Pomerania IV 2007: spis treści

Pomerania IV 2007

1. Spis treści

2. Listy

W marcowym numerze „Pomeranii” ze zdumieniem przeczytaliśmy list Eugeniusza Pryczkowskiego zatytułowany „Kaszubskie ożywienie z Gdyni?”. Autor roztacza w nim wizję rozkwitu kaszubszczyzny w naszym mieście, której głównym motorem ma być rozbicie gdyńskiego oddziału. Co na ten temat sądzimy, napiszemy w dalszej części, chcemy bowiem po kolei odnieść się do wszystkich poruszonych przez niego wątków.
Najpierw przedstawiony został stan liczebny Kaszubów w Gdyni, w oparciu o badania przeprowadzone w 2005 r. przez doktora Jana Mordawskiego. Dokładnie zamieszkuje tutaj 72 900 Kaszubów i osób z częściowym rodowodem kaszubskim, co stanowi 28,23 proc. wszystkich mieszkańców miasta. Dotychczas podawano, że odsetek ten wynosi w granicach 15-16 proc. Ów wzrost ma różne przyczyny, jak chociażby stały napływ ludzi z ościennych kaszubskich miejscowości. Jedną z nich jest na pewno działalność tutejszego oddziału Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, który systematycznie pracuje nad budzeniem poczucia rodowej przynależności wśród mieszkańców Gdyni oraz nad wszechstronną popularyzacją w niej kaszubszczyzny. (więcej w „Pomeranii”)

4. Elżbieta Ball-Szymroszczyk, Zwyczaje wielkopostne i wielkanocne na Kaszubach

Święta Wielkanocne, Wielkanoc, Wielka Niedziela, Jastrë – te najważniejsze święta chrześcijan stanowią też ważny etap w ludowym roku obrzędowym. Przypadające na czas zimowo-wiosennego przesilenia, obfitują, obok praktyk religijnych, w obrzędy i zwyczaje o charakterze symbolicznym i magicznym. Ten długi cykl świąteczny trwa od Wielkiej Nocy do Zielonych Świątek. Poprzedza go okres Wielkiego Postu, zaczynający się w Środę Popielcową, która kończy czas zapustnych zabaw, tańców, muzyki. (więcej w „Pomeranii”)

7. Grozek, Grozkowe wspomnienia wielkanocne (tekst w gwarze mazurskiej)

9. Bogumiła Cirocka, Przez krziż do Bòga. IV Kaszëbskô Droga Krziżewô

Kaszëbskô Królewô! Bòżi snôżi kwiat!
Panëjesz ju nama hewò òd stalat.
Do Ce më sã żôlimë, wiedno mòdlimë,
Ò bòkadosc wiarë co dzéń prosymë.

Swiónowskô nasza Matinkò,
Na strażë stojimë kòl Ce,
Wez prowadzë kaszëbsczi lud,
Dze skrzi sã nieba wieczny wid!

Śpiewając tę pieśń, z kościoła Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Sianowie powoli wychodzi tłum wiernych. Na czele proboszcz parafii (i kustosz Sanktuarium NMP Królowej Kaszub) ks. Waldemar Piepiórka, obok niego ks. Zenon Pipka, wikariusz z parafii pw. Świętego Leona Wielkiego w Wejherowie. Do śpiewu i do procesji przyłączają się ludzie zgromadzeni na placu przed Domem Pielgrzymkowym. Z krzyżem, pochodniami i płonącymi zniczami w dłoniach, idziemy do pierwszej stacji Drogi Krzyżowej: Pón Jezës na smierc przez Piłata skôzóny. (więcej w „Pomeranii”)

9. Edmund Zieliński, Jak powstała Droga Krzyżowa w Sianowie

We wtorkowy wieczór, 6 marca 2001 roku, zatelefonował do mnie kolega Marek Byczkowski – dyrektor Kaszubskiego Uniwersytetu Ludowego w Wieżycy z wiadomością, że jest propozycja wykonania przez artystów ludowych Drogi Krzyżowej dla sanktuarium Matki Bożej w Sianowie. Byłem kompletnie zaskoczony. Serce się radowało, że to właśnie nas zaproszono do wykonania tego dzieła. A przecież tak niedawno pracowaliśmy – według scenariusza Mariana Kołodzieja – nad rzeźbami do ołtarza papieskiego w Sopocie. To wielkie dzieło zmobilizowało 49 twórców z całego Pomorza. Ołtarz był piękny. Zachwycała różnorodność prac, jakby na spotkanie z Ojcem Świętym przywędrowały przydrożne krzyże i kapliczki z Kaszub, Kociewia, Powiśla, Borów Tucholskich i Krajny. Wszystkie one wróciły potem na rozstaje dróg, do kościołów i do sanktuarium w Matemblewie. (więcej w „Pomeranii”)

12. Jerzy Nacel, Wielka cisza w Wielkiej Kartuzji

Po obejrzeniu dokumentu filmowego „Wielka cisza” o życiu w klasztorze kartuzów w Grande Chartreuse zdałem sobie sprawę, że dotknąłem czegoś naprawdę wyjątkowego. Pokazuje on ludzi, z twarzy których emanuje pewność i wewnętrzny spokój. Ktoś powiedział, że przyjemność oglądania tego filmu można porównać do tej, jaką daje obserwowanie delikatnie szemrzącego strumyka.
Domem macierzystym Kartuzji Kaszubskiej (zwanej czasem gdańską) był założony w 1087 r. przez św. Brunona z Kolonii, a usytuowany w głębi dzikiego masywu Chartreuse (okolice Grenoble – Francja), klasztor Kartuzów. Ta Wielka Kartuzja, w której początkowo było siedmiu pustelników, co znalazło swój wyraz w zakonnym emblemacie (siedmiu gwiazdach nad globem z krzyżem), ulokowana została w miejscu, gdzie panuje surowy klimat z obfitymi opadami śniegu, samotność, cisza, ubóstwo…(więcej w „Pomeranii”)

