierwszych wytapiają tran, ich wątroba jest delikatesem; a kaczki morskie dobrze podobno smakować mają.

III. Najciekawszy zawsze zostaje porządek, jakim się wszyscy rybacy wyspy podzielili dla połowu. Wszyscy mieszkańcy np. Jastarni podzielili się na 6 matszoperii, czyli związków rybackichvi, z których każdy ma pewne miejsce w morzu do połowu łososi i węgorzy; śledzie bowiem i stornie wolno łowić, gdzie się podoba. A jest to taki podział dla uniknienia sporów i nienawiści potrzebny, bo na wyspie ani policji, ani żandarmów nie ma; wyspa się sama rządzi. Na czele takiego związku rybackiego, czyli matszoperii, stoi tak zwany szyper, a około niego inni rybacy (maszopi) na cały rok się zgromadzają, czyli maszopują się, nie tylko mężczyźni, ale i kobiety, i dzieci. Przy podziale zaś ryb, czyli zarobku, jest ten podział, że każdy mężczyzna żeniały dostaje jedną całą część, wdowa po dawniejszym maszopie połowe tego, kobiety i dorosłe dzieci czwarta część (do tej kategorii jest policzony ks. proboszcz, który od każdej matszoperii podobną część dostaje), niedorosłe dzieci zaź ósmą część tego, co żeniały maszop, ósmą część odbiera też organista. Rozkład ten wszystkich rybaków na pewne związki sprawia, iż wszyscy zarówno przy połowach zarabiają; sprawia, że wszyscy równo są albo zamożni, albo ubodzy, wyrabia pewien porządek społeczny, którym nie tylko wewnątrz są połączeni, ale w jakim nawet przed świecką zwierzchnością występują. Wszystkie rzeczy dotyczące się zarządu wioski podlegają uchwale wszystkich, a rząd, o ile się da, szanuje tutejsze zwyczaje i organizacje. Przyznać też trzeba, iż rząd wszelakie ma względy dla półwyspiarzy, ażeby tylko rybołóstwu nie dać upaść; w podatkach jest oględny, szkoły i kościoły z własnych najwięcej funduszów utrzymuje, w każdej wiosce założył szkołę, tak iż nie ma żadnego dziecka, co by czytać i pisać nie umiało, soli do solenia ryb za niższą oddaje cenę; nawet teraz podobno zamierza rybaków spowodować, ażeby rybołóstwem w większych rozmiarach, tj. na większych statkach i daleko w morzu się zatrudniali, jako to w Anglii i w Francji się dzieje, skąd nie tylko krajowi bogactwa się przysporzy, ale każdego czasu w razie wojny gotowi są majtki, marynarki wojennej. Mówią, że ludność polska jest czysto rolnicza; o nie! może ona też być dobrze rybacka, jak to mieszkańcy półwyspu Helu pokazują.

Mowa półwyspiarzy jest kaszubska. Ja byłem pierwszy raz w Kaszubach, więc ich narzecze mnie bardzo zaciekawiło. Ze żalem wprawdzie dostrzegłem często niemieckie słowa, ale jądro języka jednak jest polskie. Przyznaje się otwarcie, iż narzecze kaszubskie pod niejednym względem daleko lepiej mi się podoba niż język, jaki się dalej w „kraju“ wyrobił, bo nie zdaje mi się to bynajmniej być zaletą naszego języka, iż się przycisk zawsze na przedostatnią tylko sylabę kładzie, przy czym monotonności uniknąć nie można. Czyni to samo i Kaszuba, ale najczęściej kładzie przycisk na trzecią, czwartą, ostatnią, tak iż mowa ich dla ucha nie-Kaszuby dla swego rozmaitego akcentowania powabną się staje. Znalazłem też kilka osobliwych wyrazów, których w polskich stronach albo wcale, albo w innym znaczeniu używają, jak to: perzynko – cokolwiek; bokadość – dosyć, wiele; wszeternastko – wszystko, babnica – kruchta; nogawica – pończocha – i wiele innych. Jeżeli słyszą rybacy, iż ktoś z nich sadzi się na mowę polską, to mówią, że polaszy, tj. natrąca z polska. Dodać do tego należy, iż szczególnie narzędzia rybackie oznaczają nazwami, o których nie wiem, z jakiego są wyjęte języka; rybacy Niemcy w Helu te same rzeczy podobnież nazywają. Tak np. kotwica nazywa się draga; wiosła – remy; siecie na śledzie – mance; siecie na stornie – cezy; głębia morska – szur; latarnia morska – bliza.

Jak dzisiejsi wyspiarze wiernie zachowali język przdków swoich, tak samo też zachowali ich wiarę. Uderzająca ich prostota i pobożność w kościele, nad wszystkimi zaś celują swym śpiewem, mianowicie w różańcu i w litaniach, bo w innych pieśniach przygodnych śpiew ten przez wpływ szkoły i organisty już wiele na swej świeżości i wdzięku utracił. Jak czyste fale wód morskich bez przestanku się unoszą i spuszczają, bez przerwy dążąc do brzegu, tak też śpiew ten z silnych wydobyty piersi czasem trzema, czterema i więcej głosami przy najakuratnieszym crescendo i decrescendo bez pauzy dąży silnym rytmem (nie taktem) do chwały Boskiej i zbudowania siebie i bliźniego. I zaiste, nigdzie jeszcze tak dobrego śpiewu ludowego nie słyszałem jak w Jastarni; najserdeczniej się modlą śpiewając, a melodia jest tak piękna, iż każdego głęboko zachwyca. Często przed nabożeństwem jeszcze szedłem do kościoła tylko, aby śpiewowi się przysłuchiwać i rozkoszować się w tym morzu głosów i melodii. Wy wszyscy szukacie tam gdzieś w Niemczech wzorów śpiewu ludowego; czemu nie przybywacie do Jastarni? Spytać się rybaków, kto ich tego śpiewu nauczył, to sami nie wiedzą: ich prapradziadowie już tak śpiewali, a zapewnie ich wnuki i prawnuki tak samo śpiewać będą, bo już dzieci od trzech do czterech lat nie tylko różaniec, ale i inne pieśni śpiewać potrafią; podczas wieczorów zimowych przy więzieniu sieci ich się nauczyli, największą ich uciechą jest siedzieć przed kościołem i nucić za tymi, co w kościele śpiewają. W parafiach sąsiednich „kraju“ już nie znają śpiewu „rybackiego“. Co do melodii różańca, to może ich śpiew jest ten sam, jakiego nas uczył św. Jacek, nauczający różańca w Gdańsku i okolicy.

Ale nie tylko w śpiewie, lecz i we wielu innych praktykach okazuje się ich prostota i pobożność. Tak świecą rybacy po dziś dzień świąt: św. Walentego, Józefa, Antoniego, Jana, Anny, Rocha, Rozalii, Michała i Barbary, w sam dzień; ich kosciół, choć drewniany, ale wewnątrz pięknie i gustownie przyozdobiony, miłe czyni wrażenie. Kolorem ich ulubionym, rybackim, jest modry, bo nie tylko modre noszą żakiety majtkowe [marynarskie], ale i kobiety lubią kolory modre; nawet kościelne ławki, wnętrze kościoła i krzyże przy drogach modro śa ufarbowane.

Przy takich studiach rybackich, przy kąpaniu i wesołej rozmowie prędko płynął czas. Dwie jeszcze zrobiliśmy wycieczki: jedną do wioski Hel, drugą do Oksywia, wioski kościelnej na przeciwległym brzegu małego morza z półtrzecia mili od Jastarni oddalonej, naturalnie morzem, nie koniami, bo takich na wyspie nie ma; nie wołami, bo we woły tylko do chorych ks. proboszcz jeżdża. Do i od Helu wiatr dobrze służył; tak samo też do Oksywia, ale z powrotem cisza (w języku rybackim glada) padła zupełna; a ponieważ w Oksywiu przenocować nie chcieliśmy, odjechaliśmy przeto krótko przed zachodem słońca na morze. Moi rybacy wiosłami musieli pracować, bo wiatru nie było, a że to żadną nie jest zabawką z półtrzecia mili wiosłami pracować, łatwo się każdy domyśli. Tego wieczoru i tej nocy na wodzie, póki żyję, nie zapomnę. Niebo było zupełnie pogodne, cisza najzupełniejsza; z początku księżyc nam cokolwiek przyświecał, potem i ten się za górami schował, a my jechaliśmy resztę drogi śród nocy, tylko gwiazdy nam przyświecały i dwie latarnie morskie półwyspu; te ostatnie jedynie nam wskazały stronę, do której nam sterować było potrzeba. Gdyby ich nie było, po czym moglibyśmy się byli stósować (orientować) na tym przestworze wód, gdzie żadnych szos drzewami obsadzonych nie ma jak w „kraju“? O, były to chwile głębokiego i poważnego dumania, któremu takt wioseł, we wodę uderzających, nie tylko nie przeszkadzał, lecz dopomagał. Śliczna i niezapomniana ta noc. Po pięciogodzinnej podróży przybyliśmy o jedenastej godzinie do brzegu wyspy.

