Nasz program [z 1. numeru „Gryfa” z r. 1908]

Nasz program

Na podstawie czasopisma „Gryf. Pismo dla spraw kaszubskich”, nr 1, r. I, z. I, listopad 1908 r., s. 1-5.

Nowe pismo, aczkolwiek w skromnych wychodzące rozmiarach, powinno mieć racyę bytu i wypełnić istniejącą wśród naszego piśmiennictwa lukę. Inaczej bowiem nie można się spodziewać, ażeby się rozwijało, tem mniej, jeżeli w tak trudnych i nieprzyjaznych warunkach wychodzić musi, jak nasze pismo tu na kaszubach.

Zachętą i bodźcem do wydawania pisma, zajmującego się sprawami społecznemi i kulturalnemi na Kaszubach, były dla nas uwagi następujące:

Do dziś dnia o kresach kaszubskich wśród inteligentnego ogółu społeczeństwa polskiego często dziwnie i zgoła błędne istnieją pojęcia. Urywcze artykuły dzienników, osobiste wrażenia kuracyuszy copockich, wywiady u osób, żyjących dłuższy lub krótszy czas wśród kaszubów, a mimo to zupełnie obcych przyrodzie i duchowi ludu kaszubskiego, tworzą często materyały do obrazu Kaszub i Kaszubów chybionego na wskroś. Na jednem tylko polu i to w dziedzinie językoznawstwa dokładne i ściśle naukowe posiadamy prace, wykonane przez swoich, nie mówiąc o licznych publikacyach na ten temat ogłoszonych przez Niemców. Zanotować tu z uznaniem należy nazwiska ks. G. Pobłockiego, autora pierwszego słownika kaszubskiego, Stefana Ramułta, Łęgowskiego i Nitscha. Ale i na tem polu prześcignęli nas Niemcy, pomiędzy którymi żyjący obecnie w Kartuzach Dr. Fryderyk Lorentz największe położył zasługi.

Podpada na pierwszy rzut oka, że właśnie sprawa językowa na Kaszubach tak żywo zainteresowała społeczeństwo. Polega to na tem, że na tym punkcie system giermanizacyjny zasadza dźwignie, ażeby podług zasady „divide et impera” rozbić jedność Kaszubów z Polską i tem łatwiej kresy nadbałtyckie zgiermanizować. Językoznawcy bowiem nie są zgodni co do stanowiska kaszubszczyzny do języka polskiego. Jedni, a znajdziemy ich tak w obozie niemieckim jak i polskim, dają kaszubskiej mowie stanowisko odrębnego, aczkolwiek bardzo do polskiego przybliżonego języka, inni upatrują w niej narzecze języka polskiego. Naszem zdaniem całej tej kwestyi zbyt wielkie przypisuje się znaczenie. Jakkolwiek bądź kiedyś nauka roztrzygnie, w rzeczywistości mowa kaszubska jak dotąd pozostanie wobec polskiego języka w roli narzecza. Wystarczy na dowód przytoczyć chociaż tylko dawne śpiewniki i katechizmy „kaszubskie” wydane w XVI i XVII wieku dla ewangelickich Kaszubów nad jeziorami Łebskiem i Gardzyńskiem w dzisiejszej Pomeranii przez pastorów Krofeja i Mostnika. Język tych książek jest polski, przesadzony licznemi kaszubizmami. –

Spór uczony z hasłami: tu język odrębny – tu narzecze! nie zdołen naszem zdaniem wpłynąć po dziś dzień już na stosunek Kaszub do Polski. Istnieją silniejsze więzy, łączące nas w jeden naród wspólność kościelna, kulturalna, wspólna tradycja historyczna i – wspólna niedola.

Jeżeli atoli ominiemy kwestyę językoznawstwa kaszubskiego to na innych dziedzinach życia Kaszuby dla ogólu polskiego są po większej części terra incognita. Prawda, Derdowski, pisząc swoją pieśń o Kulczyku, który pod królem Sobkiem szedł pod Wiedeń na Turki i pogany, rozpoczyna ją słowy: „Piękny kraju kaszubsci, zemnio obiecano!” – Lecz rodacy z dalszych stron, zwiedzający Kaszuby wygłaszali sąd inny albo zgoła przeciwny. Już poczciwy Długosz uwiecznił zdanie, że „cassubitica gleba non sit apta flori nobilitatis[”]. Nieco przychylnej wyrażał się Slązak ks. Damroth, piszący pod pseudonimem Czesława Lubińskiego, który przez szereg lat był dyrektorem seminarium nauczycielskiego w Kościerzynie. Ale i on, chociaż był poetą, nie zdołał uchwycić oryginalnej piękności ziemi kaszubskiej, ani wniknąć głębiej w istotę życia Kaszubów. W swoim opisie Kaszub, który w roku 1886 wyszedł u Michałowskiego w Pelplinie pod tytułem „Szkice z ziemi i historyi Prus królewskich.” zdradza autor, skądinąd Kaszubom bardzo życzliwy, taką powierzchowność w sądach o przyrodzie i ludności na Kaszubach i tyle notuje błędów co do historyi lokalnej, że żal nas bierze, jeżeli zważymy, że to jedyna polska książka, zawierająca krótką monografię Kaszub. Niechcemy z tego autorowi atoli czynić zarzutu, S[s]tał on, jako i dziś większość ziomków naszych z dalszej Polski pod wpływem dawnych przesądów, – przeciwnie uznanie jemu się należy, że zrobił pierwszą nieśmiałą próbę wyłamania się z pod nich.

Kto chce bowiem Kaszuby poznać, ten niech nie szuka ich w gwarze eleganckich Copot, ani nie kroczy bitemi drogami, które jakby na sromotę przerzynają najczęściej najmonotonniejsze okolice Kaszub. Ale tam, kędy kolej ani stopa turysty nie dotarła, nad jeziorami, wśród wzgórz i borów znajdzie wsie, zaludnione przez oraczy i rybaków mieszkających w domach, które noszą znamię ręki mistrza rodzimego, – zdrowy i silny naród na łonie szorstkiej ale oryginalnej piękności przyrody. A bliżej poznawszy ich tryb życia, zadziwi się tej swojskiej, rodzimej kulturze gburskiej. Zadaniem naszem będzie, działać informująco pod tym względem, żywiąc nadzieję, że uda się wśród szybko dokonującej się zmiany, utrwalić niejeden objaw życia Kaszubów i przyswoić go kulturze naszej polskiej.

Tem gorliwiej się podejmujemy tej pracy, czem bardziej sobie uprzytomimy, że nazwa Kaszuba zawierała u swoich i obcych zawsze jakiś cień lekceważenia i nawet pogardy. Książe Radziwiłł „Panie kochanku!” zwykł był przezywać Wielkopolan Kaszubami, a IMĆ Pan Marcin Nieborowski, podkomorzy sochaczewski w odpowiedzi na satyry Krzysztofa Opalińskiego, sprowadzającego Szwedów na Polskę, stawiał Kaszubów w jednym rzędzie z żydami i cyganami, pisząc:

„Nawet Żyd, Cygan i gruby Kaszuba
Swych Ryńskich owiec w ostach odbieżawszy,
Szedł z nim na wojnę, bardziej na rabunek!” –

Nawet piewca „Pieśni o ziemi naszej” Kaszubów nie znał. Śpiewa on i górali i Litwinów i Żmudź świętą i nawet – – Rusinów, ale o Kaszubach przemilczał, chociaż ta ziemia i lud na niej żyjący stanowią twierdzę nadmorską ojczyzny, wierną Jej mimo ucisku ze strony obcych i lekceważenia przez swoich przez tyle wieków aż do dni naszych. Doczekał się Wincenty Pol, że jeszcze za życia gorzką uczynił mu wymówkę jeden z obywateli tej ziemi, skarząc się:

„Piewco polski! Gdyś nam nucił,
Gdzie lud polski, czeladź Boża,
Czemuś okiem swem nie rzucił
Na szlak Wisły aż do morza,
Na Bałtyka modre wody?
Byłbyś widział na pół śpiące
Powalone polskie rody
Dziś do życia wracające. –
Gdy więc pieśń Twa znów odpłynie;
Wlicz je w szereg polskich dzieci,
Daj świadectwo tej krainie,
Nim Twój duch do nieba wzleci! –”

Nim atoli piewca zdołał naprawić złe, duch jego opuścił ziemię, a „Pieśń o ziemie naszej” nie daje świadectwa o kaszubskiej krainie.

Mimo takich słusznych żałów niezapoznajemy, że w obecnej dobie ogół braci naszych z dalszych stron Polski żywo się interesuje życiem naszem i życzliwą nam podają dłoń, nie szczędząc gorących słów zachęty do wytrwania w walce eksterminacyjnej, którą na równi z bracią wszystkich ziem polskich staczać musimy. Pismo nasze starać się będzie przez informowanie o naszych stosunkach, o ile takowe odrębną we warunkach lokalnych przybierają postać, zacieśnić jeszcze bardziej więzy, łączące nas w jeden naród.

Tem bardziej podkreślanie tej łączności potrzebne, jeżeli widzimy, że i Niemcy w ostatnim czasie zajęli się na szerszą skalę badaniem właściwości ludu kaszubskiego. W tym celu powstało przed dwoma laty w Kartuzach stowarzyszenie pod nazwą: „Verein für kaschubische Volkskunde.” Zajmujemy wobec tego towarzystwa życzliwe stanowisko, tem chętniej, że na czele stoi p. Dr. F. Lorentz, znany zaszczytnie pracownik na niwie językoznawstwa kaszubskiego. Kierowany przez niego „Verein für kaschubische Volkskunde” w dwóch dotychczas wydanych rocznikach podał wiązankę materyałów do ludoznawstwa na Kaszubach. Lecz zadaniem tegoż towarzystwa może być tylko zbieranie, nie zaś zachowanie. My tymczasem, wierząc w odrodzenie Kaszub chcemy na tych wszystkich przejawach skromnej kultury swojskiej budować dalej. Uprzytomniając sobie, że stare formy życia muszą ustąpić miejsca nowym chcemy zachować skarby nagromadzone przez ojców dla przyszłych pokoleń, i jednych i drugich łączyć pasmem tradycyi. Dla nas wszystkie te przejawy życia swojskiego objawiające się bądź to w podaniach, bajkach i pieśniach, bądź to w obyczajach, strojach, budowie chat i świątyń, są fundamentem dla gmachu przyszłości, są tem, czem ziemia rodzinna dla drzewa. Jeż li uda się obcej ręce wykorzenić nas z tego podkładu, fala wynaradawiająca uniesie nas tam, kędy porwała zaginionych braci naszych na zachodzie, nad Odrą i Elbą.