15. Andrzej Grzyb, Smutna godzina (felieton)

16. Marek Adamkowicz, Agnieszka, co we wspomnieniach mieszka

18. Anna Flisikowska, Nieliteracki wątek w biografii gdańskiego literata

21. Stanisław Pestka, Kaszubszczyzna w zaklętym kręgu?

Jubileusz Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego niekoniecznie musi być dla niego momentem przełomowym, znamienne jednak jest to, że prowadzona podczas niego (2 grudnia 2006 r.) wymiana zdań i argumentów bardziej wyraziście zarysowała linie sporu. Wynikające z różnych analiz i rozważań diagnozy nie zawsze można sprowadzić do wspólnego mianownika. Z konieczności trzeba ograniczyć się więc do wypunktowania zrzeszeniowych spraw i trosk uznanych za szczególnie ważne:
– Język kaszubski jako twórcza siła zdolna do kreowania rzeczywistości nie tylko artystycznej;
– Czy nadal aktualny jest zeszłowieczny postulat dotyczący unowocześnienia mentalności Kaszubów i Pomorzan?
– Zrzeszenie wobec świata współczesnego, który zmusza społeczeństwa głęboko zakorzenione w tradycji do stawiania nowych pytań;
– Czy problematyka pomorska będzie w większym stopniu absorbować uwagę młodego pokolenia społeczników?
– Czy nie zniewala nas zbytnio „myślenie przeszłością”?
– Tworzywem tożsamości Kaszubów jest tradycja etniczna, kultura, religia, obyczajowość i język, a w jakim stopniu polityka?
Nim zanurzę się głębiej w niektóre kontrowersje, wypadałoby zatrzymać się nad trwaniem czasowym Jubilatki, która osiągnęła piękny wiek 50 lat i ciągle tryska młodością. (więcej w „Pomeranii”)

26. Tomasz Żuroch-Piechowski, Pies Tomasza Kantzowa (felieton)

27. Jacek Kriegseisen, Rzemiosło złotnicze w Gdańsku w XVIII wieku

32. Eligiusz Józef Sitek, Kult Błogosławionej Alicji Kotowskiej (1899-1939)

35. Jerzy Dąbrowa, Ksiądz generał (felieton)

36. Grzegorz Gola, Narodziny wsi żuławskiej

37. Wacław Dobosz Tempski, Na gruzowisku (2)

44. Maria Roszak, Morówka Wiesia (tekst w gwarze kociewskiej)

Wiéta, dzie je take bajoro za zagónami, jak sia kopel zaczyna? Jo? Tamoj je taka pacia zéz kalmusam i eszcze dalji je taka wyglandna eltka. I pode tom eltkom je psiankne, barzo walne morowisko.
Wéw tym morowisku to wiadóm: robota non stop, morówki ciangam sia kitrajó, ketki tych morówków darujó i darujó, drapam od biszonga żgajóm óni zéz jeściem na puklach. A to jeście to wiéta: robóny, pendróny, nasiónka, listki, nypki chłondów, okruszki jakeś, nawét pyrcek radyski jedna morówka targa. Tego wachujó strażnicy, przydupasy królowy. Óni manujó te insze morówki co by przyscipniej szli. Jak kto maneguja, to ich nalatujó namolnie i zara bolechujó:
– Na nó! Co to je za tałatajstwo? Tachaj do królowy, bo sia zjadowja!
Zawdy to pomaga. I tak robota daruja, nawét zgnilce i zdechlóny zgrodzóm to co trza. Ale… (więcej w „Pomeranii”)

45. Kazimierz Ostrowski, Kamyk do naszego ogródka (felieton)

Życie społeczne nie zawsze przystaje do naszych wyobrażeń, nie daje się wtłoczyć w ramy, w jakich pragniemy je widzieć. Podczas gdy u ambitnych działaczy bywa to powodem zniechęcenia i rozczarowania, inni nie poddają się i nadal żywią niezmącony optymizm.
Wydaje się, że optymizmem ponad miarę tchnie wypowiedź Eugeniusza Pryczkowskiego na temat kaszubskiej perspektywy Gdyni („Pomerania”, nr 3/2007). To prawda, że Gdynia „wyrosła na całkowicie kaszubskim podłożu” i zapewne prawda, że blisko trzecia część jej mieszkańców „może się wykazać kaszubskimi korzeniami”. Może, ale czy tego chce? Czy ci gdynianie, których pradziadkowie przed 80, 70 laty przywędrowali z kaszubskich wsi, aby furmanić na budowach i rozładowywać statki w porcie, są przynajmniej wątłą emocjonalną nicią związani z miejscami, z których przybyli ich przodkowie? Czy zastanawiają się, choćby przelotnie, nad swym etnicznym rodowodem, a może już w ogóle zobojętnieli na te sprawy? (więcej w „Pomeranii”)

46. Jan Zbrzyca, Państwo silne samorządnością i społeczeństwem obywatelskim

O Lechu Bądkowskim usłyszałem od Tadeusza Bolduana w sierpniu 1958 roku w redakcji dwutygodnika „Kaszëbë”, którego Tadeusz był redaktorem naczelnym. Mówił o nim z uznaniem jako o Pomorzaninie, który walczył na Zachodzie w Polskich Siłach Zbrojnych, charakteryzując go jednocześnie jako znakomitego publicystę i dobrze zapowiadającego się pisarza, żywo zainteresowanego sprawami Kaszub i Pomorza, zarówno w przekroju historycznym, jak i współczesnym.
Pierwszespotkanie z Bądkowskim nastąpiło także w redakcji „Kaszëb”, której współpracownikiem byłem od połowy 1958 roku. Naczelny przedstawił mnie zaznaczając, że jestem w piśmie nową postacią z kaszubskiego partykularza, która swoim piórem chyba udowodni, że potrafi obiektywnie opisywać regionalną rzeczywistość. Na takie dictum Lech zareagował tak, jakby poczuwał się do odpowiedzialności za misję i tożsamość „Kaszëb”.
– W takiej redakcji jak ta potrzeba i żaru, i ducha przebojowości – usłyszałem. (więcej w „Pomeranii”)

48. Edmund Zieliński, Koraliki pani Józefy

50. Janusz Kowalski, Śladami Remusa

Otwarcie XXII Kaszubskiego Spływu Kajakowego Śladami Remusa odbędzie się nad zachodnią (bytowską) częścią jeziora Dywan, skąd krótki wypad pieszo nad wschodnią (kościerską) jego toń, a trasa spływu głównie poprowadzi przez dwa parki krajobrazowe: Zaborski (chojnickie) i Tucholski.
Miejscowości, obiekty i krajobrazy będą przypominać dwa, w swoich rodzajach najwybitniejsze, dzieła literatury kaszubskiej: powieść Aleksandra Majkowskiego „Żëcé i przigòdë Remusa” oraz wspomnienia Anny Łajming „Dzieciństwo”. Będziemy mianowicie w Remusowej Zvadzie, czyli w Dywanie (młyn) i Pełku (piła). Tam miał miejsce pjekjelni litkup po tym, jak kaszubski pan, ale zaprzaniec, ojcowiznę swą, Zvadę, sprzedał Niemcowi. Będziemy przepływać blisko Przymuszewa, gdzie urodziła się A. Łajming, z domu Żmuda-Trzebiatowska, i przez Parzyn, gdzie Trzebiatowscy mieszkali po pierwszej wojnie światowej. (więcej w „Pomeranii”)