Tak tedy prędko przeszło te parę tygodni, które przepędziłem na półwyspie, bo chociaż półwysep niedługi i wąski, to jednak było się czemu przyglądać, za czym rozpytywać się i zastanawiać się. Wyznam szczerze, iż wyspę i rybaków szczerze polubiłem; wszak i Pan Jezus mianowicie z rybaków wybrał uczniów swoich. Przy pewnym kierunku umysłu można tam być zupełnie szczęśliwym. Przyznał mi się też ks. proboszcz tamtejszy, iż na tym ostatnim zakątku kraju i diecezji naszej czuje się zupełnie szczęśliwym. Cieszyłby się bardzo, gdyby sąsiada księdza we większej miał bliskości, bo najbliższy jego sąsiad, ks. dziekan w Swarzewie, z półczwartej mili oddalony; ale trzeba się (mu) uspokoić, kiedy tego mieć nie można.

Pożegnałem tedy ten zakątek świata, który, aczkolwiek nam taki bliski, zwyczajami i zatrudnieniem tak nam obcy. Pożegnałem tych rybaków, z którymi się już byłem zapoznał cokolwiek i których serdecznie pokochałem. Pożegnałem nareszcie i ks. proboszcza tamtejszego, którego burze teraźniejszych walk kościelno-politycznych osobiście tak mało dotykają – i taką samą łodzią, jaką przybyłem, znowu odjechałem do Pucka. Przybywszy do domu i zatrudnień moich, często myślami przebywałem śród morza przy rybakach. Prostaczkowie! nie znają rozkoszy światowych, ale nie zaznają też gorzkich ułudzeń jego.

IV. Hel. Miasto z kościołem luterskim. Półwysep Hela, przez mieszkańców samych i na Puckiej Kępie nazywany Hel, znaczy to samo co hyl – lub chyl – miejsce wzniesione, odkryte dla wiatrów – holm, chełm. Czemu stawiasz dom na hylu? Chyl nadmorski – góra nadmorska. Być, stać na chylu. Porównaj: chylić.

V. Jastarnia (Heisternest). Kościół katolicki. Kościół drewniany, smołą oblany. Jedni wywodzą od jaster (jastra – Wielkanoc), drudzy od stornie, ja sądze, iż jedynie od wyrazu jaster (aster), jasternik (porównaj jasternik nadmorski – A[ster] tripolium), których to roślin czy kwiatów ma być niemało na Helu, przy brzegu morskim. Łowią ryby: łosoś (losos, mielnica), jasanter (jesiotr), plotka (flądra).


i„Pielgrzym“, Pelplin 1874, R. 6, z. 11, 12, 13, 14.

ii[Prawdopodobnie chodzi tu o ks. H. Gołębiewskiego, proboszcza na Helu w latach 1872-1887, późniejszego autora Obrazków rybackich. Pelplin 1888.]

iii[Kolp morska – kołp, łabędź morski.]

iv[Autor ma tu na myśli urodzajne łąki w powiecie Nizinnym.]

v[Warownie dzisiaj nie istniejące. Dziesiejsze Władysławowo nie znajduje się w miejscu dawnej twierdzy z XVII wieku. Prawdopodobnie twierdze te leżały w pobliżu dzisiejszych Chałup na Helu.]

vi[Matszoperia, obecnie: maszoperia, organizacja rybaków, odpowiednik cechu rzemieślniczego w mieście. Była to jednak organizacja o ściślejszym związku wewnętrznym, ze względu na system podziału dochodów z połowów. Zob.: J. Kucharska, Z. Batorowicz Rybołówstwo przybrzeżne w Kuźnicy. Studia i materiały do historii wsi polskiej w XIX i XX w., pod red. A. Zawistowicz-Adamskiej, Wrocław 1958, s. 119-250.]

Објављено под Народ / Lud / Nôród / Volk / People | Коментари су искључени на Cokolwiek o Jastarni i półwyspie Helu

Ùczimë sã pò kaszëbskù (1-6 lessons)

Marek Cybulski,
Róża Wosiak-Śliwa

Uczimë sa po kaszëbsku

książka pomocnicza dla klas starszych

Gdańsk 2001

Wydawnictwo finansowane przez MINISTERSTWO EDUKACJI NARODOWEJ

Redakcja
Wojciech Kiedrowski

ISBN 83-87408-41-7
ISBN 83-87258-75-X

Wydawca
OFICYNA CZEC
oraz
ZARZĄD GŁÓWNY ZRZESZENIA KASZUBSKO-POMORSKIEGO
Gdańsk

Wstęp

Drogi Czytelniku! Oddajemy dziś w Twoje ręce książkę do nauki kaszubskiego. Jej tytuł brzmi: Uczimë sa po kaszëbsku. Podręcznik niniejszy jest owocem naszych przemyśleń, w jaki sposób nauczyć kaszubskiego tych, którzy go w ogóle nie znają i tych którzy, znając kaszubszczyźnie biernie, np. z mowy ojców i dziadków, nie mają odwagi się nią posługiwać na co dzień. W książce tej wykorzystaliśmy lekcje pomieszczone w naszym pierwszym podręczniku pt. Kaszubski język literacki. Podręcznik dla lektoratów (Gdańsk 1993). W stosunku jednak do tej pionierskiej pracy zwiększyła się liczba jednostek lekcyjnych z 15 do 20, zaś wszystkie uczbë są znacznie rozbudowane – poszerzone o ćwiczenia w mówieniu i piasniu (cwiczënczi w gôdce i w pisanim).

Każada lekcja w podręczniku składa się z kilku stałych elementów. Poprzedza ją tekst, który jest punktem wyjścia do ćwiczeń gramatycznych. Zazwyczaj jest to wierz lub fragment prozy znanego pisarza kaszubskiego. Często też prezentujemy teksty zaczerpnięte ze „Słownika gwar kaszubskich na tle kultury ludowej” B. Sychty. Po każdym tekście proponujemy wytłumaczenie trudniejszych słów (słowôrz), pytania sprawdzające zrozumienie tekstu oraz wyłożony po polsku komentarz gramatyczny (gramatika), slużący wyjaśnieniu prawideł i zjawisk gramatycznych oraz przygotowujący Czytelnika do samodzielnego budowania wypowiedzeń w oparciu o porzedstawione struktury i paradygmaty. W dalszej części lekcji pojawią się różnorodne ćwiczenia gramatyczne (cwiczënczi) na podstawie wcześniejszego tekstu i nie tylko (jeśli chodzi o słownictwo, to często nawiązujemy do uczbów wcześniejszych oraz do leksyki potocznej). Ponieważ uważamy, że niezwykle ważne dla wszechstronnego opanowania języka są ćwiczenia w mówieniu i pisaniu (cwiczënczi w gôdce i w pisanim), uznaliśmy, że w każdej lekcji powinny się one pojawić. Tym samym rozszerza się ona o kolejny tekst (wiersz, proza) – bazę dla tychże ćwiczen. Ich charakter jest nieco inny. Oprócz funkcji utrwalającej materiał gramatyczny, mają za zadanie, często porzez zabawę z tekstem, wzbogacić leksykę (synonimika, wyrazy wieloznaczne, stałe związki frazeologiczne). Wykorzystujemy w nich również niekiedy podstawową wiedzę z zakresu poetyki, „zmuszając” np. do rozpoznawania w wierszach przenośni. Nadto utwory w tej części lekcji służą niejednokrotnie rozważaniom na temat rodzinnego domu, najbliższego otoczenia (ogrodu, wsi, kaszubskiego krajobrazu), mowy dziadków i rodziców itp. Poza tym zawsze zwracamy uwagę na poprawną artykulację samogłosek i spółgłosek (fonetykę).

Pisząc ten podręcznik, pragnęlismy sporstać oczekiwaniom nauczycieli i uczniów, których prezentowanie tu zagadnienia interesują. Sądzimy, że może on być wykorzystany jako książka pomocnicza do nauki kaszubskiego w starszych klasach szkoły podstawowej i w gimnazjum.

Żądnych głębszej wiedzy językoznawczej odsyłamy do następujących prac:

E. Breza, J. Treder, „Gramatyka kaszubska. Zarys popularny”, Gdańsk 1981;

H. Popowska-Taborska, „Kaszubszczyzna. Zarys dziejów”, Warszawa 1980;

F. Lorentz, „Gramatyka pomorska”, t. 1-3, Wrocław 1958-1962;

„Atlas językowy kaszubszczyzny i dialektów sąsiednich”, oprac. przez zespół Zakładu Słowianoznawstwa PAN, I-VI pod kier. Z. Stiebera, VI-XV pod kier. H. Popowskiej-Taborskiej, Wrocław 1964-1978.

Na koncu książki umieszczamy polsko-kaszubski indeks terminów gramatycznych i słownik wyrazów kaszubskich, które się w niej pojawiły.

Ze względów na fonetykę, jakże trudną i sprawiającą zazwyczaj najwięcej kłopotów, pragnęlibyśmy, aby nad całością tego żmudnego i wymagającego wytężonej pracy i serca procesu uczenia się czuwał doświadczony lektor. Osoba znająca wymowę kaszubską może z podręcznika korzystać sama.

Pisząc podręcznik, oparliśmy się na opracowanych przez E. Brezę i J. Tredera „Zasadach pisowni kaszubskiej” (Gdańsk 1975), zmodyfikowanych i zatwierdzonych 13 maja 1996 r. pzrez Zespół Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego ds. Oświaty w poszerzonym składzie. Zasady te obowiązują w kaszubszczyźnie standardyzowanej, nie obowiązują natomiast w reedycjach i tekstach stylizowanych w danej gwarze języka kaszubskiego.