Ponieważ w obecnej dobie fala giermańska ze szczególną siłą wali w podstawy naszego bytu narodowego, przeto i baczną będzi[e]my zwracać uwagę na drogi i ścieżki, któremi ona wali na nas. Omawiać więc będziemy, o ile to możliwem w szczupłych łamach tego pisma, także zagadnienia charakteru społeczno-politycznego. System giermanizacyjny, wynaradawiający ma na Kaszubach wobec odmiennych od innych okolic warunków swoje odrębne środki, któremi dąży do swego celu. Będziemy się starali oświetlić ślady hakatyzmu u nas, posuwającego się bądź to z krzykiem wielkim, bądź to cichaczem, ażeby nie zaszkoczył nas nieprzysposobionych.

W tym duchu pracując mamy nadzieje, że przysporzymy także cegiełkę na szaniec, który ma obronić nasze najswiętsze skarby narodowe.

Објављено под Култура / Kultura / Kùltura / Kultur / Culture | Коментари су искључени на Nasz program [z 1. numeru „Gryfa” z r. 1908]

Pomerania II 2007: spis treści

Pomerania II 2007

2. Listy

5. Krzysztof E. Skóra, Obce w naszym morzu

9. Tomasz Żuroch-Piechowski, Papuasi na Wiejskiej? (felieton)

10. Krzysztof Szczepanik, Aivars Lembergs – nadbałtycki szejk

12. Andrzej Mróz, Remonty za co łaska

13. Andrzej Grzyb, Pamiętaj… przyszłość (felieton)

14. Grzegorz Gola, Żuławski strój ludowy

Dlaczego sąsiadujące z Żuławami regiony – Kaszuby i Kociewie – kipią bogactwem folkloru, a one same, do niedawna przecież znacznie od nich bogatsze, pozostają w uśpieniu? Czy spowodowane jest to wyłącznie gorzkimi dziejami tej, niegdyś mlekiem i miodem płynącej, krainy? Obecni mieszkańcy Żuław w znacznej mierze urodzili się tu po ostatniej wojnie światowej albo przybyli z innych ziem Rzeczypospolitej. Nie byli zatem w stanie wytworzyć własnej ludowej tradycji. Gdybyśmy jednak sięgnęli do wcześniejszych okresów historii, to odnalezienie śladów lokalnego folkloru także byłoby niezwykle trudne. A może po prostu żuławscy chłopi byli tak bogaci, że stać ich było na zakup świątecznego ubioru na targu w Gdańsku? Czyżby ich żony, zamiast w długie zimowe wieczory zajmować się haftowaniem paradnych koszul i niedzielnych chust, miały czas wyłącznie na doglądanie licznego dobytku i służby? Z kolei mennonici, zgodnie z nakazami swojej surowej religii, ubierali się raczej skromnie, szaro, a nawet ponuro. (więcej w „Pomeranii”)

17. Marek Adamkowicz, Uchwały, wystawy, codzienna praca (wywiad z posłem Kazimierzem Kleiną)

18. Jacek Kotlica, Człowiek twórczego dialogu

Lecha Bądkowskiego znałem początkowo tylko z łamów wybrzeżowej prasy. Po Październiku ’56 stał się on postacią popularną, zarówno jako pisarz, publicysta, jak i prezes gdańskich literatów. W tamtych, moich licealnych, czasach pomorskie gazety czytałem regularnie. Najchętniej dodatki kulturalne „Rejsy” i „Dziewiąta fala”, podejmowałem też pierwsze próby poetyckie.
W 1964 roku rozpocząłem pracę w oddziale „Słowa Powszechnego” przy ul. Mariackiej w Gdańsku. Mieścił się tu Klub Dyskusyjny, w miarę niezależny, kierowany przez dr. Jerzego Godlewskiego (późniejszego profesora Uniwersytetu Gdańskiego), w którym sekretarzowałem. Lech Bądkowski zaszczycał niektóre spotkania, wykazując podczas nich temperament polemisty. Tak nawiązała się nasza znajomość, a później długoletnia przyjaźń i współpraca w Związku Literatów Polskich. (więcej w „Pomeranii”)

19. Iwona Joć, Powrót do pałacu

Lata 90. XX wieku. W ogrodzie domu opieki w Georgetown w Teksasie siedzi starsze małżeństwo. Jest już ciepło. Kwitną róże, a bezchmurne niebo co rusz przecinają klucze lecących żurawi. Albrecht Ernst i Dorothea Elmenhorst Loescherowie spoglądają w górę. Na ich twarzach pojawiają się słodkie, rozmarzone uśmiechy. Wywołują je wspomnienia z innego miejsca… Zapytani, czy kiedykolwiek raz jeszcze chcieliby zobaczyć Sterbienin (Starbienino), odpowiadają: „Nie”. Nie chcą, żeby cokolwiek zakłóciło pamięć o rodzinnej ziemi i czasach, które były najlepszymi w ich życiu. Obawiają się, że w tamtych stronach nie ma już owego magicznego uroku pól i ciągnących się aż do morza lasów. Taka wizyta przywołałaby również wspomnienia okrutnych dni, kiedy w spokojny, bezpieczny, zdawać by się mogło, świat wdarła się wojna.
Albrecht zmarł w maju 1997 roku, dwa tygodnie po śmierci swojego najstarszego syna, Wolfganga. Jego żona odeszła dwa lata później. (więcej w „Pomeranii”)

25. Jerzy Dąbrowa-Januszewski, Generacëje zrzeszonëch (felieton)

Do obszernej książki prof. Cezarego Obracht-Prondzyńskiego pt. „Zjednoczeni w idei. Pięćdziesiąt lat działalności Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego (1956-2006)” wracam wielokrotnie. Z pewnością będzie tak jeszcze długo. Podobnie jak z obrazami z jubileuszowego zjazdu Zrzeszenia, który 2 grudnia ubiegłego roku odbył się w Gdańsku.
Dlaczego? Może dlatego, że przez trzydzieści lat swojego dorosłego życia w Słupsku sekundowałem tej, coraz bardziej uznawanej za swoją, organizacji, że był to czas hartowania własnego charakteru. Także z tego powodu, że jako dziennikarz bezwzględnie egzekwowałem u zwierzchników prawo do wyrażania na prasowych łamach woli publicznego „powrotu” wielu słupszczan do kaszubsko-pomorskich korzeni i pisania o ziemi słupskiej jako – dawniej i dziś – linii frontu w walce o zachowanie szczepowej tożsamości. Wątpiących w owo „dziś” odsyłamy częstokroć chociażby do decyzji słupskich urzędników od „spraw wewnętrznych”, z 1976 r., o odmowie zarejestrowania w mieście oddziału ZKP. By skruszeli, potrzeba było czterech lat. (więcej w „Pomeranii”)

26. Marek Adamkowicz, Spokój fotografa

28. Katarzyna Rode, O tabace na Kaszubach i Kociewiu

Pod koniec 2006 roku ukazała się książka Jerzego Zająca i Edwarda Zimmermanna „Tabaka na Kaszubach i Kociewiu”. Ta niezwykle starannie wydana praca (twarda okładka, 180 stron, w atrakcyjnej szacie graficznej, ponad sto zdjęć) podzielona została na część opisową i albumową. Jej ukazanie się jest – jak dowiadujemy się we wstępie – efektem wieloletnich zainteresowań autorów kulturą ludową Kaszub i Kociewia. Mimo dużej popularności, zwłaszcza w tym pierwszym regionie, zwyczaj zażywania tabaki nie doczekał się dotychczas żadnego wydawnictwa książkowego czy albumowego.
Publikacja nie jest opracowaniem naukowym, choć przy pisaniu takowego może być bardzo użyteczna, a rodzajem gawędy, atrakcyjnie podanym zapisem przygody J. Zająca i E. Zimmermanna z tabacznym tematem, przyczynkiem do lepszego poznania tajników rodzimego obyczaju. (więcej w „Pomeranii”)

30. Kazimierz Ostrowski, Siły na zamiary (felieton)

Nietrudno zauważyć, że w powodzi informacji, którymi każdego dnia zalewają nas media, ogromną przewagę mają wiadomości złe, przygnębiające rewelacje o politycznych szwindlach, złodziejskich aferach i moralnych skandalach. Tym bardziej dostrzegać trzeba i cenić fakty z przeciwnego bieguna, które świadczą, że mimo wszystko w naszym otoczeniu dzieje się coś dobrego. Warto o nich mówić, warto pokazać pozytywne przykłady działania, służącego przede wszystkim lokalnej społeczności. W takich kategoriach można traktować korzystne zmiany, dokonujące się od kilku lat w Chojnicach za sprawą samorządu. Ostatnim osiągnięciem, którym słusznie chlubią się władze miasta, jest nowa biblioteka publiczna. Nowa, choć w starym budynku. (więcej w „Pomeranii”)