53. Lektury

58. Klëka

59. Z życia Zrzeszenia

62. Kow., Informator regionalny

64. Rómk Dzreżdżónk, Szpéglowanié (felieton)

Minãło ju tëli lat òd pamiãtnégò 1989 rokù. Terôzka przeszedł czas na spòwiédz.
Jo, jo, jem jô dzeckã czerzwionégò PRL. Skażony jem òstôł ną czerzwioną chòroscą ju kòl spłodzeniô. Gwësnégò, kòmùdnégò, zëmòwégò dnia drëch Édward, gôdającë „Pòmòżeta?!” wid wëwrëknął… ë jem sã stôł. Ti co kòl mòjégò narodzeniô przëtomny bëlë, gôdają, że jem całi czerzwiony na swiat przëszedł – pierszé òbjawë zarażeniô.
Ceszã sã baro, że jem sã na ti zemi pòjawił w nëch pësznëch latach sétmedzesątëch. Chòc tëch jimperialisticznëch bananów ë pòmarańczów jem długò nie znôł a na òczë ni miôł widzóné, ale zó to bómków ë szokòlôdów miôł jem bòkadosc. Nie mùszã dodawac, że ne miodnoscë òwijóné bëłë w czerzwioné papiórczi. (więcej w „Pomeranii”)

Коментари су искључени на Pomerania IV 2007: spis treści

Bajki kaszubskie [z Gryfa]

Z niepisanej literatury kaszubskiej
Bajki kaszubskie

Na podstawie czasopisma Gryf. Pismo dla spraw kaszubskich, zeszyt I, rok I, listopad 1908, s. 6-16.

Spis treści: 1. Wilk i jego podfrysztek, 2. O żołmnierzu i żedze, [3.]Czymu zajk nie żre mięsa

1. Wilk i jego podfrysztek1

Tam dalek w Rusach, gdze swięty Mikołaj je patronem wilków, smnieło se wilkowi, że zjod dobry podfrysztek. Jak on se zbudzeł, tej on rzek do sebie:

„To beł piękny sen, ale jesz lepszy będze ten podfrysztek, co mnie se wesmnieł! Pudę, a on mie gwesno som w pesk wlecy!” – Bo wilk je bardzo głupy.

Tak on szed. Niedaleko zaszed, tak trafił na kozę z dwuma kozlętami. Widząc, pomeszloł sobie:

„Aha, to będze muj podfrysztek!” Jak on przeszed do nyj koze, on rzek: „Tero wom nic nie pomoże. Jo waju zjem. Naprod te twoje kozlątka, a potym cebie, staro. Bo mom głod, jaż flaci mruczą!”

A ta koza odrzekła:

„Tec możesz naju zjesc, ciej ju jinaczyj nie jidze. Ale rownak nam pozwolisz, że so przed smiercą pocerz zmowiema.”

„Ale jo!” odrzek wilk. „Zmowta pocerz, a potym jo waju zjem!”

Koza podeszła do Bożymęci i jęła bleczec, a kozlątka za nią bleczałe jesz głosnij. A wilk niedługo wetrzymoł i jął wec.

Niedaleko za górą pas owczorz trzodę. Ten, czując blek i wecy wilka, posłoł swygo psa. Pies nadbieg, weszamotoł i pokaleczeł wilka tak, że on muszoł drawo ucekac. Mało go nie zażar.

A koza z kozlątkami ucekła.

Jak go pies więcyj nie gonieł, wilk stanął i so pomeszloł: „To beł srodzi podfrysztek, nima co mowic! Jaci jo beł głupy!” –

Szed dalyj. Tak za chwilkę on trafiel na swynię z sedem prosątkami.

„To będze dobry podfrysztek!” – pomeszloł on sobie. A do swyni on rzek:

„Tero jo zjem waju wszescich, bo mom głod, jaż strach. Noprzod twoje prosątka, a tej cebie”.

A swynia odrzekła:

„Możesz naju zjesc! Czymu nie? Tec ludze na to naju chowią, żebesma beła zjadły. Ale przed smiercą nom rownak jednę prosbę użeczysz?”

„Ciej le nie chceta mie ucec, to czymu nie?” odrzek wilk.

„Ma naprzod odmowiema rożańc, tej naju możesz zjesc!”

No dobrze! Wilk se zgodzeł. A swynia razem z prosątkami jeli kwiczec, a i wilk za chwilkę jął wec, le se tak rozlegało.

Uczuł to owczarsci pies, przelecoł, weszarpoł i pokaleczeł wilka, a swynia z prosątkami ucekła do dom.

A wilk se srodze zafrasowoł.

„To mie je podfrysztek! Ale zdrowo mie, czymu jo beł tyle głupy!”

I szed dalij. Tak natrafieł kurona. 2 „Aha!” rzek do sę, „to będze muj podfrysztek. Choc koza abo swynia bełe lepszy, ale lepszy co niże nick!”, więc rzek do kurona:

„Cebie jo tu zaru zjem. Bom niejod dzyso jesz nick, a głod mie morzy, jaż strach.” Kuron też sę chcoł ofiarowac na podfrysztek, ale proseł wilka, żebe mu pozwoleł jesz roz przed smiercą sobie zaspiewac.

„To nimoże bec!” odrzek wilk. „Bo bes mie ucek!”

„Ciej te sę boisz, żebem ce nieucek”, rzek kuron, „to trzymej mie za ogon, a jo so zaspiewom!”

Ciej tak, to wilk sę zgodzeł i chwecoł pesciem kurona za ogon, a nen zaczął skrzydłami trzepac i pioc. W tym ale wilka zaswędzeło jedno pióro w ogonie kuronowym w nos, a on muszoł cichnąc i popuscec ogon. Ledwo uczuł to kuron, tak podlecoł na drzewo i z wilka se wesmioł.

Tero wilk se srodze zasmuseł.

„Jaci jo rownok jem głupy! Wszetko mie oszuko. Jo wiero ju dzys nie doczekom sę żodnygo podfryszteku!” W tacich meslach szed on dalij i natrafieł gęs. Zaro mu sę serce rozweseleło, i wpod na nę gęs.

„Te gąsko mie nie uńdzesz. Jo cę tu zaru zjem, jak te stoisz. Nareszce jem sę doczekoł podfryszteku!”