Sporo problemów sprawia ciągle ogromne zróżnicowane gwarowe kaszubszczyzny. Pisarze, choć u wielu widac dążenia do pewnej unifikacji kaszubszczyzny, używali języka swej wsi, rodzimej gwary. Dzieje się tak również współcześnie, mimo że widać już w niektórych tekstach powstawanie standardów, uznawanie pewnych cech za lepsze i eliminowanie innych. Zdajemy sobie sprawę ze zróżnicowania kaszubszczyzny, prezentowania poszczególnych tekstów, porównujemy je jednak z dominującymi w powstjącym kaszubskim języku literackim cechami środkowokaszubskimi.

Oddając naszą książkę w ręce użytkowników, sądzimy, że spełni ona swój podstawowy cel: ułatwi pracę uczącym się tego języka.

Róża Wosiak-Śliwa
Marek Cybulski

WYKAZ SKRÓTÓW
pogardl. – podargdliwie
przen. – przenośnie
r. – rodzaj
SGK – „Słownik gwar kaszubskich na tle kultury ludowej” Bernarda Sychty
zdr. – zdrobnienie
zgr. – forma zgrubiała
zob. – zobacz

Uczba pierszô

To je krótczé, to je dłudżé, to kaszëbskô stolëca.
To są basë, to są skrzëpczi, to oznôczô Kaszëba.
Krótczé, dłudżé, stolëca,
basë, skrzëpczi, Kaszëba.
To je ridel, to je tëcz, to są trójné widłë gnojné.
To je prosté, to je krzëwé, a to slédné koło wozné.
Ridel, tëcz, widłë gnojné,
prosté, krzëwé, koło wozné.
To są hôczi, to są ptôczi, to są prusczé półtorôczi.
Hôczi, ptôczi, półtorôczi,
klëka, wół, całé, pół.

Słówôrz

hôczi – motyki do kopania ziemniaków
klëka – jarzmo na wołu
półtorôczi – pieniądze o wartości półtorej marki
ridel – szpadel, rydel
slédné koło wozné – tylne koło wozu
tëcz – tyczka
trójné – potrójne; tu: z trzema drutami

Gramatika

1. W kaszubszczyźnie akcent może padać na różne sylaby w wyrazie, np. stolëca – na pierwszą.

2. Kaszubszczyzna posiada więcej samogłosek ustnych (gabnëch samozwaków) niż polszczyzna. Wymowa a, o, e nie różni się od artykulacji odpowiedników polskich. O jest głoską pośrednią między u i o. Ô jest dźwiękiem zbliżonym do e lub o, np. kaszëbskô. É, pośrednie między e i y, brzmi niekiedy, również w środku wyrazu, jak yj, a na końcu jak y, np. môłégo, krzëwé, krótczé. I (y) brzmi podobnei jak polskie i w takich wyrazach jak: pisac, miska, bik itp., przy czym litera y nie oznacza odrębnego dźwięku, lecz tylko służy do podkreślenia twardości poprzedzającej spółgłoski, np. sedzy. Typowo kaszubską samogłoską jest ë (tzw. szwa). Brzmi ona jak dźwięk pośredni między e i a (stolëca, kaszëbskô). Wymowa u często przesunięta jest w stronę i, np. dłudżi [dłidżi], tu [ti].

Kaszubskim samogłoskom o, u, ó często towarzyszy dodatkowe ł (tzw. labializacja). Dzieje się tak zawsze na początku wyrazu, np. oznôczô wym. łeznôczô, ucho wym. łuchłe, ows wym. łóws, a w środku wyrazu po k, g, ch, m, p, b, f, w, np. koło wym. kłeło, gosc wym. głesc, chori wym. chłeri, mowa wym. młewa, podac wym. płedac, bolec wym. błełec, guła wym. głuła, chusta wym. chłusta, futer wym. fłuter. W piśmie można to oznaczyć znakiem znakiem nad literą, np. mowa, koło, ucho, okno.

Dyftongiczne labializacyjne ł pojawia się również w miejsce w, np. woda wym. łeda, wolny wym. łelny, wozné wym. łezné, woł wym. łół, wuja wym. łuja. Gdy jednak zjawisko to dotyczy ó, nie zaznacza się go, trzeba by bowiem wówczas napisać woł. W niniejszym podręczniku labializację sygnalizuje się we wszystkich lekcjach.

Często także i, e, a jako pierwsze samogłoski wyrazu poprzedzone są j, co oznacza się w piśmie, np. jidze, jaż.

3. Spółgłoski (spółzwaczi) dziąsłowe cz, , sz, ż są zawsze miękkie (miękkości tej jednak w piśmie nie zaznaczamy), rz niekiedy tę miękkość traci, np. tëcz, Kaszëba, dłudżé, żaba, rzéka.

4. Spółgłoski k, g przed i oraz e ulegają zmiękczeniu do cz, , np. długo : dłudżé, ptôk : ptôczi, skrzëpkowac : skrzëpczi, noga : nodżi, czedë , nadżé (dzecko).

5. Czasownik być (czasnik bëc) odmienia się w czasie teraźniejszym według następującego wzoru:

pojedinczô lëczba ‘liczba pojedyncza’

1. () jem
2. () jes
3. (on, ona, ono) je

wielnô lëczba ‘liczba mnoga’

1. () jesmë lub (ma) jesma
2. (wa) jesta
3. (oni, one)

Cwiczënczi

1. Przëczëtôj uwôżno spiewka „Nótë”. Dôj bôczenié na wëmowa samozwanków: a, o, e, é, ë, i, ô, ó, u, y.

2. Przeczëtôj uwôżno:

a) przëszedł, krëpë, cëż, më, mómë;
b) Él, téj, piérwi, jednégo, téż, dzéwcza;
c) ogón, móm, sztót, lëdzóm;
d) ôrt, sôdł, Ôbram, rôz, grôd, chcôł, hôk, obzérôł.

3. Przeczëtôj:

a) Dżibczé skrzëpczi to i dżibczé nodżi.
b) Ten mô taczé dżibszé nodżi.

4. Przeczëtôj uwôżno i dôj bôczenié na jotacëją i labializacëją:

a) jimac sa, jiscëc sa, jizba, jizdebka, jic, jigła, jinszi, jiwer, jiwerny;
b) obrôzk, obszëc, ojc, ostatk, ob noc, obzerac, obona.

5. Wpiszë prôwdzëwé postacëje wëpomożnégo słowa b ë c w ternym czasu:

To………………kaszëbskô stolëca.
To………………basë.
Jô……………….długô.
Të………………prosti.
Më………………dobri.
Oni……………..miłi.

6. Wëbierzi z ramczi pasowné jistniczi

półtoroczi, tëcz, koło, ptôczi i wół, skrzëpczi, widłë

To je………………… .
…………………….są.
To są………………… .
To je………………… wózné.
To są………………… gnojné.
To są prusczé……….. .

7. Przełożë na kaszëbsczi:

To jest tylne koło wozu. Ona jest dobra. Oni są mili. To jest kaszubska stolica. Tuczka jest długa. Koło jest krzywe. Ty jesteś jak tyczka.

Cwiczënczi w gôdce i w pisanim

***
Je czas wzéraniô w szpédżel
Je czas zbiéraniô muszel
Je czas zdejmowaniô gwiôzd
Je czas żniwieniô mësli
Je czas jachaniô w dôka
Je czas rzucaniô kamieni
Je czas malowaniô na piôsku
Je czas na przebiéranié w wąsach
Je czas..

(Krystyna Muza)

Słowôrz

dôka – mgła
gwiôzda – gwiazda
jachanié – jazda
mësłô – myśl
piôsk – piasek
spédżel – lustro
wiérzta – wiersz
wziéranié – patrzenie
żniwienié – żniwa, tu: zbieranie

Cwiczënczi

1. Przeczëtôj uwôżno wierzta *** K. Muzë. Dôj bôczenié na wëmowa samozwaków: a, ô, e, é, ë, i, o, u.

2. Jaczi je czas? Wëbierzë pasowné znankowniczi.

dobri, chłopsczi, zelony, lëchi, dłudżi, piakny, szkołowi, dzecny, grëbi, białczi

3. Podczorchniaté w wiérzce jistniczi zastapi równoznaczëna w znankownikowi zjinaczënie.

Przikłôd: czas żniwnieniô – czas żniwieniégo

4. Przerobi słowa wiérztë tak, żebë podóny czasnik i jistnik ‘czas’ bëłë w wielny lëczbie.

Uczba drëgo

Żużónka

Sedzy kokoszka na piécku,
miese jôjka naszému dzecku,
a kurôszk na kominku,
spiéwô tobie, nasz synku:
Kukuriku!
Żużkôj, le żużkôj, żużu, żużu!

(SGK)

Słowôrz

kokoszka – kura
na piécku – na piecu
kurôszk – kogucik
żużkôj – śpij, lulaj
le – tylko
żużónka – kołysanka

Cwiczënk

1. Odpowiedzë na zapitania:

a) Chto sedzy na piécku?
b) Komu kokoszka niese jôjka?
c) Co robi kurôszk?
d) Komu spiéwô kurôszk?
e) Co spiéwô kurôszk?
f) Dze sedzy kurôszk?