31. Robert Krzywdziński, Nowe odkrycia średniowiecznych fortyfikacji miejskich Tczewa

W sierpniu 2006 roku Muzeum Archeologiczne w Gdańsku na zlecenie Urzędu Miejskiego w Tczewie (Wydział Architektury i Rozwoju Miasta) przeprowadziło badania archeologiczne u zbiegu ulic Chopina i Wodna. Do około 1997 roku w miejscu tym znajdowały się budynki mieszkalne, które wyburzono, zamieniając następnie teren w plac parkingowy. Wykop badawczy został założony przy zachodnim końcu zachowanego odcinka murów obronnych przy ul. Wodnej.
Podstawowym celem wykopalisk było odsłonięcie ewentualnych pozostałości Bramy Wodnej (zwanej także Malborską lub Czyżykowską), a także baszty zlokalizowanej po jej wschodniej stronie oraz odcinka muru łączącego oba te obiekty. Niestety, bramy nie udało się odsłonić, ponieważ jej ewentualne relikty znajdują się pod jezdnią ul. Chopina, najprawdopodobniej na wysokości wykopu. Powodzeniem natomiast zakończyły się poszukiwania baszty, częściowym zaś sukcesem – muru. (więcej w „Pomeranii”)

38. Bogdan K. Bieliński, Kamińskich było wielu!

42. Marek Adamkowicz, Droga do Kahlbude

Pod płozą zgrzytnęło. Krótko, ostro, mrowiąc nieprzyjemnie plecy. Edwin przestraszył się i odruchowo spuścił nogi na ziemię. Sankami szarpnęło raz i drugi, stanęły w poprzek trasy. Ogarnęła go wściekłość. Po co hamował? Do końca stoku pozostał wprawdzie jeszcze spory kawałek, jednak nie na tyle długi, by rozpędzić się i dostatecznie dobrze odbić od muldy na dole.
Przez chwilę zastanawiał się, co robić. Nadal miał ochotę zjeżdżać, ale zaczynało już zmierzchać i czuł, że wychodzi z niego zmęczenie. To dzisiejsze i to wczorajszego popołudnia, które spędził na przygotowywaniu toru. Wytyczał trasę, odgarniał śnieg, profilował skocznię. Musiała gwarantować emocje, więc zrobił ją całkiem niemałą. Kiedy z niej wylatywał, serce podchodziło do gardła. Przy lądowaniu, żeby go nie zgubić, z całej siły zaciskał zęby. „Na dzisiaj wystarczy” – postanowił. Zobaczy tylko na co najechał i pójdzie do domu. (więcej w „Pomeranii”)

46. Maria Roszak, Żabie skweresy

Był raz se taki walny żabón, najwalniajszy i najmódrzajszy zéz wszytkich żabów. Mnieszkał se wéw starym gloku co ktoś wywaljił zamniast na śmnieci, to wéw biszong. No i tan żabón se tamoj żył, a insze żaby przytelepywali sia do niego po porada, jak nié wiedzieli, co robjić. Bo on taki móndry był.
Żaby przychodzili zéz różniastymi krantami-wantami. Jedan raz taka mała zielona żabka przyskikała i gada (bo żaby gadajóm ino my myślim że óni tak rechoczóm béz ładu i składu):
– Żabónie! Poradź mnia. Żem je uczulona na koćmugi! Co koćmuga glugna, to wysypka mam. Co robjić? (więcej w „Pomeranii”)

47. Branko Radičević, Na noclégù kòl Smiészka Smiészica (tłum. z serbskiego Hana Makùrôt)

Pòsmùtniałi wùja Smiészk rôcził swòjich bratinków na noclég.
– Wzerôjta – rzecze – héne tam je mòja chëcz!
Trzeji bracynowie zaczãlë sã wëszczerzac:
– Smiésznô chëcz!
– Co to mô znaczëc, że wa gôdôta: òna je smiésznô? Kò doch nicht jiny sã nie wëszczérzô, czej jã widzy! – rzecze ùja.
Chëcz nie szlachòwa za jinyma chëczama. Dak na zemie, fùndameńt pòd błónama, dwiérze w placu òknów, w môl szczërza-wachtôrza òwca bleczi, trus jakno jistny remijôsz przenëkiwô czipczi pò pòdwòrzim, stółczi – równo jak sadniesz, zwrócysz sã na zemiã, grôpczi – równo jak naléwôsz wòdã, rozléwôsz jã na pòdłogã. A ta pòdłoga – nie je pòdłogą. Wszëtkò to leno skórczi òd arbùzów, wic czedë sadniesz, spùrgniesz sã na slôdkù hejnë le do kòmina, i przez kòmin, całi ùczapóny kòtlëną, chlapniesz w wòdã do stëdnië, skądka pòwrózkã wëcygnie cã wùja Smiészkò. (więcej w „Pomeranii”)

48. Lektury

52. Klëka

58. Kow., Informator regionalny

60. Rómk Drzeżdżónk, Achjowanié (felieton)

Nen dokôz nie mdze napisóny, jakbë chto mërkôł pò titlu, pò żëdowskù, arabskù ani w niżódnym jinszim, dlô naju dzywnym, jãzëkù, leno pò kaszëbskù. Nie mdze to téż tekst ò kaszëbsczim pòchòdzenim, jak bë mògło sã w drëdżim akapice wëdawac, jednégò z bôjkòwëch bòhatérów. Téż nick w nim nie nalézeta dlô dzôtków. Tak pò prôwdze mdą to słowa ò nas samëch.
Czë pamiãtôce Krecyka, negò fejnégò zwiérzôka z czesczi dobranocczi dlô dzecy? A wdarzëce so cëż òn wcyg pòwtôrzôł jak blós ze swégò kretowiszcza łepk na swiat wëstawił? Ach, jo! – to bëło jegò zawòłanié. Béł nen Krecyk baro swiatã zadzëwòwóny, czasã kąsyczk nim zasromóny, sztótama zôs znerwòwóny. Nick jinszégò nie rozmiôł, blós achjowac. Pôlc mù sã pòkôzało – Ach, jo!, autół wedle niegò przejechôł – Ach, jo!, mùcha na kwiôtk sadła – Ach, jo!, mësz do niegò na wrëje przëszła – Ach, jo! (więcej w „Pomeranii”)

Коментари су искључени на Pomerania II 2007: spis treści

Opowiadania kaszubskie [aktualizacja 1 II 2007]

Na podstawie czasopisma „Literatura Ludowa – Kaszuby i Pomorze”, nr 1-2, 1959, s. 64-67.

Opowiadania kaszubskie

[redakcja językowa Jerzy Treder]

Spis treści:
1. Tuszkowianie, 2. O lnie, 3. Naji uojcowie, 4. Puewiostka
Aktualizacja pisowni: 1. Tuszkowianie, 2. O lnie, 3. Naji òjcowie, 4. Pòwiôstka

1. Tuszkowianie

(opowiadał Władysław Wica – lat 50 – Gostomie, pow. Kościerzyna)

Razu j’ednigue puëszło szesc chłopa Tuszkowianów na jarmark do Dz•imión pue kupisz krów. Jido sobie drogu sèdèm kilometrów. A tu przed nimi stoji dwa kilometrë puela z’asani b’ukwito w jedn•im k’awałku. I przed tim puelim st’annanle. I tak gwarzu jedyn d’o drudzigue: „Mój Bueże, co më teru zr’obimë. Puwiedelë nòm ue czerwuen•im muerzu, jak më terö przepłiniem przez to cz’èrwone muerze”.

P’ołożylë se na brzuchë i rozpoczęlë punąc pue tim cz’erwuen•im muerzu (to znaczi pue ti tatarce) – tak uoni bëlë gupi. Ji płinò, ji płinò, jaż d’opłinelë do kuńca. Wstèle na nodzi i mówiu jedyn po drudzigue: „Buegu dzanka, prz’epłënęlësmë bez to cz’erwuen•i muerze”. Jedyn san zdzëwił: „chto wie, że më jesmë, wszëscë”.

Z’aczelè sa r’echowac: jö, jedyn, dwa, trzë, szterë, pianc – a sz’óstyguo nie ma”. Ji r’echowalë dzesanc raz•i, a tin szósti felowoł. Mielë gwaran zawrócëc ju szukac tegue z’adziniantygue. Na szczansc•i to pas jedyn stari chłop jednan krowan i sa na to prz’ez•iroł, jak uòni pł’inanlë ji jak uòni r’echowelë. I smiöł sa z nich i mówi: „Wa jesta wszëscë, Tuszkowianie”, a uòni , m’ówilë, że jedyn f’elowòł.

Krowa miała zrobiòn•i szesc klaksów. Każdi jedin z tich chłopów Tuszkuewich musòł wetknuc nos w tyn klaks. Tak, że to buł znak. I wszëscë to zr’obilë i tacim cëdym Tuszkowianie san zr’echowelë, że bëlë wszëscë.

Chłopu dzank’owelë i szlë na tyn jarmark. Taci to bëło skutczi w Tuszkach.

Z uepowiadania dziadków uod st’o piandzesant lat (przed st’o piandzesannt latmi).

Tekst zapisali A. Ściebora i E. Kamińska-Rzetelska

2. O lnie

(Opowiadała Aniela Szamak – lat 44 – Ostrowo, pow. Puck)

Lèn wzanne w’ërwalë, a te na zemjan polożëlë do wëschnięni. A jak uon wëschli bël, to ue rzandë puestawilë. A to bëlo znieue to semian uobdzarti. A te uon bël w piec wstawiąn•i do wëschnieni. A jak uon bël sëch’i, to uon bël wzanti pod dz’erżlëcan. A bël wëklepón•i tu dzerżlëcu, a puètemuy uon byl wzanti na krace a bël wëkracowon•i, a puetimuy uon bël przandli. To dobr•i bëlo wzanti na plöchtë albo na kueszle, a to lekszi bëlo wzanti do mièchów sprzandl•i. A puètemuy bëlo dön•i do tköczczi a uona zrobila plótno z teue.