Ale gęs rzekła:

„Możesz mie zjesc, wilku, jo ce tego nie bronię i niebedę sę na to skarżec. Jo jem ju staro i joj niesc nimogę, a roz muszę umrzec gęsą smiercą. Ale wejle, jo od szesc niedzel sę niemeła, bom od tego czasu po roz pierwszy weszła z chlewa. Pozwół mie sę omec w jezorze, tej będę tobie też lepij smakowała!”

„Nie, na to jo niepozwolę!” odrzek wilk, „bo bes te mie ucekła!”

„Możesz mie trzymac za ogon, pokąd jo sę będę meła”, proseła gęs, „tej jo tobie ucec nie będę mogła!”

Wilk widząc, że gęs poprowdze niebeła meto od szesc niedzel, zgodzeł sę i szed za gęsą do jezora. Tam on sod na brzegu i trzymoł ję za ogon, a ona prała skrzydłami i lała karciem wodę na sę. Jak ona sę ju do połowę omeła, tej ona rzekła:

„Popusc że mie kąsk, 3 cobem sę mogła głębij zanurzec.”

Wilk popusceł. W tym gęs sę zanurzeła tak głębok, że jaż w połowie jezora wepłynęłą.

A wilk na brzegu lamańtowoł:

„Znowu mie uszed podfrysztek. Ach, jaci jo jem głupy. Nolepij be sę beło powiesec, bo jesz z głodu zdechnę!”

Tak on szed w smutku i mankolii dalij, jaż przeszed na jednę łąkę, gdze sę pasła kobeła ze zgrzebięcem.

„To będze muj podfrysztek”, rzek on sobie i polecoł do nyj kobełe.

„Cały reno ja biegom za podfryszteciem!” rzek on, „a nimogę nic zdobec. Tero jo waju pożrę, cebie i twoje zgrzebiątko.”

„Tak to nie jidze!” odrzekła kobeła, „bo jo mom taci list prze sobie, że te mie pożrec nimożesz!”

„Na taci list jo be beł cekawy” odrzek wilk. „Bo chtuż mie może zakazac cebie zjesc. Nie chcesz te mnie tego listu pokozac?”

„Tu on je” rzekła kobeła i podniosła przedną nogę. „Zazdrzyj le pod kopeto!”

Kobeła ale beła ostro kuto. Jak wilk tede postawieł sę i zazdrzoł pod kopeto, tak kobeła go buch! w łeb, tak, że go na miejscu ogłuszeła. Nim on przeszed do sebie, to kobeła ze zgrzebięcem ucekłe za dzesątą gorę.

„A to beł mie dobry podfrysztek”, stękoł wilk, a głowa go srodze bolała. „Jaci ja beł głupy, po tyle doswiadczeniach kobele pod kopeto zaglądac. To ale mie je nick a zdrowo!”

Tak wilk szed dalij i ju zwątpieł o podfryszteku, jaż on trafieł na polu starygo barana.

„Cebie jo tero zjem ze skorą i rogami”, rzek on do niego. „Bo od samygo rena ubiegom sę za podfryszteciem i jem taci głodny, żebem kaminie mog grezc!”

„Zjedz mie!” rzecze baran, „bo mie sę ju przykrzy dłużyj żec. Jo jem stary, prze karnie ju nie chodzę, i nic po mie nie je na tym swiece. Jo cy nolepij som w gardło wlezę!”

To se wilkowi srodze widzało. A beło tam jezoro, o kawałuszk od brzegu beła góra. Tak baran rzek do wilka:

„Ustaw sę kole jezora, a jo wlezę na tę gorę i sę zapuszczę, be tym lżyj w twoje gardło wlecec. Ale otworz szerok jak możesz twuj pesk!”

Tak wilk stanął kole jezora i otworzeł szczęci, a baran wloz na gorę i sa zapusceł z całyj moce. A lecąc z gorę, z taką sełą rogami we wilka buchnął, że ten wlecoł jaż w jezoro. Ledwo tam nie utonął.

Nim ale sę wedobeł na brzeg, ju baran beł precz.

„To mie poczestowoł podfryszteciem!” lamańtował wilk. „Głupszygo wiera zwierzęca nima na swiece, niże jo. Ale zdrowo mie, zdrowo!”

I z ciężcim sercem szed wilk do lasa, bo go tak poczęstowele, że ju se jimu odechało podfryszteku.

„A, to mnie dele! zamiast podfryszteku pobile mie, i bełbem bezmała w jezorze utonął. Ale to wszetko przez moje głupstwo. Som niemeszlołem żem je tyle głupy! Niechże mie chto też zaru ogon za to utnie, bom na to sobie zasłużeł!”

Za tym pniem ale, na chternym wilk sedzoł, stojoł wypróchniały dąb. A w nim stojoł chłop z toporciem, co sę tam skreł. Ten czuł tę mowę wilka i jego życzeni: Niech mie tu chto zaru ogon utnie, bom na to zasłużeł!

„To te możesz mieć wilku!” rzek on do sebie napluł w gorsc i ucął wilkowi ogon samygo chrzebta. Wilk ale chyże podskoczeł i ucekoł:

„Tero jo dostoł, co jo chcoł! Tero jo mom nolepszy podfrysztek!”

Tak to szło wilkowi, chternym się smnjeło o dobrym podfryszteku. Niech nicht nie wierzy w to, co mu sę smnije.


1 śniadanie.
2 koguta.
3 trochę.

2. O żołmnierzu i żedze

Bel to jeden żołmnierz polsci, co w polscim wojsku służeł sztere lata. A jak on wesłużeł, tej go puscyle i dele mu za te sztere lata służbe trze szostoci. Tak on poszed w swiat. Ale jego odzeż beła obdzarto, i bote sę rozłazele, a czopka na głowie wezdrzała tak, jakbe ptoche niebiesci mieli w nij gniozdo zrobiony. Na drodze on spotkoł jednygo żeda, chteren mioł trzos pieniędzy przewieszony. Tak on se zatrzymoł i rzek do nygo żeda:

– Wej le żedze, jak jo jem obdzarty. A jo jem rownak polsci żołmnierz, im sztere lata służeł ojczeznie. Dej mie trochę detków, cobem so sprawieł węmps i cały bote! –

Ale żyd zacząn lamentować:

– Aj waj! Jo jem jesz biedniejszy, niż te. Jo nimom złomanygo szeląga pod duszą! –

Żołmnierz dobrze widzoł, że żyd mnioł trzos piniędzami nabity, ale robieł jakbe nigde nick, i rzek do żeda:

– Ciej te nick nimosz, tej ma są równy biedoci oboje. Poj tam pod Bożąmękę, będzema se modleła, żebe Pon Jezus se zmiełowoł i nom z biede wepomog. A może trzos pieniędzy weprosema! –

Żyd niechcoł jic pod Bożąmękę pocerz mowic, ale ciej żołmnierz zacząn sę gorzec, tejn szed i klęk. A żołmnierz kląk za nim.