Gramatika

1. W kaszubszczyźnie nie występują spółgłoski miękkie ć, ś, ź, . W ich miejsce pojawiają się c, s, z, dz, np. pol. ciemno, śpiewa, ziemia, siedzi – kasz. cemno, spiéwô, zemia, sedzy lub rzadziej cz, cz, ż, , np. pol. dziad – kasz. dżôd, pol. ciężko – kasz. czażko. W kaszubszczyźnie północnej brak ń, np. kón, Gdunsk.

2. W kaszubszczyźnie brak tzw. e ruchomego, zanikającego w polszczyźnie w przypadkach zależnych, np. dómkdomek, wiónkwianek, wiónuszkwianuszek, budinkbudynek, ostatkostatek. W takich wyrazach akcent w mianowniku pada na sylabę ostatnią.

3. Czasniczi – koniugacëjô -a, -isz (-ysz)

pojedinczô lëczba
1. () sedza
2. () sedzysz
3. (on, ona, ono) sedzy

wielnô lëczba

1. () sedzymë lub (ma) sedzyma
2. (wa) sedzyta
3. (oni, one) sedzą

Według tego wzoru odmieniają się takie czasowniki, jak np. robia, robisz; zwónia, zwónisz.

Czasniczi – koniugacëjô -óm, -ôsz

pojedinczô lëczba
1. () spiéwóm
2. () spiéwôsz
3. (on, ona, ono) spiéwô

wielnô lëczba
1. ( spiéwómë lub (ma) spiéwówa
2. (wa) spiéwôta
3. (oni, one) spiéwają

Według tego wzoru odmieniają się takie czasowniki, jak np. szukóm, szukôsz; pitóm, pitôsz; móm, môsz.

4. Zwróć uwagę na charakterystyczny dla kaszubszczyzny literackiej, przypadający we wszystkich formach na tę samą sylabę tzw. a k c e n t (przëzwak) k o l u m n o w y (sedza, spiéwóm). Jest on typowy również dla innych części mowy (por. wyżej kuszk, kuszka, kuszkowi itd.)
Na Kaszubach północnych, gdzie mamy akcent swobodny, przypadający często na różne zgłoski w formach fleksyjnych, np. czarownica, czarownica, zachował się także akcent na ostatniej sylabie w następujących formach:

a) w niektórych dwuzgłoskowych przymiotnikach (dobri, modny, mitczi) i przysłówkach (piechti, wczorô) oraz w przysłówkach w stopniu wyższym (lepi, drożi);
b) w bezokolicznikach typu oblec, zeblec;
c) w czasie teraźniejszym czasoników typu drëżi, grzëmi i w przeszłym typu czëta (=czëtała), krzikna (=krziknąła);
d) w rzeczownikach typu céniô, rolô, Karwiô;
e) w rzeczownikach południowych, zwłaszcza na Gochach, mamy akcent regularnie przypadający na początkową sylabę wyrazu, np. jaskułka, kapelusz.

5. Czasnik – rozkôzownik

p o
c w i a r d ë c h:
2. l. poj. prosë, pros ‘proś’

1. l. w. prosëmë
2. l. w. prosëtai
3. l. w. niech prosą // proszą ‘niech Państwo proszą’

p o
m i t c z i c h:
2. l. poj. rwi ‘rwij’

1. l. w. rwimë ‘rwijmy’
2. l. w. rwita ‘rwijcie’
3. l. w. niech rwią ‘niech Państwo rwą’

Niekiedy też w drugiej osobie l. poj. do tematu czasownika dodajemy spółgłoskę j, która łączy w pozostałych formach ów temat z końcówkami osobowymi, np. żużk(ô)-j, żużk(ô)-j-ta.

Formy trybu rozkazującego często różnią się od analogicznych form czasu teraźniejszego tylko miejscem akcentu, np. robimë, robita w czasie teraźniejszym womec robi, robita w trybie rozkazującym. Trzecią osobę liczby pojedynczej i mnogiej tworzymy jak w polszczyźnie partykuły n i e c h, np. niech robi.

6. Postać d o m a ‘w domu’ jest skostniałą formą nie istniejącego już dziś przypadka rzeczownika dom i funkcjonuje jao okolicznik.

Cwiczënczi

1. Przeczëtôj:
chodzył, spiewac, jidze, powiedzec, dzesac, trzecy, dzys, brac, znac.

2. Przeczëtôj uwôżno słowa i dôj bôczenié na jich przëzwak:
a) spiéwô, synku, pëszno, szkłama;
b) dobri, miodny, mitczi, piechti, wczorô, lepi, drożi;
c) koszik, koszika, koszikowi; czarownica, czarownic, czarownicama;
d) kapelusz, kapelusze; jaskułka, jaskułkama; Kartuzë, Kartuzama.

3. Wpiszë pasowné postacëje czasnika s e d z e c w ternym czasu:
Kurôszk………..na kominku. Jô………….doma. Wa…………w karczmie. Jô………….na stółku. Më……………..kol starka. One…………….na łące. Të……………..w chléwie.

4. Wpiszë pasowné postacëje czasnika s p i e w a c w ternym czasu:
Jô……………… . Të……………….. . On…………….. . Më……………. . Wa……………. . Oni……………… .

5. Zamieni podczorchniaté nieoznaczniczi na pasowné postacëje rozkôzownika:
dac mi skrzëpczi. Wa sedzec cëcho! Wa spiewac terô! Të sedzec doma! Të spiewac tam! Wa dac starkowi jôjka!

6. Przełożë na kaszëbsczi:
Kura siedzi na kominku. Ona śpiewa kołysankę. Kogucik jest na kominku. Synek śpi w domu. Oni śpiewają cicho. Kszubska kołysanka jest długa. Gdzie siedzi kogut?

Cwiczënczi w gôdce i w pisanim

Żużónka

Pój sa, żużku, mój Jezusku,
położa ca spac.
Tu w tim kumku, tu na sanie,
tu przë Mrózku, tu przë scanie…
Nie płacz le, nie płacz!

Téj le, Mrózku, tu w tim nórtku
przë mim synku stój.
Udżibôj sa nad kumeczczem,
na Jezuska chuchôj letko,
bë kwiôtk nie zmiôrzł mój!

Cëcho leżkôj, mój osełku!
Ters nié czas na trzôsk…
Cëszko niech téż mdze owieczka,
bo ju Grzenia sëpie w oczka
mému dzecku piôsk…

(SGK)

Słowôrz

cëszko – cicho (zdr.)
kumk, kumeczk – żłóbek
leżkac – leżeć (zdr.)
mdze – będzie
nen – ten
nórtk – kącik
pój sa – chodź, przyjdź
ters – teraz
trzôsk – trzask, hałas
udżibac sa – zginać się
żużkac – spać (zdr.)

Cwiczënczi

1. Przeczëtôj uwôżno „Żużónka” i dôj bôczenié na wëmowa samozwaków: a, ô, e, é, ë, i, o, ó, u.

2. Przeczëtôj uwôżno „Żużónka” i dôj bôczenié na wëmowa zwazków oznaczonëch lëtrama o, u.

3. Wëpiszë z „Żużónczi” wszëtczé rozkôzowniczi i zamieni je na nieoznaczniczi.

4. Wëpiszë z „Żużónczi” wszëtczé czasniczi w ternym czasu i zamieni je na rozkôzowniczi.

5. Podczorchniaté w wiérzce czasniczi odmieni.

Uczba trzecô

Skoczk

Téj–séj chtos grô na łące
abo gdzes dalek w lese
nad błotczem spiéwającë
głosë krëjamczé niese
acha, to të naj skoczku
tak pëszno muzykujesz
ju ce mómë na oczku
të wcyg skôczesz i grajesz

(Stanisław Janke)

Słowôrz

krëjamczé – tajne
naj – nasz
pëszno – wspaniale
skoczk – świerszcz
téj-séj – niekiedy, od czasu do czasu
wcyg – wciąż, ciągłe

Cwiczënk

Odpowiedë na zapitania:

a) Chto grô na łące?
b) Chto spiéwô dzes dalek w lese?
c) Co robi skoczk?
d) Jak muzykuje skoczk?
e) Chto widzy skoczka?

Gramatika

1. Często polskie k na początku wyrazu i przed spółgłoską ma odpowiednik w kaszubskim – ch, np. chto ‘kto’, chtëren ‘który’.

2. Czasnik – koniugacëjô -a, -esz:

pojedinczô lëczba
1. () niosa
2. () niesesz
3. (on, ona, ono) niese

wielnô lëczba
1. () niesemë lub (ma) niesema
2. (wa) nieseta
3. (oni, one) niosą

Według tego wzoru odmieniają się takie czasowniki, jak np. drza, drzesz; skôcza, skôczesz.

3. Istnieje w kaszubszczyźnie grupa czasowników, które obok form długich (graja, szukaja, wołaja), odmieniających się według wzoru niosa, niesesz (por. wyżej), przybierają postaci krótkie (gróm, szukóm, wołóm), odmieniające się według wzoru spiéwóm, spiéwôsz (por. uczba 2). Często jeden czasownik w tym samym tekście może mieć formy długie i krótkie (por. grô obok grajesz), regularnie długie formy występują w 1. osobie liczby pojedynczej i w 3. osobie liczby mnogiej.

4. Imiesłów przysłówkowy współczesny charakterystyczny jest przede wszystkim dla kaszubszczyzny literackiej i utworzony jest przez dodanie do tematu czasownika cząstki -ąc lub częściej -ącë.