Tekst zapisała Z. Topolińska

3. Naji uojcowie

(opowiadał Leon Lesnau – lat 66 – Mieroszyno, pow. Puck)

Dwie bialczi wëszlë z kuescole a dwaji chlopi tyż. A ta jedna rzekla do tyj drëdżi: „naji uyojcowie, naji mężowje a najich matek mężowje”. A teraz, jakuoż oni bëlë przëjacelsci (krewni), jakoż to mogło bëc tak?

Ti chlopi bëlë żanial•i z dwiema bi’alkami a mjelë po córce. A terez te bjalczi tim chlopòm ‘umarle. A tèn jeden chlop se uożenil z teuo córką, a tèn dredżi se uożenil z teuo córką. A prz’ëjacele uon•i nie su żòdn•i.

Tekst zapisała E. Kamińska-Rzetelska

Puewiostka

(Opowiadał Leon Lesnau – lat 66 – Mieroszyno, pow. Puck)

Jedèn lesn’i mieszköl w lèse a mjöl dueje dzèc•i: knöp Józefk a dzèwczę Mariczka. A szli do kuèscela te chłop z to bjałko przez las. A tè to dueje dzec•i u’estalo doma. A tè przëszed do nich jeden szër•i na m•iszi, a chcöl mieć pi’eniundze. I to pitöl: „gdze su pi’eniundze?” A tę knöp ni’e wiedzèl dze pi’enundze bëlë, dze tatk mjöl pi’enundze. „A dze tatk jidze wjedno, czie uon chce jic d’o mjasta co kupic?” – „Ne, te tatk jidze w sklèp”.

T•i ten knöp mjöl jic tèn sklep otemknuc. Tak uon uetemk, tak ten szër•i na m•isz•i rzek temu knöpu, on mjol wlèsc a te pi’eniundze wëszëkac. A te knöp rzekl: „Ni” – uon mjöl wlèsc sòm a se te pi’eniundze wzic. Tak t•i ten wlöz, a ten knöp go zamk, z’aszteköl ten sklep. Jo, a teröz ten knöp szed w jizban a rzek ti Mariczce, uena mjala jic za tatkan a za nenkan i powjadac, że ueni mjelë ptöcha w sklèpje.

Te uono szlo przez las, a tan b•il jasz jeden szër•i na m•isz•i a so p•itol: „Dzesz te jidzesz?” – „Jo jidan za tatken a za nenko, m•i mòmë ptöcha w sklepje. „A te uon wzun sztëk drutë a Mariczken puewies•il. A tè szed do te chëczë dze ten drëdżi b•il zamkl•i w ty sklepje. A ty gödo tymuy knopuy, uon mjol go puszczëc w jizbe.

A ten knöp nie chcoł puscëc w jizbę. Tak ten rzek: „Jo skażę (stłuczę) uekno”, a ten knöp mu rzekl: „skażë, czie chcesz”; – tak uon skażöl. A jak uon to uekno skażöl, tak tèn knöp mjöl flinta a ‘ustrz•il•il teuo szër•i na mysz•iue. Ne jo.

A czie ti lëdze szlë z kuescola te ueni w’idzelë, że ta jich Mariczka b•ila powi’eszòna w lèse. Ta uoni to dzèwcze spuscëlë a te biegalë do te chëczë. A te uoni widzelë, że tèn jedèn bil zabit•i, tak ten tatk wzun zare klucza a szed teuo w ten sklèp wëpuyscëc, a knöp rzekl: „Tatkuy, nie chodzë tam, bo uon mö taci dludzi nóż w skuerzni (za butem)”.

A te jak ten tatk uetemk, tak uòn chcał tatka pchnunc tim nożan. A Józefk zaro teuo szëre na m•’isz•iue uy’strzel•ił a dostoł pewno dobru nadgroda.

A Mariczken ueni pochowalë. Tero je kuńc.

Tekst zapisała E. Kamińska-Rzetelska

Aktualizacja pisowni

aktualizację wykonali: Jerzy Treder i Duszan Paździerski
redakcja językowa: Jerzy Treder

1. Tuszkowianie

Razu jednégò pòszło szesc chłopa Tuszkòwianów na jarmark do Dzymión pò kùpisz krów. Jido sobie drogù1 sédém kilometrów. A tu przed nimi stoji dwa kilometrë pòla zasané bùkwito2 w jednym kawałkù3 . I przed tim pòlim stanãlë. I tak gwarzu jedén4 do drudżégò: „Mój Bòże, co më teru zrobimë. Pòwiôdelë nóm ò Czerwònym Mòrzu, jak më terô przepłiniem przez to Czérwòné Mòrze”.

Pòłożilë 5 na brzuchë i rozpòczãlë pùnąc6 pò tim Czerwònym Mòrzu (to znaczi pò ti tatarce) – tak òni bëlë głupi7. Ji płinó, ji płinó, jaż dopłinelë do kùńca8. Wstélë na nodżi i mówiu jedén do drudżégò: „Bògù9 dzãka, przepłënãlësmë bez to Czerwòny Mòrze”. Jedén sã zdzëwił: „Chto wié, że më jesmë, wszëscë”.

Zaczãlë 10 rechòwac: jô, jedyn, dwa, trzë, szterë, piãc – a szóstégò ni11 ma”. Ji rechòwelë dzesãc razy, a tén szósti felowôł12. Mielë gwarã [najprawdopodobniej pomyłka, zamiast może: zarôz. – J. Treder] zawrócëc ji szukac tegò zadżiniãtégò. Na szczãscé to pasł13 jedén stari chłop jednã krowã i 14 na to przezyrôł15, jak òni16 płinãlë ji jak òni17 rechòwelë. I smiôł 18 z nich i mówi: „Wa jesta wszëscë, Tuszkòwianie”, a òni19 mówilë, że jedén felowôł.

Krowa miała zrobióné szesc klaksów. Każdi jedén z tich chłopów Tuszkòwich mùsôł20 wetknąc nos w tén21 klaks. Tak, że to béł22 znak. I wszëscë to zrobilë i taczim cëdém23 Tuszkowianie sã zrechòwelë, że bëlë wszëscë.

Chłopù dzãkòwelë i szlë na tén jarmark. Taczi to bëłë skùtczi24 w Tuszkach.

Z òpòwiôdania dziadków òd25 sto piãdzesãt lat (przed sto piãdzesãnt latmi).


1czyt. drogu, 2czyt. bukwito, 3czyt. kawałku, 4czyt. jedyn i tak do końca opowiadania, 5czyt. se, 6czyt. punąc, 7czyt. gupi, 8czyt. kuńca, 9czyt. Bògu, 101418czyt. sa, 11czyt. szóstigło ni ma, 12czyt. felowoł, 13czyt. pas, 15czyt. przezirôł, 16 łoni, 1719czyt. uni, 20czyt. musół, 21czyt. tyn, 22czyt. buł, 23czyt. cedym, 24czyt. skutczi, 25czyt. łod.

2. O lnie

Len wzãle wërwalë, a te na zemiã polożëlë do wëschnieni. A jak òn wëschli bél, to gò [w] rzãdë26 pòstawilë. A to bëlo z niegò to semiã òbdzarté. A te òn bél27 w piec wstawióny do wëschnieni. A jak òn bél sëchi, to òn bél wzãti pòd28 dzerżlëcã. A bél wëklepóny tą dzerżlëcu, a pòtemù29 òn bél wzãti na krace a bél wëkracowóny, a pòtemù30 òn bël przãdli. To dobré31 bëlo wzãté32 na plôchtë abò na kòszle, a to lekszi bëlo wzãti do miéchów sprzãdlë. A pòtémù33 bëlo dóny do tkôczczi a òna34 zrobila plótno z tegò35 .


26czyt. A jak łon weschli bil to ò [w] rzałdë, 27czyt. A to bëlo z niełe to semiã łobdzarti. A te òn był, 28czyt. pod, 29czyt. płétemły, 30czyt. pòtimły, 31czyt. dobri, 32czyt. wzãti, 33czyt. pòtémły, 34czyt. łona, 35czyt. tełe.

3. Naji òjcowie36

Dwie bialczi wëszlë z kòscola37 a dwaji chlopi téż38. A ta jedna rzekla do téj39 drëdżi: „naji òjcowie40, naji mãżowie41 a najich matek mãżowie”. A terôz, jakòż òni42 bëlë przëjacelsczi, jakòż to mòglo43 bëc tak?

Ti chlopi bëlë żeniali44 z dwiema bialkami a mielë 45 córce. A terôz46 te bialczi tim chłopóm ùmarlë47. A ten48 jeden chlop sã ożenil z tegò49 córką, a ten drëdżi50 sa òżenil z tegò córką. A przëjacele òni nie sã51 żódny.


36 czyt. łojcowie, 37czyt. kòscole, 38czyt. tyż, 39czyt. tyj, 40czyt. łyjcowie, 41czyt. mężowie, 42czyt. jakłoż oni, 43czyt. moglo, 44czyt. żaniali, 45czyt. po, 46czyt. terez, 47czyt. umarle, 48czyt. tén, 49czyt. se łożenił z teło, 50czyt. dredżi, 51czyt. łoni nie su.

4. Powiôstka

Jeden52 lesny mieszkôl w lese a53 miôl dwòje dzecy54: knôp Józefk a dzéwczã55 Marëczka56. A szli do kòscela57 te[n] chłop z tą bialką58 przez las. A té to dwòje59 dzecy òstalo doma. A té przëszed do nich jeden szërë na mëszë60, a chcôl miec pieniądze61. I to pitôl: „dze są62 pieniądze?” A ten knôp nie wiedzôl, dze pieniądze bëlë, dze tatk miôl pieniądze. „A dze tatk jidze wiedno, cze òn63 chce jic do miasta co kùpic64?” – „Në, te tatk jidze w sklép65”.