Żołmnierz se przeżegnął, a żyd wejąn swoje sznurci, obwiązoł je na ręce; tej przewiązał so taci guż na łesenę1 i jął sę ciwac i na swuj sposób modlec. Tymczasem żołmnierz podnios mały kamiszk i cesnął nim w drzewo Bożymęci, i se żeda spytoł:

– Czuł te co?

– Nie, jo nick nie czuł! – odrzek żyd.

Ale żołmnierz podnios drudzi roz kamiszk i cesnął w Bożą mękę i se spytó żeda:

– Czuł te co? –

– Nie jo nick nie czuł! – odrzek żyd.

Tak oni sę jesz chwilę modlile. Tej żołmnierz po roz trzecy wzął i cesnął kamiszciem w drzewo Bożymęci. A tej pytoł sę żeda:

– Czuł te co, żedze? –

Ale żyd i ten roz nic nieczuł. Tak żołmnierz ale wstoł i rzek:

– Ale jo czuł dobrze, jak to nom znak dało. Wstań, bo Panbog cę wesłuchoł i doł ce cały trzos piniędzy. Tero poj, ma se na kaminiu podzelema.

Żyd se srodze przeląk, ale nimog sę dłużyj zapierac, bo żołmnierz widzoł, że on mioł trzos pełen piniędzy, choc przedtym nick nimioł. Więc rod nierod wesepoł trzos na kamiń na jednę kupę i se dzelyle.

Ale żol mu rownak beło połowe swoich pieniądzy, i rozmyszloł le nad tym, jakbe je dostac nazod. Więc, jak oni se podzelyle, i zabierele sę kożdy w swoję drogę, pytoł sę żyd żołmnierza bardzo słodko:

– A chdze te sę tero udosz, żołmnierzu? –

– Jo pudę w swiat! – odrzek żołmnierz. – Bo nimom żodnygo doma. Ani ojca, ani matci, ani białci, ani dzecy, ani brata, ani sostre, ani roli, ani chudobe. Pudę szczescu szukac! –

– To poj ze mną! – proseł żyd. – Jo ce dom jesc i pic i w posceli sę wespisz. A jak so odpoczyniesz, możesz jic dalij! –

Na to sę żołmnierz rod zgodzeł i szed z żedem do jego domu. Tam żyd zawołoł swoję białkę, Jidkę, i kozoł jij piec i gotowac co najlypszygo. A ciej Jidka stoł dobrze zastawieła, i żołmnierz se zabroł do jedzeniu, żyd powiedzoł, że mo sprawunci na miesce i szed precz. A żołmnierz jod i pieł, bo beł bardzo głodny.

Żyd ale mu wechodzeł na zdradę. On nie szed na miasto po sprawunci, ale prosto do zomku, chdze mieszkoł starosta. Tam on se doł zaprowadzec do pana staroste i sę uskarżeł na nego żołmnierza:

– Wielmożny panie starosto! Aj waj, co mnie się stało! Szedłem so z hańdlem drogą, a wpod na mie taci polsci żołmnierz i zabroł mie całą połowę moich piniędzy! –

– A jakżeż on wezdrzoł? – spytoł pon starosta.

– Taci obdzarty jaż strach! – odrzek żyd. – Odzeż dzurawo, bote sę rozłażą, a czapka na głowie wezdrzy tak, jakbe w nij ptoche niebiesci miele gniozda zrobiony. Nick na nim nie je cały, oprocz tyj skore, co ję ze sobą no swiat przenios! –

– Ciej te go tak dobrze opisoł, to ma go ju weszukoma. A wiesz te też, gdze on z tymi pieniędzami ucek? –

– On je u mnie doma! – odrzek żyd. – I je i pije. –

– Ciej tak, to le go przeprowadz. Ju szubinica na niego czeko! –

Żyd pięknie podzękował panu starosce i szed do dom, żebe żołmnierza przeprowadzec. Ten prawie so gębę obceroł, bo mu dobrze smakowało. A żyd do niego rzek bardzo mile:

– Nasz pon starosta czuł, że tu je polsci żołmnierz w miesce. On be cę rod widzoł i z tobą pogodoł o twoich wojnach. On prosy, żebes do niego przeszed! –

– Jo rod pudę! – odrzek żołmnierz. – Ale jakże mnie tam jic do tacigo wieldzigo pana, ciej jo jem tak bardzo obdzarty! –

– O to sę le nie kłopoc! – odrzek żyd. – Jo ce dom nowy węmps! –

– A kamizelkę też? –

– Też. –

– A czopkę nową też? –

– I czopkę jo ce dom, – rzek żyd i przenios ze szafe decht nowy węmps, i kamizelę i czopkę.

A jak są żołmnierz w te rzecze ubroł, to weglądoł jak istamantny graf. Ale tej jesz żeda zażądoł nowych botów.

– I bote jo ce dom! – rzek żyd. I weszukoł decht nowy, i je pięknie wewiksowoł. A żołmnierz je obuł i rzek:

– Tero jo bem mog jic do pana staroste. Ale na dworze je czap2. Jo sobem te swiecący bote decht poczapoł. Jo koniecznie muszę mieć konia! –

A żyd weprowadzeł ze stani nolepszygo konia, weszczoł go grzebłem i szczotką i osodloł go dlo żołmnierza. A ten sod i rzek:

– Tero jo mogę stawic sę przed panem starostą! –

I jachoł, jak wieldzi pon do zomku, a żyd szed piechty za nim.

Pon starosta prawie stojoł przed swoim zomciem, a żołmnierz pokłonieł mu sę bardzo pięknie, a pon starosta mu podzękowoł. A żyd wskazując palcem na żołmnierza rzek:

– To on je! –

– Te wiera ogłupieł żedze? – odrzek starosta. – Ten pon be cy mioł pieniędze wząc? Tec te mowieł, że to beł jacis obdzarty węder! –

– Ten żyd mo rozum pomieszany! – rzek tero i żołmnierz. – On gotów rzec, że ten węmps i czapkę i bote, co jo na sobie mom, są jego! –

– Jak Bog na niebie! – krzyczoł żyd, – że to je wszetko moje! –

– On nawetk powie, panie starosto, że ten koń, na chternym jo jadę, je jego włosnoscą! –

– Jo przesygom! – krzyczoł żyd, – że i ten koń je muj! –

– To je znak, że te jes, żedze, niespełna rozumu! – rzek kureszce starosta. – Noprzod te mowisz, że jacis obdartus cę obrabował, a tero te winujesz tego pana. Niech pon jadze z Bodziem! – rzek tej do żołmnierza, wszed w swuj zomk, i zamknął dwierze za sobą. Żyd lamańtowoł w niebogłose. Ale żołmnierz pojachoł w swiat i dobrze mu se powodzeło, bo beł szekowny i mioł konia i wiele piniędzy.