5. Kaszubszczyzna dość często posługuje się stroną bierną, w związku z tym liczny jest zestaw imiesłowów przymiotnikowych biernych, zachowujących się w odmianie jak przymiotniki, np. gôdóny, goniony, gotowóny.

6. Kaszubszczyzna posiada różne postacie zaimków dzierżawczych (dosebné zamiona), np. mój, moja, moje, twój itd.; nasz itd.; naji, najô, naje, waji itd.

pojedinczô lëczba
chłopsczi ôrt białczi ôrt dzecny ôrt
Nominatiw, Nazéwôcz (Nz.) naj lub naj-i naj-ô naj-e
Genetiw, Rodzôcz (R.) naj-égo naj-i naj-égo
Datiw, Dôwôcz (Dw.) naj-ému naj-i naj-ému
Akuzatiw, Winowôcz (Wn.) =Nz. lub R. naj-a =Nz.
Instrumental, Narzadzô (Nrz.) naj-im naj-ą naj-im
Lokatiw, Môlnik (Ml.) naj-im naj-i naj-im
Wokatiw, Wołiwôcz (Wł.) =Nz. =Nz. =Nz.
wielnô lëczba
chłopskopersónowi ôrt niechłopskopersónowi ôrt
Nz. naj-i naj-e
R. naj-ich naj-ich
Dw. naj-im naj-im
Wn. =Nz. lub R. =Nz.
Nrz. naj-imi lub naj-ima naj-imi lub naj-ima
Ml. naj-ich naj-ich
Wł. =Nz. =Nz.

7. Przysłówki (przëczasniczi) w kaszubszczyźnie tworzymy najczęsciej przez dodanie do tematu przymiotnika przyrostka -o, np. daleko, snôżo lub przez odcięcie tego przyrostka -o: dalek, wësok, glabok, szërok.

Cwiczënczi

1. Wpiszë pasowné postacëje czasnika s k a k a c w ternym czasu:
Naj skoczk pëszno i dalek…………….. . Dzéwczata redosno………….. . Wë wcyg……… . Të…………. doma. Më le…………… i …………….. .

2. Wpiszë pasowné postacëje czasnika n i e s c w ternym czasu:
Kokoszka…………….jôjka. Ôbram ë mëmka…………….hôczi. Jô………….tëcz. Të…………półtorôczi. Më……………widłë. Wë…………….slédné koło wózné.

3. Zamieni podczorchniaté nieoznaczniczi na pasowné postacëje ternégo czasu:
Synk redosno grac na skrzëpkach. On wcyg muzykowac doma. Tatk i mëmka mieć szczescé. Jô miec szëfla. Szëderbuksë bëc w karczmie. Më spiewac cëcho.

4. Zamieni podczorchniaté nieoznaczniczi na pasowné miono-czasniczi:
Chłop, sedzec, spi. Stark je umrzéc. Knôp, zdrzéc, usmiéwô sa. Jô, niesc tasczi, uwôżóm.

5. Wpiszë pasowné postacëje dosebnégo zamiona:
Nasz stark je dobri. Je twój tatk doma? Dôjta knôpóm swój chléb! Przëniesë nasz mëmce kwiôtczi! Nasz Agata nie je doma.

6. Przełożë na kaszëbsczi:
Zanieś motykę twojemu ojcu! Mamy piękne kwiaty. Świerszcz ciągle skacze i gra. On radośnie muzykuje. Ptak, niespokojnie patrząc, śpiewa. Czasem ktoś tłumaczy na język kaszubski.

Cwiczënczi w gôdce i w pisanim

***

Nigle ostatnô niedzela
wëpôli so na smużku tidzenia
wëpogôdzô we mie wiérzta
zabiérô ode mnie nôlepszé słowo
i dopëtëje o słuńce jak o nowi lëst
w tim placu
czëtóm karta lasów dërch od początku
przed nocą barnia mie
wialdżé tarcze daków

(Jerzy Stachurski)

Słowôrz
barnic – bronić
dak – dach
dërch – zawsze, zwykle
plac – miejsce
smużk – łączka wśród pól

Cwiczënczi

1. Przeczëtôj uwôżno wiérzta *** J. Stachursczégo. Dôj bôczenié na wëmowa samozwaków: ô, é, ë, ó, a.

2. Przeczëtôj uwôżno wiérzta *** J. Stachursczégo. Dôj bôczenié na wëmowa zwazków oznaczonëch lëtrama o, u.

3. Wëpiszë z wiérztë wszëtczé czasniczi i odmieni je w ternym czasu.

4. Do wëpisónëch z wiérztë czasników dobierzë z ramczi pasowny jistnik.

dzéń, pieniadze, o cotka, drzewo, gazéta, dzecko

5. Podczorchniaté w wiérzce czasniczi – obrazné rzeczenia zastapi równoznaczëną.
Przikłôd: niedzela wëpôli so – niedzela skuńczi

Uczba czwiôrtô

DŻÔD

Jô jem dżôd i jô to wiém
Jida so do chôtë
Co mie dadzą, to jô zjém
Wleka swoje gnôtë

Dobré czasë jô so móm
Ni ma żódny prôcë
Z daleka mie witô króm
Wino zastrzébrzoce

Tak mie jidze, jô jem dżôd
Letczé wioda żëcé
Wiém jô, kożdi bë sa rôd
Mieniôł na to bëcé.

(Leon Heyke)

Słowôrz

bëcé – byt, sposób życia
dżôd – dziad, tu też: żebrak
gnôtë – gnaty, kości

mieniôł – zamieniał

zastrzébrzoce – zasrzebrzy się, zamigoce srebryście

Cwiczënk

Odpowiedzë na zapitania:

Dze jidze dżôd? Jaczé żëcé on prowadzy? Co on jé? Dze on robi? Chto bë sa rôd mieniôł na jego bëcé?

Gramatika

1. Czasnik – koniugacëjô -ém, -ész

pojedinczô lëczba wielnô lëczba
1. () wiém 1. () wiémë lub (ma) wiéma
2. () wiész 2. (wa) wiéta
3. (on, ona, ono) wié 3. (oni, one) wiedzą

Według tego wzoru odmniają się tylko dwa czasowniki, oprócz przedstawionego również: jém, jész.

We wszystkich formach, poza 3. osobą liczby mnogiej (wiedzą, jedzą), mamy é. Tym też różni się postać 1. osoby liczby pojedynczej czasownika jesc (jô jém) od swego odpowiednika dla czasownika bëc (jô jem) (por. wyżej).

2. Forma ni ma jest przeczeniem czasownika bëc. Różni się ona od formy 3. osoby czasownika mieć samogłoską tematu (ni ma – od bëc, ni mô – od mieć) (por. wyżej).

3. Odmiana zaimków osobowych (persónowé zamiona):

pojedinczô lëczba
Nz.
R. mnie, mie cebie, ce
Dw. mnie, mie tobie, ce,
Wn. mnie, mie, mia ciebie, ce, ca
Nrz. mną tobą
Ml. mnie, mie cebie, tobie
Wł. =Nz. =Nz.
chłopsczi ôrt białczi ôrt dzecny ôrt
Nz. on ona, na ono, no
R. jego, niego, go ji, , ni jego, niego, go
Dw. jemu, mu ji jemu, mu
Wn. jego, jen, go ja, nia je, nie
Nrz. nim nią nim
Ml. nim ni nim
Wł. =Nz. =Nz. =Nz.
wielnô lëczba
Nz. , ma , wa
R. nas, nôs, naju, naji was, wôs, waju, waji
Dw. nóm, nama, nami wóm, wama, wami
Wn. nas, nôs was, wôs
Nrz. nami, nama wami, wama
Ml. nas, nôs was, wôs
Wł. =Nz. =Nz.
chłopskopersónowi ôrt niechłopskopersonówi ôrt
Nz. oni, ni one, ne
R. jich, jejich, nich jich, jejich, nich
Dw. jim, jima jim, jima
Wn. jich je
Nrz. nimi, nima, jima nimi, nima, jima
Ml. nich nich
Wł. =Nz. =Nz.

W kaszubszczyźnie, jak w polszczyźnie, uzywa się krótkich form zaimków osobowych wtedy, gdy nie są akcentowane. Można więc opowiedzieć ni ma go doma, ale np. ni ma jego, a ona je.

Forma pełni funkcję grzecznościową (pluralis maiestaticus) i odnoszona bywa do starszej, szanowanej osoby, do której nie wypada zwrócić się przez ty. Mamy zatem opozycję: wa bëła – ‘byliście’ wobec Wë bëłë – ‘Pan/Pani/Państwo był/była/byli’.

4. W kaszubszczyźnie po czasowniku zaprzeczonym zmienia się przypadek dopełnienia: w biernikowe po czasowniku: w biernikowe po czasowniku twierdzącym, po zaprzeczonym w dopełniaczowe, np. widza białka : wobec nie widza białczi. Podobna zmiana zachodzi również w wypadku podmiotu (nazéwôcz : rodzôcz), gdy orzeczeniem jest czasownik bëc, np. je prôca wobec ni ma prôcë. Nie jest to regułą, ponieważ spotyka się także konstrukcje typu: on nie je doma, jô nie widza białka.