66 ten knôp miôl jic ten sklep otemknąc67. Tak òn òtemk, tak ten szërë na mëszë rzek temù knôpù68, òn miôl wlézc a te pieniądze wëszëkac. A te knôp rzekl: „Nié” – òn miôl wlezc sóm a 69 te pieniądze wzyc70. Tak té ten wlôz, a ten knôp 71 zamk, zasztekôl ten sklep. Jo72, a terôz ten knôp szed w jizbã ë rzek të Marëczce, òna miala jic za tatkã ë za nenkã i powiadac, że òni mielë ptôcha w sklépie.

Te òno szlo przez las, a tã bél73 jaż jeden szërë na mëszë a so pitôl: „Dzeż të74 jidzesz?” – „Jo jidã za tatkã ë za nenko, më75 mómë ptôcha w sklepie. „A te òn wzął76 sztëk drutë ë Marëczką pòwiesyl. A té szed do té chëczë, dze ten drëdżi bél zamkli w ti[m] sklepie. A té gôdô temu knôpù77, òn miôl go pùszczëc w jizbã78.

A ten knôp nie chcôł79 pùscëc w jizbã. Tak ten rzek: „Jô skażã òkno”, a ten knôp 80 rzekl: „skażë, cze chcesz”; – tak òn skażôl. A jak òn to òkno skażôl, tak tén knôp miôl flintã81 a ùstrzëlil tegò82 szërë na mëszégò83. Në jo.
A cze84 ti lëdze szlë z kòscola te òni widzelë , że ta jich Mariczka bëla powieszónô w lesë85. Ta òni to dzéwczã spùscëlë86 a te biegalë do te chëczë. A te òni widzelë, że ten jeden bél zabit&#23587, tak ten tatk wzął88 zarô kluczã89 ë szed tegò w ten sklép wëpùscëc90, a knôp rzekl: „Tatkù, nie chùdzë tam, bò91 òn mô taczi dludżi nóż w skòrzni”.

A te jak ten tatk òtemk, tak òn92 chcôł tatka pchnąc tim nożã. A Józefk zarô tegò93 szërë na mëszégò ùstrzelił94 a dostôl pewno dobrą nadgrodã.

A Marëczkã òni pòchòwalë. Terô je kùńc.


52czyt. jedyn, 53czyt. tak do końca opowiadania w znaczeniu ‘i’, 54czyt. dòje dzéc•i, 55czyt. dzywczę; też: ‘ten’, tatkę, jizbę, skażę, 56czyt. Mariczka, 53czyt. kłyscela, 58czyt. to bialko, 59czyt. dòje, 60czyt. szëri na miszi w znaczeniu: ‘domokrążni przestępcy, złodziejaszki’, 61czyt. pieniundze, 62czyt. gdze su, 63czyt. łon, 64czyt. kupic, 65czyt. skłyp w znaczeniu: ‘piwnica’, 66czyt. ti, 67czyt. otemknuc, 68czyt. temu knopu, 69czyt. se, tj. ‘sobie’, 70czyt. wzic, 71czyt. go, 72 w znaczeniu ‘tak’, 73czyt. bil, 74czyt. so pitol: „Dzesz te, 75czyt. tatken ë za nenko, mi, 76czyt. wzun, 77czyt. gôdo tymły knopły, 78czyt. puszczëc w jizbe, 79czyt. chcoł, 80czyt. mu, 81czyt. flinta, 82czyt. ustrzilil tełe, 83czyt. szëri na mysziłe, 84czyt. czé, 85czyt. bila powieszóna w lése, 86czyt. spuscëlë, 87czyt. bil zabiti, 88czyt. wzun, 89czyt. klucza, 90 czyt. wëpłyscëc, 91czyt. tatkły, nie chodzë tam, bo, 92czyt. łun, 93czyt. łun, 94czyt. łystrzelił.

Објављено под Народ / Lud / Nôród / Volk / People | Коментари су искључени на Opowiadania kaszubskie [aktualizacja 1 II 2007]

Pomerania I 2007: spis treści

Spis treści – Pomerania I 2007

2. Gerard Labuda, O „Historii Kaszubów w dziejach Pomorza”

12. Józef Borzyszkowski, Gerard Labuda – Kaszuba w Poznaniu

17. Artur Jabłoński, Stanął w prawdzie

19. Tomasz Żuroch-Piechowski, Polska jest sexy! (felieton)

20. Grzegorz Gola, Ostatnia pompa wietrzna na Żuławach

22. (ma), Na gdańskim areopagu

25. (iwm), Jak ùczëc kaszëbsczégò – jiwrë i szczegółowé rozwiązania

27. Hana Makùrôt, Ùprocëmnienia midzë kaszëbską juwernotą, subiektowòscą z mówienim pò kaszëbskù

30. Wòjcech Makùrôt, Przełomòwi dzéń

31. Jerzy Dąbrowa-Januszewski, Pamięć (felieton)

33. Arkadiusz Goliński, Nie dzielmy się

35. Kazimierz Ostrowski, Drugie półwiecze, trzecie pokolenie (felieton)

36. Skry Ormuzdowe 2006

43. (nm), Klejnot w koronie Rzeczypospolitej – sztuka zdobnicza Prus Królewskich

47. Andrzej Grzyb, Klimaty, słowa, kamyki i karasie (felieton)

48. Jerzy Nacel, Uwagi o dysertacji doktorskiej Aleksandra Majkowskiego

50. Marek Adamkowicz, Szepty

54. Zygmunt Bukowski, Świąteczne nastroje

57. Stanisław Janke, Zaginione humoreski

58. Radosław Grześkowiak, Obraz Gdańska w poezji staropolskiej

62. (rs), Konkurs literacki im. M. Stryjewskiego

63. Elżbiéta Bùgajnô, Wiersze

64. Maria Roszak, Dziudzia Malwjina

65. Kazimierz Rosadziński, Wizjoner

67. Lektury

69. Klëka

74. Kow., Informator regionalny

76. Rómk Drzeżdżónk, Dze ti młodi? (felieton)

Коментари су искључени на Pomerania I 2007: spis treści

Kaszubskie pszczelarstwo ludowe w świetle słowników B. Sychty

Towarzystwo Przyjaciół Muzeum Kaszubskiego im. Franciszka Brzezińskiego w Kartuzach
Muzeum Kaszubskie im. Franciszka Tredera w Kartuzach

KASZUBSKIE ZESZYTY MUZEALNE

Kartuzy, 2000

R.[ocznik] 8, Z.[eszyt] 8

PL ISSN 1232-9223

Kolegium redakcyjne

mgr Tadeusz Buszta (Sierakowice), prof. zw. dr hab. Włodzimierz Jastrzębski (Bydgoszcz), prof. UG dr hab. Eugeniusz Koko (Gdynia), mgr Aleksandra Lewicz (Kartuzy) – sekretarz redakcji, mgr Norbert Maczulis (Kartuzy) – redaktor naczelny, prof. dr hab. Siegfried Melchert (Poczdam), mgr Zbigniew Satke (Kartuzy), dr Witold Stankowski (Bydgoszcz), Barbara Wanke (Kartuzy).

Spis treści: Od redakcji, Marian Jeliński: Kaszubskie pszczelarstwo ludowe w świetle słowników Bernarda Sychty, Ważniejsza literatura, Marian Jeliński: Ziołolecznictwo na Kaszubach, Literatura

Od redakcji

Oddajemy do rąk czytelników kolejny Zeszyt, który zawiera przyczynki poświęcone pszczelarstwu oraz ziołolecznictwu na Kaszubach. Są to domeny już od wieków związane z zajęciami Kaszubów, stąd też zapewne swą treścią zainteresują nie tylko pszczelarzy i nauczycieli biologii, a więc ludzi zajmujących się tą problematyką zawodowo, profesjonalnie, ale również turystów.

Znany i ceniony etnograf polski Jan Stanisław Bystroń w swoim dorobku naukowym poświęcił miejsce problematyce pszczelarstwa (Pszczoły w pojęciach i zwyczajach ludu, W: J. S. Bystroń, Tematy, które mi odradzano, Warszawa 1980, ss. 88-106). Pszczoły bowiem – w powszechnym mniemaniu – uchodzą za zwierzęta święte.

Kaszubi – ludność zamieszkująca na terenie Pomorza – już od młodszej epoki kamienia (4.000-3.000 p. n. e.) zajmowała się pszczelarstwem. Tematykę tę podjął w swych badaniach M. Jeliński publikując ich wyniki w 1987 r. w swej pracy Pszczelarstwo na Kaszubach.

Podobnie rzecz ma się z ziołolecznictwem kaszubskim. Tematykę tę poruszył w ubiegłym stuleciu badacz niemiecki Alexander Treichel. Oprócz zbierania bajek zajmował się także obrzędami kaszubskimi. W swych licznych artykułach wiele miejsca poświęcił roślinności przytaczając ludowe nazwy ziół i kwiatów w języku polskim i kaszubskim.

Problematyką tą zajmował się również twórca regionalizmu kaszubskiego dr Florian Ceynowa – lekarz, aptekarz i wróg ludowych metod leczenia opartych na zabobonach.

Z terenów powiatu kartuskiego pochodzi podanie o przekazaniu Adamowi i Ewie pszczół przez Pana Boga przy wypędzeniu ich z Raju. Mówi się przy tym też, że przy końcu świata każdy będzie wędrował do Doliny Jozafata z woskową gromnicą w ręku. Pszczoły bowiem pracują na chwalę Boga – dostarczają wosku do kościołów na świecie, które mogą być wykonywane tylko z wosku pszczelego. Dlatego więc zabójstwo bądź kradzież pszczół już w dalekiej przeszłości uważało się powszechnie za ciężki grzech. Pszczoła była uważana za zwierzę święte, a jej kradzież była świętokradztwem, stąd też było ono pierwszym przestępstwem publicznym i karano je okrutnie.

Marian Jeliński

(Swarzędz)

Kaszubskie pszczelarstwo ludowe w świetle słowników Bernarda Sychty

Siedmiotomowy „Słownik gwar kaszubskich na tle kultury ludowej” (1967-1973) Bernarda Sychty zawiera sporo materiałów dotyczących ludowego pszczelarstwa. Autor ten był rodowitym Kaszubą i miał przygotowanie etnograficzne, dlatego zebrane przez niego wiadomości są bardzo cenne.