1 czoło.
2 brud.

[3.]Czymu zajk nie żre mięsa

Downij nie tyle zajk1 ale i les 2 nie żar żodnygo mięsa. Tak jednygo dnia les pączci z krzoka obieroł i przeszed do niego wilk. Ten do niego rzek:

– Jaci te nędzny wiedzesz żywot! Wiecznie pączci obgrezac! Poj ze mną, jo ce weucze za rzeznika, co będzesz mog pieczynie jadac. –

Na to les se rod zgodzeł, i szli. Tak oni przeszli na jednę łąkę, a na nij pas koń! Les i wilk wlezle w cierz i sę schowele, be sę naradzec. A wilk rzek za chwilę do lesa:

– Zeńdz le mie z przodku i obocz, cze mie sę slepie polą?

Les zaszed z przodku i wezdrzoł na wilkowe slepie, a te se polełe, jak węgle.

Tak wilk sę dalij pytoł:

– A obocz le, cze mnie skora burczy! –

– Burczy jaż strach! – odrzek les,

A wilk rzek po trzecy roz:

– A obocz le, cze mie sę ogon rucho! –

Les oboczeł i rzek:

– Rucho sę, jaż wiater jidze! –

– No tede jo jem gotowy! – rzek wilk i wepod z krza, rzuceł sę na konia i rozerwoł mu brzuch. Potym oni w dwojkę konia poszlachtowele. Tak les stoł sę rzezniciem.

Nauczywsze sę tak tanym kosztem rzeznictwa, les szed dalij. Tak on natrafiel w polu zajka, co też liste i pączci zjodoł:

– Jaci to jes głupy zajku! – rzek on do niego, – że te sę jarmużem żewisz. Mięso wiele lepij smakuje i do więcyj moce. Żebes te mięso jodoł, to bes te wnetk uros i beł mocniejszy, niż kożdy pies! – Poj zemną, jo cę wyucza za rzeznika! –

To se srodze widzało zajkowi i szed z nim. Tak oni znowu przeszle na jednę łąkę, gdze pas koń. A les wszed w cierz i rzek do zajka:

– Zdrzyj le, cze mie sę ocze polą! –

– Polą sę, jak zarzewi! – odrzek zajk.

– A zdzryj le, cze mie skora burczy! –

– Burczy jak bęben! – odrzek zajk, – i je decht szado! –

– A obocz le, cze są muj ogon rucho! –

– O, rucho sę, rucho! – rzek zajk, – jak szady cierz, ciej wiater nim szamoce! –

– To tede je czas! – krzyknął les i rzuceł sę k’koniu.

Ale koń go prędzej uzdrzoł, nim on do niego dobieg. Jak wzął, tak wemierzeł mu kopetem w łeb, że od razu lesa zabieł.

Zajk to widząc, bardzo se zląk i rzek do sebie:

– To je rownak srodze niebezpieczny rzemiosło, to rzeznictwo. Wolę jesc pączci, leste i trowę, niż dostac kopetem w łeb! –

I od tego czasu mięsa zajk żodną miarą be nieruszeł.


1 zając.
2 lis.

Објављено под Народ / Lud / Nôród / Volk / People | Коментари су искључени на Bajki kaszubskie [z Gryfa]

Stegna 03 2007: spis treści

Stegna 03 2007

dodôwk do miesãcznika „Pòmeraniô”

W numerze:

3. Òd redakcji

4. Pioter Lessnau, Kaszëbsczé kabarete

8. Bòżena Ùgòwskô, Hùmòr w kaszëbsczi kùlturze

14. Józef Roszman, Abazéndérowac?

15. Róman Drzéżdżón, Na wesoło

17. Robert Chrzanowsczi, Żëcé i wëzdrzatk kaszëbsczich ksążąt

19. Robert Chrzanowsczi, Wisłôw

20. Róman Drzéżdżón, Bëlnô lëteratura czë grafòmaniô

22. Ewa Warmòwskô, Wiérztë

24. Bòżena Ùgòwskô, Wiérztë

25. Róman Drzéżdżón, Wiérztë

26. Tomôsz Fópka, SMS’ë do Pana Bòga

29. Titus Kamil Rolsczi, Wiérztë

30. Teresa Wejer, Dëgùsë

34. Kabaret Fif, Knaga

39. Spiéwa: Bùten szëkù

36. Stepan Rudansczi, Wiej, wietrze, na Ùkrajinã

37. Dariusz Majkòwsczi, Trud

39. Ks. Stanisłôw Bach, Kôzanié

43. Słowôrzk

Коментари су искључени на Stegna 03 2007: spis treści

Pomerania III 2007: spis treści

Pomerania III 2007

Nowy numer „Pomeranii” ukaże się 5 marca2007 r.

Spis treści

2. Listy

5. Odpis na organizację pożytku publicznego za rok 2006

6. Jacek Friedrich, Odbudowa Gdańska jako miasta polskiego po 1945 roku

12. Gerhard Olter, Starych drzew się nie przesadza…

17. Andrzej Grzyb, Patriotyzm (felieton)< /b>

18. Wiktoria Blacharska, Przemieszczenie ludności polskiej w ramach akcji repatriacyjnej

22. Wacław Tempski, Na gruzowisku (1)

29. Andrzej Mróz, Miasto ze wsi zbudowane

31. Tomasz Żuroch-Piechowski, Wnukowie ze Skype’a (felieton)

32. Iwona Joć, Moje spojrzenie na kwestię młodych

Chyba wywołałam wilka z lasu… W trosce, a może ze strachu, o zbyt małą liczebność młodych w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim, zabrałam głos w tej sprawie podczas jubileuszu organizacji, obchodzonego 2 grudnia ub. r. Po nim, już na łamach „Pomeranii”, padały i padają kolejne wypowiedzi. Pisemnie jeszcze do owej kwestii się nie ustosunkowałam, zaś słowa mówione, jak wiemy, są ulotne. Pora więc skreślić co nieco… (więcej w „Pomeranii”)