5. W kaszubskim zdaniu orzecznik stoi najczęściej w mianowniku, np. jô jem dżôd.

Cwiczënczi

1. Wpiszë pasowné postacëje czasnika j e s c w ternym czasu:
Jô………………jôjko i prostowi chléb. Gbur…………….bulwë ë sledze. Të…………. chutko gas i pszény chléb. Wa…………….grzëbë i rżany chléb. Më………..krëpë. Flészer i białka…………………kurôszka i bulwë.

2. Odpowiedzë na zapitania:
Co të jész na pôłnie? Co mëmka jé na podpôłnik? Co rąbca jé na podkrzésnik? Co wa jéta na wieczerza? Co dzys jé flészer?

3. Wpiszë pasowné postacëje persóbowégo zamiona:
On mô on czij. Gburzë jidą do ona chëczë. Më niesemë oni hôczi. Wa zamiôtôta one jizba. Gburka nie znaje ona tatka. Oni mëmka je doma.

4. Przełożë na kaszëbsczi:
Drwal nie zna jej synka. Oni jedzą na kolację pszenny chleb i grzyby. W nocy ojciec skocznie gra na skrzypkach. Żebrak wiedzie lekkie życie. Nie mamy pracy. Jedo ojciec i matka są wspanali.

5. Przełożë na polsczi:
Jô wiém, że ona znaje tatka. Të jes stôri dżôd, co wiedze czażczé żëcé. Téj séj chtos pëszno muzykuje doma. Të, naj tatku, wcyg grajesz ë spiéwôsz. On niese naszému synkowi rżany chléb. Kurôszk spiéwô tobie: – Żużkôj, le żużkôj!

Cwiczënczi w gôdce i w pisanim

Płiną szeptë

Płiną szeptë, płiną peisnie
Nad tą starą naszą zemią,
Nad tim borem, gdze to drzëmią,
Dabë, buczi, chóstë lesné.

Czëjesz të skardżi, żôle?
Słuchają sa jak czej pôcérz…
Równé z zemią poznôsz bóle,
Eżi na ji nota bôczisz.

One płaczą nad lëdzami,
Co ju dôwno grobë kriją…
Jejich żôle płiną łzami,
Co jak rosa zemia miją.

(Jan Karnowski)

Słowôrz
baczëc – uważać, baczyć
mëc – myć

Cwiczënczi

1. Przeczëtôj uwôżno wiérzta „Pliną szeptë” J. Karnowsczégo. Dôj bôczenié na wëmowa samozwaków: a, ą, é, ó, ô.

2. W podczorchniatëch przëmiónkowëch wëpowiedzeniach zastapi jistniczi pasownyma zamionama.
Przikłôd: nad zemia – nad nią

3. Wëpiszë z wiérztë jistniczi taczé, że w jinëch formach k zamieniô sa z cz, a g – z.
Przikładë: noga – nodżi, raka – raczi
Podôj jesz jiné taczé przikładë.

4. Jaczé są…? Dobierzë z ramczi pasowné znankowniczi.
Szeptë są… .
Piesnie są… .
Dąbë są… .
Chróstë są… .
Żôle są… .
Łzë są… .

stôré, piakné, smutné, sëché, wiôldżé, cëché, krokodilowé

Uczba piątô

Farmazyn

Lëdze gôdają, że farmazyn to je człowiek, co swoja dësza zapisëje diôbłu. Za to farmazyn nigdë ni mô biédë, bo mu diôbeł nosy pieniadze. Czéj on je dze wëjachóny, wezmë do miasta, téj on wszëtko widzy i wié, co sa u niego doma dzeje, bo może przebëwac w dwuch môlach narôz. Co dzéń o dwanôsti w nocë farmazyn objéżdżô swoje dobra, tak chutko, jak le konie mogą biegac. On sedzy w brice zaprzëgłi w sztërë konie, a z pëska jidze jim odżin.

(wedle SGK)

Słowôrz

chutko – prędko
czéj – kiedy
farmazyn – człowiek, który zaprzedał diabłu duszę
môlach – miejscach
o dwanôsti – o dwunastej
odżin – ogień
sztërë – cztery
wezmë – weźmy
wëjachóny – ten, kto wyjachał
wszëtko – wszystko
zaprzëgłi – zaprzężony

Cwiczënczi

1. Odpowiedzë na zapitania:
Chto to je farmazyn? Dlôcze farmazyn ni mô biédë? Dlôcze farmazyn wszëtko widzy? Co on robi co dzéń o dwanôsti w nozë? Jaczi je wëzdrzatk jego koni?

2. Opowiedzë powiôstka „Farmazyn”.

Gramatika

1. Białczé jistniczi – wzory odmiany:

pojedinczô lëczba
Nz. dësz-a biéd-a nog-a zemi-a
R. dësz-ë biéd-ë nodż-i zem-i, zemi-e
Dw. dësz-ë biédz-e nodz-e zem-i
Wn. dësz-a biéd-a nog-a zemi-a
Nrz. dësz-ą biéd-ą nog-ą zemi-ą
Ml. =Dw. =Dw. =Dw. =Dw.
Wł. dësz-o biéd-o nog-o zemi-o
wielnô lëczba
Nz. dësz-e biéd-ë nodż-i zemi-e
R. dësz-ów, dësz biéd-ów, biéd nog-ów, nóg zemi-ów, zem
Dw. dësz-óm biéd-óm nog-óm zemi-óm
Wn. =Nz.=Wł. =Nz.=Wł. =Nz.=Wł. =Nz.=Wł.
Nrz. dësz-ami, dësz-ama biéd-ami, biéd-ama nog-ami, nog-ama zemi-ami, zemi-ama
Ml. dësz-ach biéd-ach nog-ach zemi-ach
pojedinczô lëczba
Nz. rol-ô, -a stëdni-ô, -a mësz
R. rol-ë, -i, -e stëdn-i, -e mësz-e,
Dw. rol-i, , stëdn-i, mësz-ë
Wn. rol-ą, -a stëdni-ą, -a mësz
Nrz. rol-ą stëdni-ą mësz-ą
Ml. rol-i, stëdn-i =Dw.
Wł. =Nz. =Nz. mësz-ë
wielnô lëczba
Nz. rol-e stëdni-e mësz-ë, -e
R. rol-i, -ów stëdni-ów mësz-ów
Dw. rol-óm stëdni-óm mësz-óm
Wn. rol-e stëdni-e =Nz.
Nrz. rol-ami, -ama stëdni-ami, -ama mësz-ami, -ama
Ml. rol-ach stëdni-ach mësz-ach
Wł. =Nz. =Nz. =Nz.

Według tych wzorów odmniejają się wszystkie rzeczowniki żeńskie, a więc typ „twardy“ (biéda), o temacie zakończonym na -k, -g (noga), o temacie zakończonym na -c, -dz, -cz, -sz, (dësza), miękkie (zemia), zakończone w mianowniku liczby pojedynczej na (rolô) i na spółgłoskę (mësz).

Cwiczënczi

1. Wëbierzë z ramczi pasowné jistniczi:

dësza, nogów, chëczë, biédë, nogama, stëdnią, drëchnë, rolë

Farmazyn nigdë ni mô……………… . Ona zapisëje diôbłu………………… . Jego synk ni mô prôwdzë…………………… . Më przebiérómë chutko………………… . Stark zdrzi w ………………………… . Ji tatk robi na …………………………… . Chori człowiek ni mô ………………………… . Jida so do …………………… .

2. Wpiszë jistniczi w pasownym zanôleżnym przëpôdku:

Më jesma w jizba. Oni gôdają o ji koza. Sztërë krowa są na łące. Dzecko mô czôrną gąba. Dlôcze nie dajesz drëchna kwiôtków?

3. Przełożë na kaszëbsczi podczorchniaté polsczé jistniczi:

Dôj jego żonie sztërë bulwë. Jô nie jida do pracy. Tam ni ma jejich owiec. Tatk mô wieldżé nogi. Doma są myszy. Kol studni rosce heltka.

4. Przełożë na kaszëbsczi:

Dajcie jej mężowi pracę. Synek ma brudną twarz – mówi jego matka. Kaszuba jedzie do wsi. On chce kupić cztery krowy. W domu jest szpadel – mówi jego dziadek. Kogucik siedzi przy kokoszce. Nasz ojciec gra w karczmie na skrzypcach. Żebrak ma pustą torbę. Ludzie mówią, że farmazyn to jest człowiek, który zapisuje duszę diabłu.

Cwiczënczi w gôdce i w pisanim

Dwie brzózczi

Wëstrzeloné w niebo
dwie sostrë brzózczi stoją
z lëbima wietewkama;
w malinczëch lëstach gradzą…

Litosc przëchôdającégo
zabôczony podrzatk,
porwóné mësle
poczwordóny kwiôtk.

Czemu të, wietrze, szarpiesz za włosë,
łżë wëcyskôsz w jezoro wiôldżé?
Czemu të, smutku, rozdôwôsz losë
wërwóné serca pchôsz do obeldżi?

Przestańta płakac, piakné drzewa
ucëszta smutczi zymkowim lëstem
ko słuńce je ë ptôszczi spiéwają…
nie płaczta, sostrë, piakné drzewa!