Sychta (1979, 213) [najprawdopodobniej błąd – przypuszczalnie 1976; patrz Ważniejsza literatura. – komentarz Rastko] podał, że w północno-zachodniej części Kaszub barci wykonywano w starych sosnach od strony wschodniej. Na otwór bartny przybijano deskę zaopatrzoną w szparę dla pszczół (òcznik). Barci znajdowały się na znacznej wysokości od podłoża. Cieślica, którą koło Sierakowic zwie się czosełka (Sychta – 1976, 40), mogła służyć do sporządzania barci.

Piéń według Sychty (1970, 250) to dawny ul wykonany z pnia zajęty przez pszczoły.

Plecónka to ul upleciony ze zwojów słomianych w kształcie stożkowym lub półkulistym (Sychta – 1970, 74). Kòszka ma podobne znaczenie (Sychta – 1969, 313). Koszkę zwie się również pszczelni kòsz – ul słomiany według Sychty (1970, 213). Wyraz pszczelnik zapisał Sychta (1970, 213) na Gochach jako określenie ula szczególnie słomianego, dodając Dzis mało chto plece pszczelniczi. Wiadomo, ze koszkę uplótł Alojzy Szopiński, który w 1902 r. wyemigrował do USA (Szopiński, 1980). Zapewne dzięki podobnym jemu ludziom koszki pojawiły się również w Kanadzie (Makowski, 1987).

Także słomiónka ma oznaczać ul słomiany (Sychta – 1972, 83). Być może Słowińcy w 1862 r. zwali go rôb (Hilferding, 1989). Określenie to zdaje się mieć podobne pochodzenie jak termin „dzion” użyty przez Pobłockiego (1887).

Wylot w koszce to òcznik, jak to zanotował Sychta (1969, 313). Według tego autora określenie to znane jest na Środkowych i Południowych Kaszubach. Sychta (1969, 312) podaje, że w Leśnie i Brusach mówią òczko na wejście dla pszczół w ulu. Deseczkę po której pszczoły wschodzą przez otwór wylotowy do koszki nazywano na Środkowych Kaszubach łëżnik (Sychta – 1969, 19), a na Południowych łëżka (Sychta – 1969, 19). Inaczej zwano ją czasem na tym terenie òcznik (Sychta – 1969, 313). Innym określeniem stosowanym w tym przypadku jest snozka (Sychta – 1972, 116). Słowo to zapisał też Pobłocki (1887) wyjaśniając, że snoza, snózka to deseczka czyli listewka w ulu. Być może to samo znaczenie na Zaborach ma polëca (Sychta – 1970, 124). Jest wątpliwe żeby Kaszubi Bytowscy nazywali tę deseczkę podstôwk (Sychta – 1970, 107), gdyż nie dawano jej raczej tylko na lato. Może chodzi tu o element podobny do części koszki Kanitza. W ten sposób powiększonoby pomieszczenie pszczołom latem. Byłby on bowiem podstawiony pod koszkę. Wydaję się, że określenie dómk (Sychta – 1967, 229) oznacza raczej ul z ramkami niż koszkę. Autor z autopsji zna kaszubskie słowo ùl. Oznacza ono pomieszczenie dla pszczół z ramkami. Podobne znaczenie mogło mieć słowo kasta. Słomiane nakrycie na koszkę przypominające snop nazywano kapa (Sychta – 1968, 132). Na Zaborach zwano go czasem kapelusz (Sychta – 1968, 133).

Wędrówka z pszczołami znana jest dość długo, skoro Treichel (1893) ją opisuje. Autorowi temu chodziło o wrzosy w Borach Tucholskich. Wywożono tam pszczoły ze wsi leżących na południu powiatu kościerskiego.

Ważnym narzędziem pszczelarskim jest pszczołowô muca czyli maska ochronna przed pszczołami (Sychta – 1970, 212), czasem zwano ją òcznik (Sychta – 1969, 313). Ta ostatnia nazwa pochodzi z południa Kaszub, osłonę na twarz wykonywano z drutu, podobnie było w okolicach Wejherowa. Prawdopodobnie określenie kapa oznaczało także opisaną maskę ochronną.

Istotnym narzędziem pszczelarskim jest również podkurzacz czyli dmùchôcz. Sychta (1967, 221) zanotował to słowo na północno-zachodnich Kaszubach i określił, że chodzi tu o narzędzie do wykurzania pszczół. Autor zna z autopsji dmùchacz, co oznacza podkuracz. Narzędzie do wykurzania pszczół to także dëmôcz (Sychta – 1967, 196) i dmùchówka. To drugie słowo Sychta (1967, 221) zanotował w Miłoszewie, Strzepczu i Wejherowie. Wymienione narzędzie służy najprawdopodobniej zwykle do podkurzania pszczół. Dane własne wskazują, że dawniej często owady te wypędzano lub uśmiercano, dziś już się tego raczej spotyka. Wëkùrzec znaczy wypędzić dymem (Sychta – 1968, 309). Autorowi wiadomo, że może to być również uśmiercanie poprzez siarkowanie. Podkùrzëc znaczy odpędzić pszczoły za pomocą dymu (Sychta – 1968, 309). Do podkurzacza wkłada się zwykle suche próchno, może ono pochodzić ze spróchniałego pnia, zwie się go strëpielëzna (Sychta – 1972, 180). Do zmiatania pszczół używano czasem części gęsiego skrzydła, być może zwano je skrzidlôk (Sychta – 1972, 67).

Miodowé żniwa to okres miodobrania (Sychta – 1969, 173). Do noszenia ramek używano miodowi kòsz (Sychta – 1968, 214). Wrzosowy miód zwany jest wrzosnik (Sychta – 1973, 112). W celu jego odwirowania z plastrów w okolicach Pucka używano narzędzia zwanego wrzosnica (Sychta – 1973, 112). Chodzi tu o rozluźniacz miodu. Wrzosë według Sychty (1973, 111) tereny na pograniczu powiatów wejherowskiego i kartuskiego począwszy od Tępcza, Szemudu poprzez Donimierz, Jeleńską Hutę, Będargowo aż po Staniszewo. Rósł tu niegdyś masowo wrzos. Wymienioną nazwę stosuje się też jako określenie okolic Zapcenia. Dane te wskazują, że niegdyś wrzos miał istotne znaczenie dla pszczelarstwa kaszubskiego. Dawniej miód wrzosowy zwykle pszczołom wybierano, czyli zabierano całkowicie. Sychta (1967, 63) zanotował jednak: Tatk podebrôł miód pszczołóm. Podebrac według tego autora znaczy nieco zabrać, podebrać. Jest to ciekawe stwierdzenie. Trzeba bowiem założyć, że czasem Kaszubi podbierali pszczołom miód. Autorowi brak informacji o stosowaniu tego w przypadku koszek.

Rój to pszczoły zamieszkujące jeden ul lub nowa rodzina pszczela powstała w wyniku rójki (Sychta – 1970, 337). Rójba lub rójka to jak można się domyślać naturalnie tworzenie się nowych rodzin pszczelich (Sychta – 1970, 337). Sychta (1970, 337) zanotował zdanie, które można przetłumaczyć następująco: Dobry pszczelarz rójce przeszkadza, żeby mieć więcej miodu. Istotnie rojeniu się pszczół należy zapobiegać, gdyż rójka zmniejsza możliwości produkcyjne (Encyklopedia, 1989). Pierwak zwie się po kaszubsku pierszi rój (Sychta – 1972, 403), drużak to wtorôk (Sychta – 1973, 116), a trzeciak to trzecôk (Sychta – 1970, 403). Te dwa ostatnie roje czasem łączy się (Sychta – 1973, 116). Nierzadko po upływie pewnego czasu od osadzenia w ulu pierwak wydawał w tym samym roku nowy rój, zwano go parój (Sychta – 1970, 33). Słowo to podaje również Pobłocki (1887), wyjaśniając, że chodzi tu o rój wydany przez pszczoły tegoż jeszcze lata, którego się same wyroiły. Grac w pszczelarstwie na północy Kaszub oznacza przygotowywać się do rojenia (Sychta – 1967, 352). Do przenoszenia roju na północy Kaszub służyła rójnica czyli koszka (plecónka) natarta (wësmarowónô) melisą – Melissa officinalis L. (malësa) i pokropiona miodem na przynętę (Sychta – 1970, 338).

Wosk (uesk[, według S. Ramułta, Słownik języka pomorskiego czyli kaszubskiego, Gdańsk 2003 – wòsk. – komentarz Rastko]) to kolejny produkt pszczeli. Bywa on również zwany zmùr (Sychta – 1973, 241) i pszczelëzna (Sychta – 1970, 213). Istnieje kaszubskie prównanie żôłti… jak wosk (Sychta – 1973, 274). Sporządzano z niego gromnice (Sychta – 1973, 100). Z wosku wykonywano świece, korzystając przy tym z dwóch naczyń wyżłobionych w drzewie (kòpónka jak to podał Sychta (1968, 204). Wądza to zapewne plaster pszczeli, a potwierdza to zdanie: „Dzece lubią z wądzë miód jesc”, choć Sychta (1973, 61) wskazuje, że jest to raczej węza, czyli „cienki arkusz wosku pszczelego, na którym, dla ułatwienia pszczołom budowy plastrów, sztucznie odciśnięto zaczątki komórek pszczelich”.

Pszczeli chléb to zapewne pierzga (Encyklopedia 1989), wskazuje na to zdanie: Nasz rój je mocni, bo w nim je wiele pszczelégo chleba, choć Sychta (1970, 213) stwierdza, ze chodzi tu o „pyłek jaki pszczoły noszą do ula”.