34. Michał Kargul, Malwina Kreft, Co robią dziś młodzi…

Źle się dzieje z Klubem Studenckim „Pomorania”! Jak donoszą dobrze poinformowane źródła, uszedł z niego duch kaszubski, a jego młodzi członkowie zabierają publicznie głos bez rozeznania. Klub jest nieliczny, w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim jakoś go nie widać, nic więc dziwnego, że pojawiła się propozycja wyznaczenia mu kuratora, który dopilnuje, by myślano w nim i działano jak za dawnych lat… (więcej w „Pomeranii”)

37. Kazimierz Ostrowski, Regionalny regał – jaki jest, każdy widzi (felieton)

Z jednego z pierwszych Spotkań Wdzydzkich, przed ponad trzydziestu laty, zapamiętałem gorzką refleksję Tadeusza Bolduana, iż mamy dobrze rozwijającą się literaturę – bez czytelników. Chodziło o nikłą percepcję poezji i prozy kaszubskiej, m.in. z powodu słabo rozpowszechnionej umiejętności czytania w „rodnej mowie”. W tamtym czasie nie uczono przecież języka kaszubskiego w żadnej szkole, jego obecność w kościele była nie do wyobrażenia, a w prasie teksty kaszubskie pojawiały się na zasadzie egzotyki. Warto zapytać, czy dziś, gdy kaszubszczyzna jest w sytuacji nieporównywalnie lepszej, czytelnictwo dzieł naszych twórców też uczyniło tak duży postęp? (więcej w „Pomeranii”)

38. Stanisław Geppert, Język kaszubski w komputerach

Język kaszubski uzyskuje coraz wyższą pozycję w życiu publicznym. Funkcjonuje w mediach, jest nauczany w szkołach, a dzięki ustawie „mniejszościowej” może wkrótce wejść do urzędów. We wszystkich tych instytucjach ważnym narzędziem pracy jest komputer, który będzie musiał umożliwiać pisanie po kaszubsku. Aby uniknąć chaosu przy „skaszubianiu” komputerów, Rada Języka Kaszubskiego postanowiła przyjrzeć się dotychczas stosowanym rozwiązaniom i najlepsze z nich przedstawić jako zalecane. Do końca marca trwa publiczna dyskusja nad projektem dokumentu „Podstawowe wskazania dotyczące wdrażania języka kaszubskiego do systemów informatycznych”. (więcej w „Pomeranii”)

40. Grzegorz Gola, Człowieczy los – żuławskie korzenie Anny German

41. Maria Roszak, Wiosna

Pewnygo dnia żam postanowiyła póść i wéw biszongu za chałupom poszukać wiosny. Był zaczóntek marca, ale mnia to niy zniachancało. Obułam sia w galantne oficerki po tatusiu i wyruszyłam. Najpsirw żam poszła na goły olwańt. ,,Oby mnie za jakiómś łajze ludziska jano niy wzieli” – zestrachałam sia. Zam podrałowała tedy po rozum do glacy i zawróciłam sia nazad na oparzysko. Jo, ja wóm mówia: żam szukala wiosny na zamarzniantym na kośc oparzysku. Pewno już mnia niy wierzyta. Ale słuchajta dalji. (więcej w „Pomeranii”)

42. Romuald Łukowicz, 50 lat działalności puckiego partu ZKP

Zrzeszenie Kaszubskie (od 1964 r. Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie) powstało w atmosferze popaździernikowej odwilży politycznej 2 grudnia 1956 roku. W tym dniu odbył się w Gdańsku jego I Walny Zjazd. Już 19 stycznia następnego roku w Pucku odbyło się zebranie powołujące oddział Zrzeszenia. Prezesem wybrano dr. Władysława Torlińskiego – powszechnie szanowanego lekarza stomatologa i działacza społecznego, któremu bliskie były sprawy regionalizmu kaszubskiego. Jego następcami w kolejnych kadencjach byli: Miron Łukowicz, Alojzy Kamiński, Stanisław Cygiert, Paweł Tarnowski, Zygmunt Orzeł, Tadeusz Krużycki, Bolesław Niemkiewicz. Obecnie prezesem jest Lech Kuchnowski. (więcej w „Pomeranii”)

43. Jerzy Dąbrowa-Januszewski, Ugoscy proboszczowie (felieton)

Sędziwi mieszkańcy Ugoszczy, a także wchodzących w skład parafii wsi, podjęli starania o postawienie przy miejscowym kościele monumentu upamiętniającego proboszcza Leo Grabkego, zastrzelonego przez żołnierzy sowieckich 31 marca 1945 r. Taką informację otrzymałem niedawno w Słupsku od dra Antoniego Szredera, który zaznaczył, że koordynowaniem tej obywatelskiej inicjatywy zajmuje się jego stryj Stanisław Szroeder z Kłączna, wielce zasłużony dla Kaszub emerytowany szkólny, twórca regionalnej izby tradycji w dawnej kłączneńskiej szkole.
Dotychczas wiedziałem o ogromnych zasługach dla Kościoła katolickiego na bytowszczyźnie dwóch proboszczów z Ugoszczy. Przez 34 lata (1872-1906) był nim tutaj Teofil Gierszewski, niestrudzony kaszubski patriota, któremu władze niemieckie powierzyły funkcję inspektora szkół katolickich w powiecie bytowskim. Duchowny, wizytując tego rodzaju placówki, strzegł w nich przywileju nauczania języka polskiego. (więcej w „Pomeranii”)

44. Pożegnania

47. Lektury

50. Klëka

58. Kow., Informator regionalny

60. Rómk Drzeżdżónk, Ò tim jak trzeji Kaszëbi do nieba trafilë (felieton)

Tak sã jakòs zdarzëło, że trzeji Kaszëbi – ópa, tatk a syn do nieba trafilë. Zaklepalë w niebną pùrtã. Òtemkł jima swiãti Pioter, przëzdrzôł sã na nich, a rzekł czëstą kaszëbską gôdką:
– Ò, trzeji Kaszëbi do naju zawitalë. Kaszëbów to më wiedno rôd w niebie widzymë. Baro serdeczno rôczã na naju niebiańsczé blónë – szerok rozwarł pùrtã a wpùscëł jejich bënë.
Ti, zdzywiony taczim przëjãcém, szczestlëwi wstąpilë do nieba. Złoté słunkò fejn grzało, ptôchë spiéwałë wiesołé piesnie. Aniółczi na arfach zwãczno so przëgriwalë. Tam sam zwiérzątka pò blónach skôkałë, scyrz redosno szczekôł, krusza mieło mùcza a kòt rôd z ji cëcka mléczkò cëcôł. Dëszë na zelony trôwce sedzałë a redosc na jich twôrzach dôwała znac naszim Kaszëbóm, że to prôwdzëwi je rôj. Ju chcelë sadnąc westrzód ùsmiónëch dëszów, bò ópa rozpòznôł wëstrzód nëch swòjégò tatka ë nënkã. Jednakò swiãti Pioter jima nó to nie pòzwòlëł. (więcej w „Pomeranii”)