(Stanisław Rejter)

Słowôrz
brzózczi – brzózki
gradzëcb – ciążyć, przygniatać
ko – tu: przecież
lëbi – tu: nadmiernie wysoki
lëst – liść
poczwordóny – podeptany
pozdrzatk – widok
wietewczi – gałązki
zabôczony – zapomniany
zymkowi – wiosenny

Cwiczënczi

1. Przeczëtôj uwôżno wiérzta „Dwie brzózczi” i dôj bôczenié na wëmowa samozwaków: a, ô, é, ë, ó.

2. Przeczëtôj uwôżno wiérzta „Dwie brzózczi” i dôj bôczenié na wëmowa zwaków oznaczonëch lëtrama o, u.

3. Wëpiszë z wiérztë „Dwie brzozczi” wszëtczé jistniczi białczégo ôrta.

4. Podczorchniaté w wiérzce jistniczi odmieni wedle przëpôdków.

5. Jaczé są brzóczi? Wëbierzë z ramczi pasowné znankowniczi.

złoté, piakné, wësoczé, papowé, sarkowé, snioné, zeloné, rozwietwioné, stôré, żelôzné

6. W jaczich słowach wiérztë mómë wëmianë k : cz, g : dż?

Uczba szóstô

Fabrika

Niedalek Koscérznë, w Łubianie, je fabrika statków z porcelanë i farfurë. Są tam wërôbióné talerze, talérzëczi, zbónë i zbónczi, tasczi i taseczczi – wszëtko pëszno ozdobioné kaszëbsczima kwiatama. Te farwné statczi są znóné nié le na Kaszëbach, nié le w Polsce, ale we wiele krajach. Po prôwdze najô kaszëbskô porcelana wëzdrzi piakno, a kaszëbsczé kwiatë ceszą lëdzy nawet w daleczi Americe.

(Eugeniusz Gołąbk)

Słowôrz

daleczi – dalekiej
farfurë – fajansu, gorszego gatunku porcelany
farwné – barwne
kaszëbsczima – kaszubskimi
Koscérznë – Koźcierzyny
na Kaszëbach – na Kaszubach
niedalek – niedaleko
piakno – pięknie
po prôwdze – naprawdę, rzeczywyście
statków – naczyń
talérzëczi – talerzyki
tasczi – filiżanki, kubki
taseczczi – filiżaneczki, kubeczki
wërôbióné – wyrabian
wëzdrzi – wygląda
zbónczi – dzbanki
zbónë – dzbany

Cwiczënczi

1. Odpowiedzë na zapitania:
Dze je kaszëbskô fabrika porcelanë i farfurë? Co je w Łubianie wërôbióné? Z czégo sa robi w Łubianie statczi? Czim są ozdobioné kaszëbsczé statczi? Dze je znónô kaszëbskô porcelana?

2. Opowiedzë o fabrice porcelanë i farfurë w Łubianie.

Gramatika

1. Na Kaszubach północnych, środkowozachodnich i w północno-zachodniej części Kaszub południowych zachowała się, zwłaszcza u starzego pokolenia, archaiczna wymowa rz, artykułowanego z wibracją, nierównego ż, a kontynuującego dawne r miękkie, np. taler-że, Koscér-żna.

2. Chłopsczé jistniczi – wzory odmiany

pojedinczô lëczba
Nz. chłop lës statk kóń kosz
R. chłop-a lës-a statk-a, -u koni-a kosz-a
Dw. chłop-u, -owi lës-owi statk-owi koni-owi, -u kosz-owi, -u
Wn. chłop-a lës-a =Nz. koni-a =Nz.
Nrz. chłop-a, -em lës-a, -em statk-a, -em koni-a, -em kosz-a, -em
Ml. chłopi-e lës-u statk-u koni-u kosz-u
Wł. chłopi-e! lës-u! statk-u! koni-u! kosz-u!
wielnô lëczba
Nz. chłop-i lës-ë statcz-i koni-e kosz-e
R. chłop-ów lës-ów statk-ów kon-i, -ów kosz-i, -ów
Dw. chłop-óm lës-óm statk-óm koni-óm kosz-óm
Wn. chłop-ów lës-ë statcz-i koni-e kosz-e
Nrz. chłop-ami, -ama lës-ami, -ama statk-ami, -ama koni-ami, -ama kosz-ami, -ama
Ml. chłop-ach lës-ach statk-ach koni-ach kosz-ach
Wł. chłop-i! =Nz. =Nz. =Nz. =Nz.

Dobór końcówek w rzeczownikach męskich zależy od znaczenia rzeczownika (żywotny : nieżywotny; osobowy : nieosobowy) oraz od zakończenia tematu (miękki : twardy). Pamiętać też trzeba o zachodzących często w odmianie rzeczowników męskich wymianach samogłoskowych. Gdy w mianowniku i bierniku liczby pojedynczej rzeczownik ten kończy się spółgłoską dźwięczną, a poprzedza ją ô, é lub i, y, u, w pozostałych przypadkach te samogłoski wymieniają się odpowiednio na a, e, ë, np. obrôz – obrazu, brzég – brzegu, dim – dëmu, syn – sëna.

3. Przymiotniki (znankowniczi) – wzory odmiany:

cwiardé

pojedinczô lëczba
chłopsczi ôrt białczi ôrt dzecny ôrt
Nz. młod-i młod-ô młod-é
R. młod-égo młod-i młod-égo
Dw. młod-ému =R. młod-ému
Wn. =Nz. lub R. młod-ą młod-é
Nrz. młod-im młod-ą młod-im
Ml. =Nrz. młod-i =Nrz.
Wł. =Nz. =Nz. =Nz.
wielnô lëczba
chłopskopersónowi ôrt niechłopskopersónowi ôrt
Nz. młod-i młod-é
R. młod-ich, -ëch młod-ich, -ëch
Dw. młod-im młod-im
Wn. młod-ich, -ëch młod-é
Nrz. młod-ima, -ëma młod-ima, -ëma
Ml. młod-ich, -ëch młod-ich, -ëch
Wł. =Nz. =Nz.

mitczé

pojedinczô lëczba
chłopsczi ôrt białczi ôrt dzeczny ôrt
Nz. tón-i tón-ô tóni-é
R. tóni-égo tón-i, tóni-égo
Dw. tóni-ému tón-i tóni-ému
Wn. =Nz. lub R. tóni-ą tóni-é
Nrz. tón-im tóni-ą tón-im
Ml. =Nrz. tón-i =Nrz.
Wł. =Nz. =Nz. =Nz.
wielnô lëczba
chłopskopersónowi ôrt niechłopskopersonówi ôrt
Nz. tón-i tóni-é
R. tón-ich tón-ich
Dw. tón-im tón-im
Wn. tón-ich tóni-é
Nrz. tón-imë, -ima tón-imë, -ima
Ml. tón-ich tón-ich
Wł. =Nz. =Nz.

Według tych wzorów, miękkiego lub twardego – w zależności od zakończenia tematu, odmnieniają się też zaimki i imiesłowy przymiotnikowe, choć na północy Kaszub ń wymawia się twardo: n, np.: kón ‘koń’, Gdunsk, tóny.

  • Dodóm jest skostniałą formą dawnej postaci przypadka rzeczownika dom i w połączeniu z przyimkiem do funkcjonuje jako okolicznik; nadto niekiedy dodóm przybiera znaczenie ‘dom’, np. moje dodóm ‘mój dom’.
  • Cwiczënczi

    1. Przeczëtôj ùwôżno pòdoné słowa i dôj bôczenié na wëmòwã spółzwãka rz:
    rzéka, rzec, rzéczuszka, warzëc, ùwarzëc, ùwarzimë.

    2. Przeczëtôj ùwôżno pòdóné słowa i dôj bôczenié na wëmòwã sparłãczeniów sw-
    swiat, swiata, swiatu, swinia, swini, swiôdk, swiadczëc, swiãtło, kwiôtk.

    3. Wëbierzë z ramczi pasowné jistniczi:

    statczi, óws, talérzëczi i zbónë, sniég, chłopama, grzëba, kwiatë, kwiatama

    To wszkò je pëszno òzdobióné kaszëbsczima…………………… . Gbùr dô kóniowi……………….. . Jónk jidze z …………………. do karczmë. Ni ma w kòszu wiéldżégò………………… . …………………….. są doma. Ten ………………….. nie je czësto biôłi. W slëbnikù są …………………… i …………………… . Te farwné ………………. sa znóné nié le w Pòlsce.

    4. Wpiszë pasowné kùnôszczi:

    To są bas… i skrzëpczi, i bãbn… . Na scanie je òbrôzk… . Gbùrka dô kóni… óws. Czéj mùzykańc… jidą na wieselé, téj skrzëpice sã ceszą. Pò szkòle òn jidze do las… na grzëb… . Astr… stroją ògródk… . Tatk jidze dodóm sadnąc sobie kòl cepłégò piéck… . Mësz je za tëma kòsz… .

    5. Wpiszë jistniczi w pasownym zanôleżnym przëpôdkù:

    Jô nie jidã do tatk. Òni mają wiéldżé brzëch. Grzib roscą kòl las. Tam ni ma zbónk. Dzecë mają czôrné nos. Òn mô brële na nos.

    6. Òdmieni wedle przëpôdków wërażenia: mòdrô krôjna, stôri las.

    7. Przełożë na kaszëbsczi pòdczorchniãté pòlsczé kònstrukcëje:
    Sztëre biôłé òwce są na wielkiej łące. Długą tyczka je kòl jegò chëczë. Òn mô widły do gnoju. Mały chłopiec sedzy na małym krześle. Jô nie jem starym dziadem. Terô są dobre czasy – Gôdô stara kobieta. Jô nie wiôdã lekkiego żywota. Dobra gospodyni mô wcyg pòrzadk.