Folklor. Legendę wskazującą na kult pszczoły na Kaszubach zapisał Sychta (1970, 211) dodając, że jest ona święta, gdyż dostarcza wosku na świece do kościoła. Pszczoła ma dwa ciężkie grzechy na sumieniu, ale surowa spotkała ją kara. Ginie ona mianowicie po użądleniu człowieka, ponieważ bëła baro bùszné i chcała, żebë człowiek, chtërnégo ona ukąsi zaré ùmar. Ale Pan Bóg jé na to rzek: Nié człowiek, chtërnégo të ùgrëzesz ùmrze, le të sama ùmrzesz. O karze za inny grzech informuje kolejna legenda o rozmowie Stwórcy z pszczołą, którą zanotował Sychta (1970, 212) w Łebczu. Jak Pón Bóg pszczola stuerzil, tak on so ją zapitôl: „Chcesz të w niedzela robic, czë w niedzela swiątowac? A może të w niedzela chcesz robic? Ëżle të chcesz w niedzela swiątowac, té të mdzesz mogla zbierac miód z wszelejaczëch kwiatów ë dzrzewiąt, a ëżle nié, té stądka jeue je nôwicé, z czerwionéue kléwrë ë z dąmbuewech lëstów të nie mdzesz zbierac.” Nó to pszczola rzekla: „Jo bąda w niedzela téż robila. Tak téż od teue czasë nicht nie widzôł, żebë pszczola z czerzwionéue kléwrë czë z dąmbowëch lëstów miód zbiérala.

Wyróżnieniem dla pszczół jest chyba również koszka, którą one zajmują, gdyż żeński demon zbożowy – rżanô albo żëtnô mac ma zamiast głowy plecónką (oczy jak gwiazdy i uszy jak osioł). Informacja ta pochodzi z Orla i Góry Pomorskiej, a zapisał ją Sychta (1969, 32). Trzeba dodać, że głowę przypominającą koszkę ma Wenus paleolityczna z Willendorfu, a między wsią Góra i Orle w powiecie wejherowskim odkryto osadę kultury kundajskiej, czyli z okresu mezolitu (8000-4200 przed n. e.). Wskazuje to na ciągłość cywilizacji ludzkiej na Kaszubach od czasu okresu kamiennego.

Przysłowia:

Chto w plecónką chùchnie, temu gąba spùchnie (Sychta – 1970, 74).
Chto mô pszczołë i klacze, ten na biedą rzôdkò płacze (Sychta – 1970, 211).
Chto mô pszczołë mô i wołë (jest bogaty) – Sychta (1970, 211).
Na swiąti Jidzi (1. 09) pszczoła w polu mało widzi (Sychta – 1970, 211).
Chto mô pszczołë, te mô miód, a chto mô dzecë, ten mô smród (Sychta – 1969, 173).
Pszczoła na kwiat, człowiek na swiat, pszczoła z kwiata, człowiek ze swiata – życie ludzkie jest pracowite i krótkie, podobne do życia pszczoły (Sychta – 1968, 314).
Lëdze są ceszą latą, a pszczołë kwiatą (Sychta – 1968, 314).
Głonému chléb jak miód (Sychta – 1968, 34).

Wśród przezwisk warto wymienić: Pszczolôk, które odnosiło się do rybaka Alfonsa Dettlafa z Jastarni (Sychta – 1970, 213). Inny przykład to Pszczelk. Sychta (1970, 213) zanotował ten wyraz jako przezwisko niejakiego Bazylego we wsi Werblina.

Wosk używano do wróżb (Sychta – 1973, 100). W wigilię Nowego Roku leje się roztopiony wosk na dość zimną wodę, aby z zakrzepłych bryłek odczytać przyszłość.

Według wierzeń ludowych pszczołę mogą brać w ręce ludzie, którzy rodzili się w dniu św. Franciszka z Asyżu (Sychta – 1970, 212). Autor ten podaje również, że na Środkowych Kaszubach uważa się, iż owadowy temu cały świat przedstawia się w kolorze fioletowym. Pszczoły żegnając się z kwiatami codziennie na wieczór brzęczą: Do witerka reno czyli do jutra rano (Sychta – 1970, 212).

Na Roztwórną (25. 03) „…, bùdzą są pszczołë w kòszkach i wrôcają bòcónë,” (Sychta – 1969, 58).

Pszczółka zwie się jeden z ornamentów na ludowych haftach kaszubskich (Sychta – 1976, 252). O tym motywie zdobniczym pisze również Stelmachowska (1959). Pszczółka to również uosobnienie człowieka pilnego (Sychta – 1970, 212). Z pszczołë robic wołë – znaczy przesadzać (Sychta – 1973, 98). Żągło (żądło) może oznaczać człowieka pracowitego – „To żągło robiło jak wół, …” (Sychta – 1973, 279). O kobiecie złośliwej można powiedzieć: „ta mô ten jązëczk ostri jak żągło” (Sychta – 1968, 91). Miesiąc lipiec zwany jest czasem miodownik (Sychta – 1969, 174). Miód padô – znaczy, że pada deszcz i równocześnie świeci słońce (Sychta – 1969, 173).

Pszczoła robotnica zwana jest zwykle pszczoła. Pszczoły strażniczki zwie się pszczołë-szandarowie (Sychta – 1972, 218). Matka pszczela to również po kaszubsku matka (Sychta – 1969, 58). Truteń zwie się trôt (Sychta – 1972, 379). Znanych jest więcej wyrazów odnoszących się do tego męskiego osobnika pszczelego, są to: trón (Sychta – 1972, 389), strëch (Sychta – 1972, 176), pszczelińc (Sychta – 1970, 213) a nawet bik (Sychta – 1967, 39).

Autor spotykał się z wyrażeniem – pszczoła zdëchô. Podobnie wyrażał się zapewne Kącki (1631). Autor ten napisał: „… pszczoły od zimna nie zdechną.” Sychta (1970, 212) podaje jednak, że owad ten nie zdichô, lecz umierô, schôdô lub spôdô. Autor ten zanotował: Nama latosé zëmë wszëtczé pszczołë spadłë (Sychta – 1970, 7).

Bywa, że na pszczoły mówi się múchë. Owady te cieszą się czasem pewną czcią, ponieważ mucha czëszczi pòwietrzé. Mucha w zëmie nëkô szczescé. Oryginalną pułapką na te owady stanowiła bylica zanurzona w zsiadłym mleku. Gdy muchy ją obsiadły. podciągano do góry worek i tak je wyłapywano (Sychta – 1969, 135).

Sychta (1969, 173) zanotował: Chto wprzód, tego miód i związał to stwierdzenie z podbieraniem bezpańskiego miodu w lesie. Potwierdzają to dane własne o dzikich pszczołach w drzewie.

Sychta (1967, 363) opisał zwyczaj pogrzebowy związany z pszczelarstwem, który tu przytoczono. W czasie wyprowadzania zwłok gospodarza z domu pukają do uli odzywając się: Hej wstajita, bo gospodôrz jedze albo jidze do grobu, a to w tym celu, żebë pszczołë nie szłe za umarłim. Był też inny zwyczaj stosowany w tym czasie. Powiadamianie pszczół o śmierci pana polegało na unoszeniu uli w górę (Sychta – 1970, 112). Sychta (1970, 212) opisał też inny zwyczaj związany ze śmiercią pszczelarza. Chcąc uchronić pszczoły od wyginięcia następca zmarłego powienien iśc do koszek i zawołać głośno przez wylot: „Terô jô jem wajim gospodôrzem” – Teraz ja jestem waszym gospodarzem. Nieco inaczej opisuje ten zwyczaj w powiecie puckim w 1851 r. Ceynowa (1983). Autor ten podaje: „Umiera ktoś, kto miał dobrą pasiekę i corocznie znaczne zbiory z niej, to jego następca chcąc sobie zapewnić dalszą pomyślność, musi zaraz do pasieki pójść, do każdego ula trzykrotnie zapukać i powiedzieć: Ten a ten (imię i nazwisko) umarł.” Nieco inną sytuację opisał w 1862 r. Hilferding (1989). Chodzi w niej o dwóch sąsiadów mających pszczoły. Gdy jeden z nich umrze, to drugi powienien nieco postukać laską po ulach i powiedzieć trzy razy: „Pszczołki, vaju społovnik zamiar”; wtedy pszczoły pozostaną u niego, w przeciwnym razie odleciałyby.

Sychta (1972, 34) podaje, że użądlenie przez pszczołę w marzeniu sennym oznacza deflorację. O dziewczynie, która zaszła w ciąże mówią, iż ją pszczoła ugrëzła.

Ul postawiony pod lipą jest prawdopodobnie uważany za najszcześliwszy dlatego, że zgodnie z wierzeniem jest to święte drzewo (Sychta – 1968, 355).

Kret może kogoś wytoczyć z chaty, ktoś umrze lub się ożeni (Sychta – 1968, 252). Być może, gdy zwierzę to ryje pod ulem, powinny wyginąć poszczoły, które go zajmują.

Sychta (1967, 33) zanotował na Gochach, a zwłaszcza w Prądzonce: Bëlëcą wëcérają koszczi. W Odargowie i Kartoszynie bylicę zwano ukropnik pszczeli (Sychta – 1976, 335). Nacieranie tą rośliną znane było szeroko na Pomorzu (Kasten, 1878). Podobnie było z melisą (Kasten, 1878). Na północy Kaszub roślinę tę używano do nacierania koszki, która spełniała rolę rojnicy (Sychta – 1970, 338). W podobnym celu stosowano rumianek bezpromieniowy (Matricaria discoides DC), który zwano pôchnica. Na północno-zachodnich Kaszubach Sychta (1970, 8) zanotował: Pôchnicą smarëją plecónczi, żebë w nie pszczołë wlazłë.