Коментари су искључени на Pomerania III 2007: spis treści

Bytów [o nazwie]

Na podstawie książki
Nazwy miast Pomorza Gdańskiego

praca zbiorowa pod redakcją
Huberta Górnowicza i
Zygmunta Brockiego

wydanie drugie poprawione i poszerzone pod redakcją
Edwarda Brezy i
Jerzego Tredera

Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego
Gdańsk 1999

Edward Breza

Bytów

Stary słowiański gród i podgrodzie. Prawa chełmińskie w r. 1346. Siedziba prokuratora krzyżackiego, który rezydował na zamku. Od r. 1455 wraz z okolicą (ziemia bytowska), tak samo jak ziemia lęborska, w lennie książąt zachodniopomorskich, aż do bezpotomnej śmierci ostatniego z nich, Bogusława XIV, w r. 1637. W r. 1657 staje się lennem brandenburskim, stan ten ustał wraz z I rozbiorem Polski. Miasto było ośrodkiem tkactwa. Podczas II wojny światowej uległo znacznym zniszczeniom. Liczba mieszkańców: 1782 r. – 1 tys., 1875 r. – 4,8 tys., 1900 r. – 6,5 tys., 1939 r. – 10 tys., 1950 r. – 5,6 tys., 1960 r. 8,6 tys., 1975 r. – 12 tys., 1996 r. – 17,6 tys. Do czerwca 1975 r. Bytów był miastem powiatowym w woj. koszalińskim, a od 1 stycznia 1999 r. siedzibą pow. w woj. pomorskim.

Nazwa miasta Bytów jest dzierżawcza, tzn. wskazuje na pierwotnego właściciela lub założyciela osady, którym był Byt. Utworzona została za pomocą formantu -ów od tego imienia. Imię Byt pochodzi od czas. być; jest to imiesłów bierny tego czasownika. Byt mogło być także II członem imion złożonych, jak np. Włościbyt (Słownik staropolskich nazw osobowych, red. W. Taszycki, Wrocław 1965-1977 [SSNO], I 295). Notowane jest też imię imiesłowowe Przybyt (ib.) od czas. przybyć. W staropolszczyźnie była też forma zdrobniała imienia Byt: Bytek, jak potwierdzają to nazwy miejscowości Bytkowo w Poznańskim i Bytków na Górnym Śląsku (Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, Warszawa 1880-1902, I 521) oraz pochodne od nich nazwisko Bytkowski (SSNO I 295). Nazwa osobowa Byt i pochodne jej postaci były często podstawą nazw miejscowości. Do wspomnianych wsi Bytkowo i Bytów dodać można też nazwę miasta Bytom od imienia Bytom, jak imież Witoma i Wit.

Najstarsze zapisy pozwalają odczytać nazwę jako Bytów. Są to: bona terre Butow 1321 (Pommersches Urkundenbuch, Stettin 1868-1936 [PU], VI 74, R. Cramer, Geschichte der Lande Lauenburg und Bütow [Cramer], Königsberg 1858, II 11), Butow 1329 (PU VII 323), Bytow 1335 (PU VIII 455, 457), plebanus de Bythow (Preussisches Urkundenbuch, Königsberg-Marburg-Aalen 1882-1969 [PUB], III 607). Następne zapisy zawierają w pierwszej sylabie albo y, oddające etymologiczną słowiańską głoskę y, albo substytucyjne u, w którym – jak to z reguły bywało w kancelarii krzyżackiej – nie zaznaczono „umlautu” (ü). Polskie y najłatwiej było Niemcom oddać przez ü. Oto dalsze wybrane zapisy nazwy: Studenitz in nostra terra Butow 1335 (Cramer II 172), petro Pley de Butow 1345 (ib. 173, 182, PU III 612), commendator in Butow 1346 (Cramer II 177). Przywilej lokacyjny z r. 1346 zawiera przekaz: unsir stad czu Butaw, Inwoner der Stadt Butaw (PUB IV 40-41, Cramer II 158-162), w którym -aw oddaje zniemczony polski formant dzierżawczy -ow. Podobnie wyglądają zapisy nazwy miasta z XV w., np. Butow, Buwtow, Butaw (Cramer II 185, 200, Das grosse Zinsbuch des Deutschen Ritterprdens (1414-1438). Hrsg. P. G. Thielen, Marburg 1958, 14, 132) i XVI w.: Buthow 1519 (Cramer II 164-166), Bythow 1526, z Bithowem 1565 (Lustracja województwa pomorskiego 1565. Wyd. S. Hoszowski, Gdańsk 1961, 96); w XVII w.: Butow 1686 (Cramer II 168-170, 207), Bytow („Fontes” Towarzystwa Naukowego w Toruniu [F], XLVI 120, 174). Zlatynizowane zapisy to Butovia 1749 (F XVI-XIX 271), Butavia, Bythovia (S. Kotarski, Słownik zlatynizowanych nazw miescowych…, Warszawa 1955, s. 81).

Od XIX w. na mapach wojskowych i w spisach nazw w formie kaszubskiej (u Fryderyka Lorentza i Floriana Ceynowy) figuruje nazwa miasta w rodzaju nijakim Bytowo, tak też mówią współcześnie okoliczni Kaszubi. Obecna urzędowa postać Bytów (S. Rospond, Słownik nazw geograficznych Polski zachodniej i północnej według uchwał Komisji Ustalania Nazw Miejscowych pod przewodnictwem S. Srokowskiego Wrocław-Warszawa 1951. Zawiera nazwy ogłoszone w „Monitorze Polskim”, 31) w rodzaju męskim lepiej oddaje nazwę miasta, -owo bowiem znamienne jest dla wsi, por. Borkowo, Ludwikowo, Prokowo, Smętowo – wsie, ale Człuchów, Gniew, Tczew – miasta (choć jest też miasto Wejherowo).

Nazwa rzeki, która przepływa przez miasto (jest to lewy dopływ Słupi), Bytówka, jest późniejsza od nazwy miejscowości, utworzona jest od jej nazwy, z formantem -ka. Urzędową nazwą jest jednak Bytowa.

[W r. 1998 wyszła Historia Bytowa, pod red. Z. Szultki, Bytów].

Објављено под Земља / Ziemia / Zemia / Land / Land | Коментари су искључени на Bytów [o nazwie]