    8. Przełożë na kaszëbsczi:

    Piękne, barwne talerze, kubki i dzbanki śa w fabryce w Łubianie. Niedaleko jego starego domu rośnie młoda jabłoń. W dalekiej Ameryce żyje wielu Kaszubów. Rzeczywiście, czasem mama śpiewa piękne kołysanki. Zielone żwierszcze grają niedaleko lasu. Dlaczego nie dajesz małych talerzyków? Piękna jest kaszubska kraina. Starzy ludzie mówią, że farmazyn ma czery konie.

    Cwiczënczi w gôdce i w pisanim

    Tatczëzna

    Jakôż pësznô mòja tatczëzna,
    Jakùsz je snôżi twój strój,
    Jakùż farwné twòje ùstronë,
    Co tak redëje zdrok mój!

    Të zerzekłi chòwiesz w se pòzdrzatk
    Lasë, wadołë stród gór,
    Dze jak kwiatë leżą przezérné,
    Trojné gładzëznë jezór.

    W ce rodną jô czëjã chòeankã,
    Wiarë swiãtli łiskô gón,
    I zabëtô dzejów pòwiescô
    Widny strzód twòjëch ùstrón.

    Ce wic pòczestnosc òddôwómë,
    Żëcé nasze z tobą zdôwómë,
    Bò nad brëslëjącym Bôłtem je
    Najô tatczëzna i môl!

    (Jan Trepczyk)

    Słowôrz

    Bôłt – Bałtyk
    brëslëjący – wzburzony, szumiący
    chòranka – piosenka
    czëc – słyszeć
    farwné – kolorowe
    gładzëzna – gładkość
    gón – wąski pas ziemi, tu: fragment, część
    łiskac – błyszczeć
    môl – pole, gospodarstwo, ogólnie: miejsce
    pësznô – piękna, wspaniała
    pòczestnosc – cześć, uznanie
    pòwiescô – powieść, opowieść
    pòzdrzatk – widok
    przezerny – przeźroczysty
    redowac – radować, cieszyć
    rodny – rodzinny, ojczysty
    snôżô – śliczna
    strzód – wśród
    tatczëzna – ojczyzna
    trójny – potrójny
    ùstronë – strony
    wądół – wąwóz, parów
    wic – więc
    zabëti – zapomniany
    zarzekłi – zaczarowany
    zdawac – tu: dać ślub, ożenić się
    zdrok – wzrok

    Cwiczënczi

    1. Przeczëtôj ùwôżno wiérztã „Tatczëzna“. Dôj bôczenié na wëmòwã samòzwãków: a, ô, ó, ë, é.

    2. Przeczëtôj ùwôżno wiérztã „Tatczëzna“. Dôj bôczenié na wëmòwã zwãków òznaczonëch lëtrama ò, ù.

    3. Jakô mòże bëc najô tatczëzna? Wëbierzë z wiérztë pasowné znankòwniczi.

    4. Co bùdëje òbrôzk zemi naszi tatczëznë? Wëbierzë z wiérztë pasowné jistniczi.

    5. Jaczé zestawné dzéle òbrôzka zemi mòżesz nalezc kòl se? (niedalek chëczë, na pòdwórzim i gdze jesz)?

    Објављено под Језик / Język / Jãzëk / Sprache / Language | Коментари су искључени на Ùczimë sã pò kaszëbskù (1-6 lessons)

    Duchowne piesnie D. Marcina Luthera (in Serbian)

    Duchowne piesnie D. Marcina Luthera

    Duchowne piesnie D. Marcina Luthera ÿ ÿnßich naboznich męzów Zniemieckiego w Slawiesky ięzik wilozone Przes Szymana Krofea, sluge slowa Bozego w Bytowie, штампане у Гдањску 1568, у штампарији Јакуба Родеа (Jakub Rhode). Једини сачувани примерак се налази у жупном архиву у Смолђину (Smołdzino), а пронашао ју је 1896. године Ф. Тецнер (F. Tetzner). Језичку анализу је извршио Ф. Лоренц (F. Lorentz, 1898, 1912), а пажњу су им посветили и Ј. Ленговски (J. Łęgowski, 1899) и З. Шултка (Z. Szultka, 1994). Х. Ј. Камињска (H. J. Kamińska) и Х. Поповска-Таборска (H. Popowska-Taborska) су своју анализу засновале на фототипском реиздању Р. Олеша (R. Olesch) у Келну: S. Krofey, Geistliche Lieder D. Martin Luthers und anderer frommer männer…, Danzig, 1586, Nachdruck besorgt von R. Olesch, Böhlau Verlag, Köln-Graz, 1958. Олеш, као непосредни извор превода песама у 1. делу Крофејеве песмарице, наводи Geystliche Lieder Mit einer newen vorrhede D. Marth. Luth. Валентина Бабста (Valentin Babst, Leipzig, 1545). Преводи Лутерових песама у другим пољским песмарицама се не слажу са Крофејевом верзијом и треба претпоставити да је Крофеј бар део свог превода урадио самостално. У своју песмарицу је уврстио религијске песме Stara Piesnia, Stare Piesnie, Piesn Polska. Оне представљају доказ о пасторовим везама са пољском црквеном традицијом. Може да се претпостави да је Крофеј, добро познајући тадашњу пољску књижевност, своје преводе протестанских песама, као и пољских превода католичких песама, које је додао својој књизи, намерно снабдео себи познатом лексиком словињско-кашупском и неким специфичним фонетским карактеристикама (нпр. i < ę; s, z, c, dz уместо ś, ź, ć, dź), као и морфолошких из тих области. Чинио је то свестан главног задатка: „aby potim więce potrzebnich Księgow w te mowie wylozono y wiednoscy kazania slowa Bozego y piesen Synu Bozemu dale wiekuia Cerkiew y pospolstwo westrzod tych Ludzy zbierano być moglo“ (цитат из Предговора). Свој језик је називао slawięskim, надовезујући се на назив словињски за обележавање језика из околине селâ Гардно (Gardno) и Смолђино (Smołdzino). Заједно са његовим делом укоричен је и рукопис, као додатак, са 56 песама и једном молитвом, вероватно с почетка XVIII века (једна од песама је означена датумом: 1709), које је писало неколико преписивача. Неке песме се доводе у везу са пољским узорима, нпр. две песме Јана Кохановског (Jan Kochanowski). Поједине партије су снажно засићене кашубизмима и брижљиво записане.

    Литература: Kaszubszczyzna, red. E. Breza, Opole, 2001; F. Lorentz, Исчезнувший диалект поморский, Известия Отдел. русс. јаз. и словесности, АН, XVII, 1912, кн. 4, с. 140-161; H. J. Kamińska, O języku Szymona Krofeya, autora tłumaczenia Duchownych Piesni Lutra z 1586 roku, Rocznik Naukowo-Dydaktyczny WSP w Rzeszowie, Nauki Humanistyczne, 1965, z. 2, str. 115-134; H. Popowska-Taborska, Pomorska polszczyzna utrwalona w dziele Szymona Krofeja, у: Polszczyzna regionalna Pomorza, 7, 1996, str. 7-22; Z. Szultka, Piśmiennictwo polskie i kaszubskie Pomorza Zachodniego od XVI do XIX wieku, Poznań, 1994; J. Zawadzka, Uwagi o języku rękopismiennego dodatku do smołdzińskiego egzemplarza Krofeya, Studia z Filologii Polskiej i Słowianskiej, 16, 1977, str. 137-147.

    Објављено под Језик / Język / Jãzëk / Sprache / Language | Коментари су искључени на Duchowne piesnie D. Marcina Luthera (in Serbian)

    Двојина (кашупски dwojôk)

    Двојина (кашупски dwojôk)

    Назив који се користи за означавање numerus dualis у великом броју језика, попут старогрчког, старословенског. Данас у лужичком и словеначком осим једнине (n. singularis) и множине (n. pluralis) постоји и двојина. Порекло води отуд што је човек рачунао двема рукама, ногама и органима човечијег и животињског тела, који се јављају у паровима. Ти облици су били примењивани на придеве, бројеве, заменице и глаголе, са којима су именице у конгруенцији. Двојина је као посебан флексијски облик донедавно постојала и у кашупском језику; примењивали су је нпр. Ј. Трепчик (J. Trepczyk), Ф. Цејнова (F. Ceynowa) ју је називао dvojôk (једнина jedinôk, множина wielerôk). Данас њени бројни облици имају значење множине, нпр. не само dwie rãce, већ и szterë rãce, увек може да се употреби у инструменталу множине: nogama, snopama, z Nowakama (може се такође писати и изговарати –óma). У заменицама и глаголима облици двојине се користе за означавање већег броја особа (плурална функција), нпр. wa jidzeta, gôdôta, jidzta, gadôjta/mówta, за једну поштовану особу се користи облик множине: Wë jidzece, gôdôce, jidzce, gadâjce/môwce.

    Литература: J. Majowa, Formy dualne we współczesnej kaszubszczyźnie, Studia z Filologii Polskiej i Słowiańskiej, 15, 1976, str. 81-85.

    Објављено под Језик / Język / Jãzëk / Sprache / Language | Коментари су искључени на Двојина (кашупски dwojôk)