Praca pszczelarza przy wybieraniu miodu wiąże się z ciekawym zwyczajem. Należało dać tym, którzy obserwowali tę czynność choć trochę miodu. Podobny zwyczaj wiążę się z połowami ryb. Opisał go we Wdzydzach Kiszewskich Malicki (1972) i zwie się go „kulajce”. Przy zimowym połowie niewodem właściciel jeziora lub jego dzierżawca rzucał po skończonym zaciągu z każdej toni „kulajcom” 1-2 dużych szufli złowionych ryb na lód. Sychta (1968, 294) zanotował jednak, że kulajk to w ogóle każdy, kto kradnie ryby z okazji połowu. Autor zauważył, że istotnie „kulanie ryb” jest różnie interpretowane w poszczególnych częściach Kaszub.

Sychta (1972, 232) zanotował wyraz szczekac, który w odniesieniu do młodej matki pszczelej znaczy: wydawać głos przed rojeniem. Autor ten zanotował następujący opis, który przytoczono w tłumaczeniu: Jutro pszczoły będą się roiły. Czemu? Czy ty słyszysz, jak dwie matki się kłócą? Jedna brzęczy: „tu tu tu”, to jest stara matka, a druga młoda szczeka: „hej hej hej”.

Maliny i różne jagody smażono w garncach na konfitury przyprawione miodem lub – w późniejszych czasach – cukrem (Błaszkowski, 1979). Fakt smarowania chleba masłem i miodem zanotował Sychta (1972, 92). Mniódówka zwie się na Zaborach miód pitny (Sychta – 1969, 174). Autor ten zanotował również, że wyraz ten odnosi się do wódki z miodu. Wydaję się, że jest to mało prawdopodobne. Była to raczej wódka z miodem. Także miedwienié oznacza miód sycony (Pobłocki, 1887). Herbord zanotował, że Pomorzanie raczyli się piwem mieszanym z miodem (Bądkowski, 1976). Dziś używa się raczej cukru.

W Adwencie pieczono tzw. orzechy ż żytniej mąki i marchwi (Stelmachowska, 1933 za Sampem, 1976). Peparnut to orzech gwiazdkowy upieczony z tartej marchwi i mąki z dodatkiem pieprzu i soli (Sychta – 1970, 55). Autor wykazał, że mógł on również zawierać miód. Chłopk to kukiełka z resztek ciasta z zapieczonym w środku jabłkiem, z karmelkiem w ręce, zwanym aniszk, przygotowanym ze śmietany, miodu, kminku i anyżu (Sychta – 1968, 40). Pupa to figurka najczęściej w kształcie gwiazdora, dziada i baby oraz chłopa na koniu, pieczona niegdyś na święta Bożego Narodzenia z tego samego ciasta co orzechy gwiazdkowe. Te wyroby plastyczne były zależne od pomysłowości gospodyń, które je formowały i piekły (Sychta – 1970, 223). Latko to dawne noworoczne ciasto z pszennej mąki, wody i cukru, lecz bez jaj, pieczone na fajerkach, patelni lub piecu. Było ono płaskie i okrągłe, krajano je na krziż, tj. na cztery części i smarowano miodem (Sychta – 1968, 337).

Odnośnie niedźwiedzia Sychta (1969, 155) zapisał następujące stwierdzenie: Chcëwi jak miedwiédz na miód. Miedwiédz to również nazwa terenów pod Chośnicą k. Bytowa (Sychta – 1969, 156).

Żądlëna to miejsce na ciele, w które użądliła pszczoła lub osa (Sychta – 1973, 279). Jako środek leczniczy zalecano cebulę i szczypiorek, którymi należało nacierać miejsca, w które owad użądlił (Grzędzicki, 1975). Autor ten podaje również, że w leczeniu reumatyzmu pomocne były użądlenia pszczół i ukąszenia mrówek.

Sychta (1972, 177) podaje, że strëchë to wytłoczone resztki wosku po przetopieniu węzy. Dalej autor ten stwierdził iż, okładami ze strzëchów leczą gardło. Wydaje się, że należy przyjąć, iż chodzi tu o zboiny, a więc pozostałość po przeróbce surowca woskowego, która po wyciskaniu była w worku czy prasie. Sychta (1972, 177) podaje również, że gorącymi strëchami okładają bolący brzuch. Maści na wrzody sporządzano z żywicy sosnowej, wosku pszczelego i smalcu wieprzowego (Biernacki i Sulestrowski, 1977).

Różewô smara – to jak podaje Sychta (1970, 362) maść kupowana z apteki lub sporządzona przez znachora, m. in. z miodu, żółtka jaj, niesolonego masła, łoju, utartego prochu strzelniczego itp. Autor ten zapisał również, że odtłoczi czyli odciski, nagniotki okładają rozparzonym siemieniem lnianym, kaszą lub plackiem z żytniej mąki i miodu (Sychta – 1969, 291). Lëpownik czyli miód lipowy zbierany w lipcu uważano na północy Kaszub za najsmaczniejszy i najkorzystniej wpływający na zdrowie (Sychta – 1968, 355). Podobną opinię ma miód wielokwiatowy. Sychta (1968, 315) zanotował mianowicie: Kwiatowi miód je nôlepszé lékarstwo. Grzędzicki (1975) podaje, że choroby gardła, kaszel i koklusz leczono herbatą z cebuli i miodem. Według tego autora przy tych samych dolegliwościach, można było również stosować herbatę z kwiatu lipowego z dodatkiem miodu.

Warto wspomnieć, że stypa pogrzebowa podczas której podaje się słodzoną kawę i kołcza zwie się słodkô kawa (Sychta – 1968, 149). Natomiast Pogrzebowi kołcz to obrzędowe pieczywo przygotowane z okazji pogrzebu w postaci bułeczki bez wcięcia w środku, przyrządzone z mąki, mleka, cukru i jajek (Sychta – 1970, 114). Wydaje się, że cukier stosuje się tu zamiast miodu, który używano dawniej. Przypuszcza się tak gdyż, kutia zawierająca miód odgrywała istotną rolę w ceremoniach pogrzebowych u Rosjan (Galton, 1971). Wydaje się, że w dawnych czasach podczas poczęstunku po pogrzebie, który zwano poczestné (Sychta – 1970, 95), raczono się miodem pitnym.

W przypadku podejrzenia, że zmarły to opii (uopi) czyli upiór, który opuszcałby mogile i błądził po ziemi w zamiarze przyprawienia innych o śmierć, kładziono mu krzyżyki z gromnicy. Umieszczano po jednym z nich pod pachami i brodą (Sychta – 1969, 331). Podobny do wymienionego upiora był wieszczi. W celu jego unieszkodliwienia należało u nóg zmarłego umieścić woskowy krzyżyk (Grzędzicki, 1975).

Pamiętano o pszczołach przed ważnymi świętami. Poświęcone w Niedziele Palmową kwitnące gałązki wierzby – palmë, zanoszono do pszczół, aby dały one dużo miodu (Sychta – 1976, 217). Podobne znaczenie miało pukanie laską w ule w wigilię Bożego Narodzenia. Pytano przy tym czy pszczoły żyją (Malicki, 1986). Zwyczaj kaszubski każe z dniem św. Jana przyozdobić koszki gałązkami klonu. To wtedy klónem stroją… koszczi ‘ule’ itp., gdyż odstrasza on złe duchy, a także …plotą z modrôków wińce i wsadzają … pszczołom na koszczi, bo winôszczi strzegą od czarowniców (Sychta – 1968, 79). Modrôk to oczywyście chaber.

Mam nadzieję, że niniejsze opracowanie zainteresuje nie tylko pszczelarzy, ale i wielu pracujących na niwie oświatowej i kulturalnej.

Ważniejsza literatura:

Ceynowa F.: Przesądy i zabobony lecznicze w powiecie puckim. Dysertacja doktorska, 1851. Rocznik Muzeum Narodowego Rolnictwa w Szreniawie, t. 13, s. 71-93 (1983) /tłumaczenie pracy doktorskiej z 1851 r. wykonane przez S. Bieszka/.

Galton D.: Survey of a thousand years of beekeeping in Russia. Bee Research Association London, 1971.

Grzędzicki B.: Ostatni Wangrzyn na Kaszubach, „Pomerania”, 1975, nr 2.

Hilferding A.: Resztki Słowian na południowym wybrzeżu Morza Bałtyckiego, Gdańsk 1989.

Jeliński M.: Pszczelarstwo na Kaszubach, Muzeum Kaszubskie w Kartuzach, Kartuzy 1987.

Jeliński M.: Kószki kaszubskie, „Pszczelarstwo”, 1991, nr 12.

Kasten A.: Bienen-Zeitung (Nördlingen), 1878, str. 226-239.

Kącki W.: Nauka o pasiekach. Powtóre drukowana, 1631.

Makowski W.: The Kashoubs of Renfew. In: The Polish People in Canada. A Visual History, Tundra Books, Montreal 1987, str. 59.

Malicki L.: Rok obrzędowy na Kaszubach, Gdańsk 1986.

Pobłocki G.: Słownik kaszubski z dodatkiem idyotyzmów chełmińskich i kociewskich, Chełmno 1887.

Praca zbiorowa pod redakcją Bornusa L.: Encyklopedia pszczelarska, Warszawa 1989.

Sychta B.: Słownik gwar kaszubskich na tle kultury ludowej, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk, t. 1 – 1967; t. 2 – 1968; t. 3 – 1969; t. 4 – 1970; t. 5 – 1972; t. 6 – 1973; t. 7 – 1976
(w cytatach np. Sychta – 1967, 221 oznacza, że danych należy szukać w tomie 1 słownika na stronie 221).

Szopiński D.: Wspomnienia z młodości, „Pomerania”, 1980, nr 11-12.

Treichel A.: „Zeitschrift des Historischen Vereins für den Regierungsbezirk Marienwerder” (Marienwerder), 1893, t. 31.

Објављено под Култура / Kultura / Kùltura / Kultur / Culture | Коментари су искључени на Kaszubskie pszczelarstwo ludowe w świetle słowników B. Sychty